19
Lipiec
2005
07:11

dziennik 2005-07-19 07:11:00

 

WOJNA JEST PRAOJCEM ORAZ KRÓLEM WSZELKIEGO ISTNIEJĄCEGO BYTU, GDYŻ WSZYSTKO POWSTAJE ZE SPORU. Heraklit z Efezu.

Wszystko bierze się ze sprzeczności, tak jak tempratura jest wypadkową ciepła i zimna. Przyroda znajduje się w nieustannym, wewnętrznym konfikcie, lecz ogólna siła kosmosu umożliwia naturze przetrwanie, niczym rozum, który sprawia, że wszystko, co pozornie wydaje się chaosem, w swym działanu musi być sensowne. Natura nie dopuszcza irracjonalizmu. (Marek Niechwiej „Historia filozofii w sentencjach”

 

Odwiedziła nas ciocia, ta od kotów. Przyjechała umęczona. Jej kot budzi ją sześć, siedem razy w nocy, bo chce wyjść do ogrodu, a potem miauczy pod oknem żeby go wpuścić. Całe noce wstaje do kota. Żali się – wychowałabym niemowlę – słaniam się na nogach – przyjechałam do was trochę do niego odpocząć. On nie lubi poza tym pozamykanych drzwi, jak zdarzy mi się zapomnieć i zamknąć jakiekolwiek drzwi do pokoju, szafy czy kredensu, skacze, rzuca się na nie tak długo, aż je otworzy. Musi być wszystko tak jak on chce, jestem sługą dla kota, to on rządzi w moim domu. Nigdzie nie mogę posiedzieć, wyjść na dłużej, bo wiem, że on tam przeżywa że mnie nie ma, teraz na tę moją nieobecność zaangażowałam do niego wszystkie sąsiadki, co noc śpi u mnie inna, oj, co ja mam z tym kotem! No, ale cóż, to mój ulubiony towarzysz…

Nasze koty, na widok cioci umarły z zachwytu, to z kolei ich ulubiona towarzyszka, nie odchodzą od niej, pilnują, boją się, że znowu im wyjedzie.

– Za mną, wszystkie koty chodzą jak psy, krok w krok – dziwi się ciocia, – co ja mam za los!

– Może, ciociu, bierzesz jakieś leki, w których składzie jest waleriana?

– No wiesz, Krysiu! Przecież ja mam tylko cukrzycę!

Na grządkach mamy dojrzał zielony groszek, cukrowy, dzieci tam buszują, kiedy wracam nocą i dla mnie zerwany groszek czeka w miseczce na stole w kuchni, pierogi jagodami na zimno i do nich śmietana ubita z cukrem obok, na przynętę, a mama i ciocia chrapią i posapują w swoich łóżkach, słyszę, bo wszystkie drzwi pootwierane, żeby koty mogły sobie nocą swobodnie spacerować.

Susza, opadają liście z drzew, nawet z dębów, cały ogród duszny i lekko zwiędły nawet hortensje, które co roku kwitną jak zwariowane, nie chcą w tym roku z tej suszy.

Jagoda jest coraz bardziej kundlowata, łeb ma od jednego psa, czarny, brzuch od innego i brązowy, tyłek kołtuniasty od barana w innym jeszcze wypsiałym kolorze, zadowolona wygrzebała dół w ogrodzie pod krzakiem i tam sypia z upałów, umęczona, bo ma tyle roboty z pilnowaniem, że ledwo żyje, ptaki siadają na trawnikach, dzieci jej się rozłażą, mama długo nie wraca ze sklepu, listonosz, elektryk, wiewiórki, inne psy za ogrodzeniem, sąsiedzi mają nowego pieska, trzeba się zapoznać i opanować sąsiada… roboty!!!

Porzeczki, agrest, wszystko bez soku na krzakach, jakieś suche, wieczorami brakuje wody w kranach i wszędzie pył, nawet chrzęści w zębach. Co rano wszyscy czekają na deszcz, a Oskar, mój pies osobisty – starszy pan z reumatyzmem i mama biorą pastylki na łamanie w kościach, bo twierdzą że idzie na burzę… potem suche grzmoty, krzyk radosci ze deszcz… dwie krople i po wszystkim.

Dobrego dnia, w oczekiwaniu na deszcz… imieniny Wodzisława, może to sprowadzi deszcz….

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.