11
Marzec
2006
11:19

dziennik 2006-03-11 11:19:00

 

 

Nie piszę bo, wychodzimy z kolejną premierą. Już 15 marca „Darkroom” w reżyserii Przemysława Wojcieszka. Oj trudny to dla mnie orzech do zgryzienia. Nauka bycia dyrektorem artystycznym idzie mi trudno i ma dramatczne momenty, ale też los stawia przede mną wyzwania, prawdziwe wyzwania wymagające odwagi i odpowiedzi przede wszystkim samej sobie o granice wszelkiego rodzaju. Gdzie je postawić i jak się zachować wobec wielu spraw światopogladowych, nie artystycznych. Czy pozwalać artystom na wszystko? Niezależnie od tego jak przyjmie to publiczność? Ja przez większość mojego życia zawodowego miałam do czynienia z cenzurą, i brzydzę się nią. Teraz także. No to tyle…

Nie piszę poza tym, bo sama piszę listy, listy, listy… Kiedyś opublikuję je chyba jako książkę. Oto jeden z ostatnich, to tak tylko abyście mogli poczuć smak mojej Kalwarii i zrozumieli sytację…

 

Warszawa dnia ….

        Szanowni Państwo,

        Po trzydziestu szczęśliwych latach kariery artystycznej, zniechęcona jednakże niemożnosciami, przeszkodami, zastojem, bylejakością, niechęcią do zmian i podejmowania przez decydentów, jakiegokolwiek ryzyka i artystycznego i finansowego, będąc w strukturach w których przez te lata byłam i aktorką i reżyserem, często animatorem zdarzeń wszelkich, postanowiłam założyć fundację której celami statutowymi będzie produkcja i rozpowszechnianie dóbr kultury, na nowych zasadach, znanych dawno w świecie, ale w Polsce z trudem się rodzących . Od piętnastu co najmniej lat całe środowisko kultury mówi o konieczności zmian i organizacji i finansowania, o potrzebie uwolnienia się. Liczyliśmy na te zmiany z każdą kolejną zmianą władzy i zmianą w Ministerstwie Kultury, ale ponieważ wszelkei reoranizacje, restrukturyzacje, tak jak w każdym zresztą innym „resorcie” – górnictwa, hutnictwa czy jakimkolwiek, wiążą się z bolesnym „czynnikiem ludzkim” , żaden z Ministrów nie zdecydował się na nie. Zaczęły więc w naturalny sposób powstawać obok struktury oficjalnej, inicjatywy niezależne, z założenia i konieczności finansowych działające inaczej – taniej , szybciej, bardziej elastycznie i dostarczające i artystom i widzom zupełniej innej oferty. Co zdumiewające często oferty dużo bardziej ambitnej niż struktury wysoko dofinansowywane, objęte „czułym” mecenatem państwowym.

          Nasz teatr, teatr POLONIA, jest jednym z nich. Teatr, którego działalność jest głównym celem statutowym mojej fundacji, jest takim teatrem, i do tego pierwszym w Polsce działającym na taką skalę. Jest to palcówka absolutnie pionierska, budowana początkowo za moje i mojej rodziny prywatne pieniądze, potem  wspomagane  zdobywanymi dodatkowymi funduszami, darowiznami z firm budujących z nami, datkami od  przyjaciół  i entuzjastów pomysłu, dzięki dofinansowaniu z  Ministerwa Kultury na sprzęt oświetleniowy ruchomy i z PFRONU na sprzęt dzwiękowy…itd. itp. działam, otoworzylismy i zaczelismy przyjmowac widzów. Jednak ta pomoc na budowę, to nigdy nie były pieniądze znaczące, mogące rozwiązać nasze problemy inwestycyjne. W tej chwili, ponieważ właśnie pieniądze nasze prywatne, które jednak były nasza bazą, się skończyły, a my zostaliśmy w połowie czy nawet jednej trzeciej drogi, musimy szukać pomocy wszelkiej. Przypominając ze obiekt, który budujemy jest dokładnie w połowie własnością miasta – państwa, a to co robimy ma znamiona dobra wyższego rzędu.

         Teatr działa, mając jedną maleńką scenę w wyremontowanych holach ( w części ktora jest włąsnością miasta), działa od trzech miesięcy i jego osiągnięcia, reakcje widzów, prasy, mediów i artystów są oszałamiające także i dla nas. Musimy w związku z tym jak najszybciej i za wszelka cenę otworzyć dużą scenę, aby przy takim „zapotrzebowaniu”, tak ambitnych założeniach artystycznych, takiej ilości gromadzących się dookoła nas artystów, młodzieży aktorskiej, reżyserskiej, przy tylu pomysłach przez nich przynoszonych sprosatc zadaniu. Wiemy juz dzis że z tej małej sceny się nie utrzymamy, nie mówiąc już o dalszym remoncie.

        Wszyscy wiemy, że kultura nie jest dochodowa, szczególnie ta choćby trochę bardziej ambitna. Nasze działania wszyscy obserwują z zapartym tchem, bo jest to prawdziwa donkiszoteria a ludzie, którzy umieją liczyć, pukają się w głowę i radzą zrezygnować z ideałów. Na razie nie ustępujemy, choć ciągniemy tę utopijną ideę stworzenia teatru niezależnego utrzymującego się i produkującego nowe rzeczy, bez stałych dotacji państwowych, z najwyższym trudem. Jednakże bez pomocy przy budowie i wyposażeniu dużej sceny polegniemy. Duża scena będzie miała 290 miejsc. To pozwoli teamu teatrwi żyć i działać mamy nadzieję.

         Ten teatr to absolutna nowość na rynku. Także na rynku pracy. Sekunduje nam już w tej chwili cała Polska. Nie możemy obniżyć „lotów” ani przegrać w tej walce.

        Prosimy….. proszę o pomoc.

                                                           Składam wyrazy szacunku i nadziei.

                                                           Prezes Fundacji Krystyna Janda

 

 

Rozumiecie mnie teraz trochę? Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.