27
Czerwiec
2006
15:28

dziennik 2006-06-27 15:28:00

Czytam w wolnych chwilkach nocnych książkę Zyty Rudzkiej „Ślicznotka doktora Josefa” – rzecz dzieje się w domu starców – galeria postaci, portretów psychologicznych do ewentualnego zagrania – Nie był wierzący, nie mógł. Zakład by mu zamknęli. Prasowałam mu koszule na partyjne zebrania, a Piotrusia uczyłam Zdrowaś Mario.

Opowiem Wam dziś historyjkę z cyklu, który kiedyś będzie się nazywał – Jak powstawały znów pierwsze prywatne teatry w Polsce, w początkach wieku XXI – po socjaliźmie.

Jak wiadomo (a może nie wiadomo wszystkim, ale tak jest) moja córka, Maria Seweryn, 30–letnia ambitna aktorka, z niemałym już dorobkiem, poszła swoją indywidualną zawodową drogą, biorąc udział w niezliczonych eksperymentach teatralnych, niezależnych produkcjach i dziwnych (a im dziwniejszych tym lepiej) realizacjach zwąznych ze sztuką, a Jej entuzjazm i ofiarność, moim zdaniem, są lekko odchylone od normy. No ale to temat na inne opowiadanie, że zacytuję Czechowa.

Ostatnio Marysia gra w spektaklu, świetnym zresztą, pod tytułem BOMBA. Gra tam w grupie ponad dwudziestu aktorów z całej Polski, pionierów i entuzjastów niezależnego pozaoficjalnego ruchu teatralnego, a są to :

Ewa Szykulska,

Elżbieta Jarosik,

Grażyna Zielińska,

Anna Mucha,

Izabela Kuna,

Agnieszka Roszkowska,

Joanna Gleń,

Ewa Florczak,

Hanna Zientara,

Marian Kociniak,

Włodziemeirz Press,

Sławomir Orzechowski,

Mirek Zbrojewicz,

Krzysztof Kiersznowski,

Rafał Mohr,

Bartek Żukowski,

Łukasz Simlat,

Tomek Tyndyk,

Jacek Wytrzymały,

Tomasz Karolak,

Arkadiusz Janiczek,

Michał Piela,

Karol Wróblewski,

Dariusz Sobkowski,

Marcin Janos – Krawczyk.

Każdy, kto orientuje się choć trochę w produkcji teatralnej, w sytuacji na rynku, każdy z menadżerów, dyrektorów teatrów, organizatorów, aktorów, reżyserów wreszcie, wie, że taka produkcja jest niewykonalna, nawet przy dużych pieniądzach i absolutnie sprzyjających warunkach pracy. Spotkanie takiej grupy, potem eksploatacja tego spektaklu są absolutnie niemożliwe. To jest zwyczajnie projekt niewykonalny. Im się udało.

Spektakl wyreżyserował, według tekstu przez siebie napisanego, pan Maciej Kowalewski, niezwykle zdolny młody człowiek, wcześniej autor i reżyser spektaklu „Miss HIV”, granego i zrealizowanego w klubie Le Madame, teraz granego w Teatrze POLONIA, za który zresztą dwa dni temu zostali nagrodzeni przez Ministerstwo Kultury i Sztuki (Kowalewski za reżyserię, a Marysia dostała wyróżnienie za rolę). Spektakl roku jednym słowem, zrobiony zresztą w podobnych do BOMBY albo i trudniejszych warunkach.

W każdym razie BOMBA ( www.bomba.waw.pl), to kolejny spektakl zrobiony dzięki entuzjazmowi Sponsora cechującego się nieuleczalną miłością do teatru i… bezinteresownym nakładem sił, czasu i środków wszystkich realizatorów. Grany jest w niezależnym miejscu, w Centrum Artystycznym M25, czyli w miejscu, gdzie nie istnieją (bo nie mogą istnieć, nikogo na to nie stać) zasady działania teatrów państwowych. Kostiumy i scenografie są tam jakoś przechowywane, jakoś tam się to za każdym razem składa wszystko, żeby zagrać kolejny raz. Z widownią jest różnie, bo to i daleko, i nikt nie wie, gdzie i na reklamę brak… Nieważne.

Przedwczoraj artyści znów zjechali się całej Polski, żeby zagrać kolejny blok czterech przedstawień. Kiedy dojechali, okazało się, że ktoś się włamał i ukradziono część dekoracji i kostiumów. Aktorzy i realizatorzy szaleli, żeby mimo to jakoś zagrać, każdy radził sobie w tej sytuacji, jak mógł. Marysia stwierdziła brak butów, w których grała. Kłopot. Na nogach miała stare, zciuchrane klapki, buty sceniczne zaś to były eleganckie szpilki, nie tyko charakteryzowały postać, dawały zupełnie inny sposób chodzenia, budowały rolę itd. itp… W klapkach zagrać nie mogła. Trudno, w obliczu problemów innych kolegów z ich kostiumami, postanowiła grać raczej na bosaka. Przed samym spektaklem wyjrzała na salę i zauważyła, że w pierwszym rzędzie siedzi pani – widz, która ma prawie identyczne szpilki, jak te ukradzione, te, w których Marysia wcześniej grała. Niewiele myśląc, wymknęła się z kulis, podeszła do tej pani i… poprosiła o pożyczenie butów na spektakl. Kobieta była zdumiona (i nie dziwię się Jej) prośbą, jednak bez wahania zdjęła buty, martwiąc się jednocześnie, że będą na Marysię ewidentnie z duże. Ale to już był drobiazg, Marysia wepchnęła watę w czubki butów i grała, podczas kiedy ta pani w pożyczonych od Arka Janiczka, męskich japonkach, spektakl obejrzała.

Moi Drodzy, ta historia od dziś stanie się moją ulubioną, opowiadającą o rodzących się nowych, ubogich produkcjach teatralnych, o widzach, których ofiara nie ma granic. Najpierw docierają gdzieś, do jakichś nieznanych sal na krańcach miast, a potem, żeby obejrzeć spektakl, muszą zdjąć z siebie wszystko, aby aktorzy mieli w czym grać…

Cudna historia, aktualna, prawdziwa, symptomatyczna, charakterystyczna i wielce reprezentatywna dla sytuacji, w której wszyscy my niezależni, prywatni, jesteśmy. Wiem coś o tym i ja.

Wszystkiego dobrego. A aktorom całego świata i widzom teatralnym na całym świecie serdeczności dołączam.

Twórcy sztuki i odbiorcy sztuki całego świata łączcie się!

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.