Słychać wszędzie kolędy, ludzie zabiegani, nikt już na nic nie zwraca uwagi. Warszawa z błotnymi ulicami się reorganizuje w strukturach władzy. Wszyscy, którzy nie są gotowi pracować bez ograniczeń, mają zobowiązania rodzinne lub osobiste, nie są cennymi pracownikami – kapitalizm, kapitalizm, kapitalizm. Dla porządku mówimy o bezdomnych, biednych, potrzebujących, chorych i dzieciach- sierotach, ale jakoś tak w rutynowy sposób. W telefonach życzenia i serdeczności od bliskich i dalszych, a dużo w nich słów o Bogu i Łasce Boskiej, jakoś tak wyjątko dużo, aż się we mnie coś buntuje i myślę sobie coraz cześciej, że za dużo teraz ludzie mieszają Boga do „zwykłych” świąt i zwykłych spraw.
Ilu ludzi samotnie spędzi te święta? Ilu nie będzie miało co jeść, ile dzieci nie dostanie prezentów? Ilu ludzi umrze, a ilu się urodzi w te święta? Na cmentarzach wielu ustawia choinki swoim ukochanym zmarłym i spędza z „nimi” wiele czasu.
Szłam dziś sama przez Warszawę, patrzyłam na wszystko i zastanawiałam się, jak mało już w moim wieku zna się ludzi szczerych, otwartych, pozytywnie nastawionych, pełnych nadziei i dobrej woli, optymistów i świadomie naiwnych, naiwnych i frajerów z wyboru. Z latami ich coraz mniej, w każdym razie koło mnie. Tęsknię do nich. Do tych wszystkich narwanych entuzjastów z lat poprzednich.
Na środku Warszawy stoi wstrętna choinka za miliony, podarunek od banku dla ludności Warszawy. Każdy szef fundacji, szpitala, oragnizator czy dyrektor domu kultury, mówi o niej z przekąsem i wszyscy liczą, ile by za te pieniądze wyleczyli dzieci, zbudowali spraw, zakleili braków, dziś już chyba piąta osoba mówiła o tym przez mój telefon, przy okazji składania życzeń, a choinka stoi szara, stalowa i obojętna, wieczorem zapali się równie obojętnymi kokardkami i ludzie będą mijać ją równie obojętnie, jak za dnia.
Wczoraj była u mnie aktorka, która gra monodram o narkomance, chce grać w szkołach, w liceach, nikt nie chce, za smutne, nikt nie zaprasza… czy mogę pomóc? Niech pani gra za symboliczne pieniądze, na sali gimnastycznej, w klasach….- Proszę panią – ona na to – ja chcę grać nawet za darmo, teraz dzieci w szkołach nie mają nawet na śniadanie, a co dopiero na bilet na mnie… ale i tak nikt nie chce tego przedstawienia….
Święta, Wigilia, słychać kolędy, pada śnieg pomieszany z deszczem….
Dobrego dnia….