DOBREGO CZŁOWIEKA NIE MOŻE SPOTKAĆ NIC ZŁEGO; PRZECIWIEŃSTWA NIE CHODZĄ W PARZE. Seneka Młodszy
No panie Seneka to pan „chlapnął” jak potłuczony! Chociaż, jeśli się zastanowić, przecież wszystko zależy od sposobu myślenia o losie, który nas spotyka, znamy ludzi, którzy wszystko, nawet najgorsze, przyjmują jako łaskę Boga i pochylają przed tym głowę. Jedynym, co prawda, który mi przychodzi do głowy naprawdę jest nasz papież. No nie, takie dywagacje w sobotę rano są nie na miejscu.
Rano przy śniadaniu mama:
– Jadę do Tajlandii.
Zerwaliśmy się wszyscy na równe nogi.
– Co???!!! .
Spojrzała spokojnie:
– Oj, czy do Tunezji nie wiem? A zresztą, co za różnica?
Wybchneliśmy śmiechem:
– Wielka mamo.
– No może dla was, dla mnie to bez różnicy.
Prychnęła lekceważąco i kontynuowała jajko na miękko, trochę obrażona.
– Mamo, ostatnio, kiedy Edward był w Urugwaju, informowałaś wszystkich przez telefon, że jest w Ugandzie, to była poważna różnica!
– Mylą mi się nazwiska też. I co z tego?
– Nic mamusiu, tylko się o ciebie trochę martwimy, a między Tunezją a Tajlandią jest przede wszystkim różnica w wielkości naszego zmartwienia.
– No dobrze, już dobrze, do Tunezji, do Tunezji!!!
Słońce. Wszyscy dookoła tęsknią za słońcem. Szukają słońca.
Dobrego dnia. Dziś nie jadę do Łodzi. To zabawne. Kiedy grałam „Białą bluzkę” Agnieszki Osieckej, co chwila, na koniec kolejnych listów, kiedy moja bohaterka była na coś lub kogoś obrażona mówiła: – JADĘ DO ŁODZI! Teraz jest ze mną trochę podobnie, jak już wszystko się piętrzy, gubię krok i rytm i mój zwykły „rezon”, uciekam do Łodzi. Dziś nie ma ucieczki.
Dobrego dnia.