24 lutego 2002, niedziela, 09:09
Bogusza, Macieja, Sergiusza – wszystkiego dobrego.
Wszystkiego dobrego dla trzech panów o zdecydowanych imionach.
Dziś zapiszę Wam tylko żart, który mnie wczoraj zachwycił. To z tego gatunku żartów, które podobają mi się najbardziej. Filozoficzny.
Cyrk przyjechał do Ameryki z występami. Wszystkie bilety na wieczorne przedstawienie zostały sprzedane, a rano okazało się, że foka ma uczulenie na wodę, słoń przytrzasnął sobie trąbę, goryl kaszle, lwy mają wysypkę, konie biegunkę, a nosorożec ma katar. Załamany właściciel cyrku poszedł naprzeciwko do baru i zwierzył się ze swoich problemów barmanowi i z tego, że będzie musiał odwołać spektakl, a to dla niego katastrofa finansowa. I wtedy barman powiedział mu, że naprzeciwko na budowie pracuje żaba. Przychodzi codziennie po pracy do tego baru na piwo, i gdyby zwrócił się do niej o pomoc to może ona coś umie, jakąś sztuczkę, cokolwiek, być może zgodzi się wystąpić i przedstawienie będzie uratowane. Po chwili wchodzi żaba w kasku, umęczona po pracy, prosi o piwo. Dyrektor cyrku zbiera się na odwagę i tłumaczy jej swój kłopot, namawia do występu, do czegokolwiek, prosi o ratunek. Żaba spokojnie wysłuchuje opowieści, rozumie problem, jest chętna pomóc, ale na koniec zadaje pytanie: – Wszystko w porządku, wystąpię, ale proszę mi tylko powiedzieć, po co panu murarz w cyrku?
Czy to nie piękny żart?
Tak więc nie sądźcie nikogo po pozorach, i dobrej niedzieli. Dziś wieczór znów Helver. Wczoraj byłam z siebie zadowolona. Wydaje mi się, że zagraliśmy bardzo ładne przedstawienie.
