NAUCZ SIĘ ŚMIAĆ Z SIEBIE, ABYŚ SIĘ UŚMIECHNĄŁ DO INNYCH. Pitagoras z Abdery
Spędziłam z konieczności także, na skutek różnych rodzinnych obowiązków, dwa dni w ogrodzie. Co to były za dwa dni! Jaka rozkosz! Co tam się dzieje!!!Ptaki uczą się fruwać, wszystko rośnie tak, że aż szeleści, z hukiem rozwijają się liście i pąki, z szumem rosną drzewa, koty i psy mają tak dużo roboty z obserwowaniem tego zgiełku i pilnowaniem porządku, że padają ze zmęczenia. Cały dzień pracuja , w nocy nie dośpią, a tu od światu znów ptaki się drą, awanturują i trzeba znów wstawać do roboty…. Ptaki zresztą drażnią się z psami, bo szczególnie Jagoda dostała obsesji i nie pozwala żademu z nich siąść nawet na chwilę na ziemi w ogrodzie, gania za nimi od świtu do nocy a te starsze ewidentnie się z nią bawią, siedzą do ostatniej chwili i tuż przed jej pyskiem z wrzaskiem podrywają się i odfruwają na najbliższe gałęzie, skąd wyśmiewają się z niej na cały głos. Wczoraj niestety zagapiły się dwa małe wróble i poniosły śmierć, pogrzeb wróbli odbył się w asyście dwóch milczacych psów, dwóch kotów i gromady lamentujących ptaków na gałęziach dookoła, potem na jakiś czas zapanowała cisza. Ptaki i wiewiórki mają chwile wytchnienia od pogromców z ziemi, kiedy trwają posiłki, bo zaczęliśmy już jadać w ogrodzie. Podczas obiadu, zwierzęta asystują nam przy stole, nie spuszczaja zokan naszych sztućców i ust, a wtedy reszta ogrodowego towarzystwa baluje. Gołębie ośmielają się wtedy do tego stopnia, że spadają prawie na głowy psów z powietrza, albo przechadzają się prowokacyjnie tuż koło nich, czesto jej wyzywając. W warzywniku trwa walka mojej mamy z ptakami o wydziobywanie z ziemi sadzonek, szczególnie zielonego groszku, i z kotami o rozdrapywanie ziemi na grządkach. Kiedy mama wchodzi do warzywnika psy siedzą pod furtką , bo nie mają tam wstępu i obserwują stamtąd poczynania mamy, z taką uwagą jakby śledziły podział diamentu u jubilera, a mama opryskuje drzewka, podlewa, okopuje szczęśliwa, wciąż przeganiając koty, które umieją przecisnąć się przez szczeble ogrodzenia. W niedzielę mama dostała do nas na Dzień Matki dziesięć dorodnych krzaków jej ulubionych hortensji, do posadzenia pod oknami jej pokoju, i te nowo przybyłe hortensje zajęły wszystkich mieszkańców ogrodu tak że było trochę spokoju. Wczoraj obyło się wielkie sadzenie, podlewanie, podsypywanie korą, umęczyli się wszyscy tak że kiedy wróciłam wieczorem z Warszawy mama, psy i koty, wszyscy spali jak zabici, chrapiąc głośno. Po raz pierwszy swoją drogą widziałam chrapiącego kota.
Uwielbiam wiosnę i to wiosenne ogrodowe uwijanie się co roku. Patrzę na to z wielką przyjemnością a „świat w garniturach” wydaje mi się tak odległy i mało ważny….to przynosi prawdziwą ulgę.
Dobrego dnia.
Dziś o 14.00 u Boromeusza msza żałobna za panią Małgorzatę Lorentwicz.