ŁATWO JEST BYĆ SPRAWIEDLIWYM, GDY SERCE WOLNE OD LĘKU. Seneka Młodszy
Dziś publiczność pierwszy raz wchodzi na salę teatralną w sprawie „Namiętność”. Zaproszeni goście i rodziny, a my mamy jeszcze dziś dużo pracy do tego momentu. Skończyliśmy wczoraj późno nocą. Wszyscy wykończeni. Zamieszczam mój list do publiczności z programu teatralnego i zdjęcie plakatu do spektaklu. Plakat autorstwa pana Rafała Olbińskiego.
Ja ze zmęczenia mam stępioną umiejętność kojarzenia, reakcje i uczucia.
Namiętność
tn
Halina Poświatowska
* * *
namiętność to jest to
o czym śpiewały skrzypce
zamknięte w ciemnym futerale
w dusznym
jak noc
wewnątrz łupiny światła
znaczone paznokciami gwiazd
ona żyje
w twoich słowach z ciepłego granatu
pachnie brzoskwinią
słońcem
schwytanym w zieloną sieć drzewa
dojrzała
przechylona nad spłowiałą trawą
ciąży
ku moim dłoniom otwartym
a ja – zamknięte usta
w obcym języku uczę
słowa – ciasnego jak śmierć
miłość
Teatr Nowy im. Tadeusza Łomnickiego w Poznaniu
Sezon 2004 / 2005
Peter Nichols
Namiętność
Passion Play
Przekład Elżbieta Woźniak
Prapremiera polska 14 stycznia 2005 roku
OSOBY
Agnes MARIA RYBARCZYK
Eleanor ANTONINA CHOROSZY
James MARIUSZ SABINIEWICZ
Jim MIROSŁAW KROPIELNICKI
Kate AGNIESZKA KRUKÓWNA (gościnnie)
Nell DANIELA POPŁAWSKA
Psychiatra MAŁGORZATA ŁODEJ
oraz
Krytyk I SŁAWOMIR PIETRASZEWSKI
Krytyk II EDWARD WARZECHA
i statyści
Reżyseria KRYSTYNA JANDA
Scenografia MACIEJ MARIA PUTOWSKI
Kostiumy IRENA BIEGAŃSKA
Reżyseria światła EDWARD KŁOSIŃSKI
Asystent reżysera DOROTA KUCZYŃSKA–STANDEŁŁO
Krystyna Janda
Szanowni Widzowie!
Każdy z Was kocha, kochał lub będzie kochał. Albo będzie mu się wydawało, że to miłość… Każdy z Was. Nie wiem, czy każdy z Was złożył przyrzeczenie wierności, czy złoży, komukolwiek i kiedykolwiek. Nie wiem… Ale wiem, że każdy z Was zdradzi, będzie zdradzony lub otrze się o zdradę; że każdego z Was to dotyczy. Do tych, których ten problem omija – nie zwracam się, bo ich moim zdaniem nie ma. Do tych, którzy nie wiedzą, co to miłość, związek, uczucia – także nie, bo są „mniej” ludźmi, a z takimi staramy się nie spotykać.
Każdy z Was, prawie każdy z Was walczy o to, aby przeżyć życie w zgodzie ze sobą, jednocześnie nie krzywdząc innych. Wszyscy także błagacie los, aby dał Wam przeżyć życie w godności. Nie chcecie też zmarnować życia. Staracie się nie zmarnować życia, walczycie o to, aby nie zmarnować życia. Nie chcecie pozwolić, aby zmarnowali Wam życie inni. „Najważniejsze jest, aby nie pozwolić zmarnować sobie życia” – mówi jeden z bohaterów. Kto ma zmarnować to życie? Mąż? Żona? Dzieci? Przyjaciele? Bliscy? Co to znaczy: zmarnować życie, tutaj, w naszym przypadku? Zrezygnować z uczuć? Czy zrezygnować ze wszystkiego, z godności także i szacunku do samego siebie, tylko po to, żeby „czuć” czy „czuć na nowo”?
Temat jest wieczny. Układ ludzki w naszej sztuce banalny. Problem aktualny. Zawsze aktualny.
Kiedy czytałam pierwszy raz Namiętność Petera Nicholsa, poczułam się komfortowo. To tekst o nas. Inteligentny, błyskotliwy zapis współczesnych stosunków, współczesnego pejzażu małżeńskiego. Próba zastanowienia. Kiedy doszłam do sceny, w której mąż czy raczej alter ego męża prosi żonę o pozwolenie na drugą kobietę, drugą miłość, poczułam się jeszcze wygodniej i jeszcze bardziej u siebie. Przed oczami stanął mi rząd postaci z literatury, kobiet i mężczyzn. Pani Bovary z powieści Flauberta, Clarissa Dalloway, tytułowa bohaterka powieści Virginii Woolf, Trigorin z Czajki Czechowa, błagający Arkadinę o pozwolenie na romans jako ostatnią szansę na świeżą, „czystą” miłość, przywracającą na nowo sens i smak życia, jak mu się wydaje? „Pozwól mi, to mi pomaga na nowo żyć! Pozwól, bo jeśli nie, bez ciebie też będę nieszczęśliwy!” – mówi bohater Namiętności. Tysiąc razy słyszane argumenty i zdania – z ekranu, ze sceny, z ust przyjaciół, znajomych, czytane, przewracane w myślach. Ten tekst to, kolejny raz, próba zastanowienia. I świadomie unikam tu takich słów, jak „moralność”, bo musiałabym dodać: „chrześcijańska”, a nie chcę…
Zapragnęłam zmierzyć się z tym tekstem. Opowiedzieć z grupą przyjaciół z tutejszego teatru o tym, co i mnie dotknęło w życiu, raz, ale co przeżyłam boleśnie i stając przed koniecznością wyboru, wybrałam… własne życie, jak mi się wydawało, a nie „moralny obowiązek”. To boli do dziś, tego się nie zapomina. To boli, już bolało albo będzie bolało i Was, albo kogoś obok Was, jeśli się zdarzy.
Czy ten spektakl ma być próbą moralitetu? Nie. Tylko pretekstem do refleksji. Tylko namową do zastanowienia się nad nami. Tylko tyle. „Czy życie to gra?” – jak mówi jeden z bohaterów? I czy trzeba tylko nauczyć się grać w tę grę, a wszystko stanie się prostsze? „Nie, nigdy!” – słyszy w odpowiedzi. „Jakie znaczenie za chwilę będą miały słowa: dobroć, przyzwoitość, lojalność?” – pyta zdradzona. Ale zdradzający mówi: „Pozwól mi zdradzić! Chcę na nowo żyć!!!”.
Życzę dobrego wieczoru.
Poznań, 6 stycznia 2005 roku
A dla Was Moi Drodzy, dobrego dnia.