08
Luty
2002
10:48

dziennik 2002-02-08 10:48:00

8 lutego 2002, piątek, 10:48

Żakliny, Hieronima, Jana, Piotra– wszystkiego dobrego.

Wróciłam ze Słupska o 4-tej rano. Czekał na mnie rysunek. Jakie to miłe, kolejne dziecko dla mnie rysuje i ofiarowuje mi swoje dzieła. Oto rysunek mojej wnuczki Leny, podpisany przez nią zresztą.

Wczoraj długo w nocy rozmawialiśmy o kondycji polskich artystów, o upokarzających trasach koncertowych, zespołów operetek, filharmonii, oper, szczególnie organizowanych przez małych niemieckich impresariów, objazdów po mniejszych miastach niemieckich, za haniebne stawki, bez diet, albo z minimalnymi dietami. O problemach na polskim rynku koncertowym, o ciężkich czasach dla jazzu, beznadziejności, o tym, że te wstydliwe, jeśli chodzi o warunki, kontrakty, są dziś często dla nich jedynym zastrzykiem do ich skromnych budżetów domowych.

Usłyszałam też o swoistych osiągnięciach wyjazdowych, związanych z oszczędzaniem nawet na jedzeniu, udało się jakiemuś muzykowi w hotelu usmażyć schabowego na żelazku! Słyszałam wcześniej o zupach gotowanych w bidetach, makaron w bidecie gotowany grzałką to proste, ale zupa? Były też już jajka sadzone na żelazku, ale teraz schabowy! To osiągnięcie. Podobno, jak przyjeżdżają artyści z Polski, w hotelach wiedzą, że zaraz wysiądzie prąd z powodu eksperymentów kulinarnych.

Trochę nie chciało mi się w te opowieści wierzyć. Ale potem, konkluzja końcowa mnie zabiła: Mozart i Chopin umarli w skrajnej nędzy. To są koszty zwykłe. No, może tak.

Rano przy śniadaniu widziałam dzieci, Jędrkowi się śniło, że rozbił automat z cukierkami i jeszcze do tego wyleciały mu z niego pieniądze. Żałował, że to był sen.

Tak więc, jak zwykle – pieniądze, pieniądze, pieniądze! Pieniądze podobno szczęścia nie dają, ale….. pozwalają nieszczęście przetrwać w luksusie, jak mówi jedna z moich koleżanek.

Dobrego dnia. Dziś Steinberg w Warszawie.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.