SZCZĘŚLIWI BYWAJĄ TYLKO PYSZNI, BIEDNI DĄŻĄ DO JESZCZE WIĘKSZEGO UPOKORZENIA SAMYCH SIEBIE . Tales z Miletu.
Wczoraj wracałam z Nowego Sącza, gdzie było na marginesie cudnie: publiczność wspaniała, festiwal świetnie zorganizowany, a przede wszystkim przyjechał pan Andrzej Barański aby zaprezentować „Parę osób, mały czas”…. Tak więc, wczoraj wracałam samochodem z Sącza, kierując się GPS-em, prezentem od mojego męża. Tajemnicze to dla mnie urządzenie, prowadziło mój samochód przez Polskę, dróżkami, drogami, opłotkami, zdumiewającymi drogami, jak się teraz dowiedziałam, dlatego że miało zaprogramowane polecenie „ znajdź drogę do celu drogą najkrótszą” i nic więcej, żadnych innych wskazówek. W pewnym momencie urządzenie powiedziało do mnie głosem miłej pani: teraz wjedź na prom i pomyślałam, że urządzenie zwariowało, jakież było moje zdumienie, kiedy już za moment, za zakrętem ukazała się rzeka i stał tam u brzegu czekający, wydawałoby się na mój samochód, prom. Wjechałam, przepłynęłam promem i do końca aż do ostatniego zdania GPS-u: „ Jesteś u celu” pod bramą mojego domu w Milanówku, milczałam, mimo że wcześniej, w drodze w tamtym kierunku, do Sącza, bardzo się z tym urządzeniem kłóciłam i w rezultacie jechałam swoją wybraną drogą. Od dziś jadę zawsze tam gdzie ono chce.
Dobrego dnia.
Ostatnio życie tak pędzi, w takim tempie, że nie zdążam zapisywać. A już za chwilę wszystko zapominam. Wybaczcie
Dobrego dnia.