OBIEKTYWNIE SIEBIE NIE OCENISZ. Pitagoras z Abdery
No i tym się właśnie martwię panie Pitagorasie kochany….Już wcześniej zanim przeczytałam pana myśl przychodziło mi to do głowy….No, ale komu mam wierzyć? Jakoś i do innych nie mam pełnego zaufania w tej sprawie.…
Wczoraj w milanowskim kościele pod wezwaniem św. Jadwigi Śląskiej przystąpiło do konfirmacji bardzo wielu młodych mężczyzn i w stosunku do ich liczby niewiele dziewcząt. Zdumiałam się tymi proporcjami. Las chłopców dorodnych, wysokich, z głowami do góry i jasnymi twarzami i tylko kilkanaście dziewcząt, do tego jakby spłoszonych. Dostali oni wszyscy wczoraj podczas bierzmowania siedem „darów” Ducha Świętego – dar mądrości, dar rozumu, dar rady, dar męstwa, dar pobożności, dar umiejętności, dar bojaźni Bożej. Czyżby dziewczętom mniej potrzebne były te dary? Zdumiewające.
Staram się zrozumieć jak to jest być niewidomym. Co chwila zamykam oczy i staram się tak „pożyć”, choć moment. Wczoraj chodziłam tak ulicami Warszawy, tak po kryjomu. Trudne. Nie wytrzymuje głuchej niż chwilę. Boje się. Dopiero teraz rozumiem jak ważni są dla niewidomych ich przewodnicy, lektorzy, rodzina, przyjaciele, ludzie, którzy mają dla nich czas i umiejętność bycia ich oczami. Czytam, myślę. Czytam książki Jadwigi, Stańczakowej, którą mam grać, jej zapisy, opisy wyobraźni ludzi niewidomych. Opisuje jak pewnej nocy, w Oborach, w domu pracy twórczej, obudził ją , Broniewski, wyciągnął na taras, aby popatrzyli razem na księżyc, i postanowił być w tym patrzeniu jej oczami, opisywał, co widzi, i jak była mu wdzięczna i jak był „pięknie widzącymi oczami”. Opisuje też że zawsze bała się, że o niej zapomną, ktoś ją gdzieś przyprowadzi, zostawi i o niej zapomni. Zdarzyło jej się to kilka razy.
Dobrego dnia.