MNIEMANIA LUDZKIE TO JEDYNIE DZIECIĘCE IGRASZKI. Heraklit z Efezu.
Cenna jest wiedza prawdziwa, pewna i niezawodna, a nie przypuszczenia. Marek Niechwiej – „Historia Filozofii w sentencjach”.
Piszecie do mnie o czytaniu książek, o tym że wakacje to czas na książki i zastanowienie nad życiem, szukanie sposobów na to aby uspokoić niepokój. Przypomniałam sobie, czytajac wasze listy, że jest taki wspaniały wiersz Tadeusza Różewicza.
CZYTANIE KSIĄŻEK
Ja niżej podpisany
Tadeusz
Syn Władysława i Stefanii
urodzony w roku 1921
w mieście Radomsku
obudziłem się ze słońcem
miałem uczucie ze zbliża się
do mnie poezja
ale to było złudzenie
(poezja zakryła oblicze)
zjadłem płatki owsiane
ogoliłem się
patrząc w lustro
pomyślałem „no tak”
poszedłem po gazetę
jest 5 listopada 1978
„jak ten czas leci”
jest już lipiec ‘84
wieczór godzina 20.00
od rana pada deszcz
za oknem szum i plusk
czytam o Dostojewskm
(okrutny talent)
przerywam czytanie
patrzę na drzewa
myślę o wieczności
jak ten czas leci
wracam do listopada 1978
czytam dalej Walkę o treść
Irzykowskiego
…zgon realizmu uważa się za rzecz,
która się rozumie sama przez się ,
jak zdechnięcie diabła rogatego,
który setki lat zdeprawował
naiwną literaturę. Znowu barbarzyństwo!
Realizm jako forma literacka
nigdy się nie zestarzeje…
jednak rację miał Irzykowski
Nie Witkacy
pomyślałem i poszedłem
wyrzucić śmieci
włączyłem radio
słuchałem dziwnych(?)
słów współczesnej polskiej piosenki
…wyłączy nam prad wykidajło
pchajmy więc taczkę obłędu
jak bajron
coraz częściej nie kończę wierszy
opowiadań listów
nie skończyłem listu do Wirpszy
dowiedziałem się że umarł
napisałem kartkę do Zbyszka
wysłałem bez adresu
zwrócono mi
Zbyszek uśmiecha się jeszcze
ale jego Żona płacze
i mówi że
nie może mówić
19 maja 1988 roku
byłem w Buczkowicach
u Stanisława Gębali
właśnie zegar na kościelnej wieży
wybił godzinę dwunastą
Głos Rembrandta (z książki, którą zamknąłem):
Zostań w domu
– mówił do młodego artysty,
który chciał jechać w świat-
zostań w domu. Życia nie starczy
na poznanie cudów, jakie
się tam znajdują…
siedzę pod jabłonką
na otwartym zeszycie drżą
cienie gałęzi
jabłonka przekwita
płatki opadają na stolik
na trawę na książkę
Po co więcej mówić… a więc uspokójcie się… życia i tak nie starczy…
Dobrego dnia 11 lipca 2005 roku.