NIC NIE ZDZIAŁASZ PUSTYMI OBIETNICAMI. MAŁO POMOŻESZ Z ZAŁOŻONYMI RĘKOMA. Pitagoras z Abdery
Pogoda, że można zwariować. Nareszcie. Ja pracuję, ale Wy… w zieleń!
Wczoraj byłam na świetnym przestawieniu Teatru im. Modrzedrzejewskiej z Legnicy „Made in Poland” Przemysława Wojcieszka. Grają to jeszcze dziś i jutro w Warszawie róg Al. Waszyngtona i Kinowej w opuszczonym sklepie. Spektakl naprawdę poruszający, dobrze grany, świetnie zrobiony, za pomocą minimalnych środków. Koniecznie idźcie to zobaczyć. Naprawdę warto. No i może nie siądzie koło was ten pan, który siedział koło mnie, zdjął buty już na początku i oglądaniu towarzyszyły efekty węchowe, nieprawdopodobne, co więcej nawet adekwatne do akcji, tym nie mniej… oj starzeję się albo co… no nic, tym większe brawa dla aktorów i przedstawienia, że mimo to dzięki nim zapominałam o nosie…
Dobrego dnia, dobrej niedzieli… i jeszcze wiersz, którym zaczynać się będzie nasz film, wiersz Jadwigi Stańczakowej…
Chwytam
rękaw skórzanej kurtki
najprzyjaźniejszy
w świecie
a w granatowej torbie
leżały
róże
pomidory
ogórki
i lataliśmy
z tą torbą
po Warszawie
za szczęściem
Teraz
kiedy odszedłeś
oślepłam podwójnie
straciłam Twoje oczy
i nikt już
nie położy mojej dłoni
na krzaku bzu
w starym
warszawskim
podwórku
Mój byt
dany na ileś lat
o ileś dłuższy
od Twojego
zaplątany w ślepotę
w tęsknoty
czy wart?
* * *