PROCES UMIERANIA ZACZYNA SIĘ W CHWILI POCZĘCIA. Marek Aureliusz
Ostatnio dużo pracuję poza Warszawą, z moimi dziećmi i wnukami rozmawiam głównie przez telefon, za to o dzieciach mówię bez przerwy i z każdym.
Siadłyśmy w teatralnym bufecie w poznańskim Teatrze Nowym, w przerwie próby, pięć aktorek, Daniela Popławska – matka dorosłej córki, Marysia Rybarczyk – matka 18-letniego syna, dziś już studenta, Antosia Choroszy – bezdzietna, za to z doświadczeniem pomocy w wychowywaniu dzieci koleżanek (jak to bywa w tym środowisku i w teatrze), Agnieszka Krukówna, która o dziecku marzy i ja – matka trojga dzieci i babcia dla rozlicznych wnucząt. Zadzwonił telefon: – Mamo, czy ja mam dać dziecku smoczek? A dlaczego nie? Bo lekarze mówią, żeby nie przyzwyczajać do smoczka, a poza tym konsekwencją ssania smoczka są krzywe zęby. Spojrzałam na siedzące dookoła mnie kobiety. – Smoczek? Dać? – Taaak! – odezwał się zgodny chór. No i zaczęło się. Tematy wieczne i dręczące.
SMOCZEK
DP- Krzywe zęby? Od palca są jeszcze bardziej krzywe!
MR- Matka umarła przy moim porodzie, cały miesiąc rodzina będąca szoku i rozpaczy nie odbierała mnie ze szpitala, nikt nie dał mi smoczka, do dziś ssanie palca to moje ukojenie.
ACh- Co za bzdura! Jeśli smoczek dziecko uspakaja?! Potem będzie nosiło aparat, tylko tyle.
AK- Oczywiście! Smoczek, bez problemu.
KARMIENIE PIERSIĄ i KARMIENIE NA ŻĄDANIE, A NIE O WYZNACZONYCH GODZINACH.
DP – Nie mogłam. Byłam chora. Nie było o tym mowy. I nie przejmowałam się tym specjalnie, choć dziś wiem, że karmienie piersią daje dziecku osłonę przed dolegliwościami brzucha, przekleństwem pierwszych miesięcy i wszelkimi chorobami na długo albo i na całe życie. W naszych czasach jakoś mniej się o tym mówiło i wiedziało, że to takie ważne.
MR – Karmiłam krótko, bo zasypiał i nie jadł, był wiecznie głodny i się darł, przeszłam na butelkę i się uspokoił. Do dziś mam z tego powodu wyrzuty sumienia, ale wolałam to, niż wiedzieć, że moje dziecko jest w szpitalu karmione mlekiem innych matek, które palą papierosy po szpitalnych ubikacjach.
ACh – Karmienie piersią to moje marzenie!!! To musi być cudowne!!! Taki związek z dzieckiem!!! Zrobiłabym wszystko, żeby karmić jak najdłużej!
AK- Nie wiem. Nie wiem… Nie można pracować, nic nie robić, trzeba być wciąż obok… Niektóre kobiety karmią i dwa lata! O Boże!
NOSZENIE I USYPIANIE DZIECKA NA RĘKACH
DP- Nosiłam jak idiotka, całymi dniami.
MR – Nie, ja byłam katem. I to dla całej rodziny. Nie pozwalałam. Myślałam… w przyszłości nie będzie samodzielny, nie da sobie rady… Dziś nosiłabym i tyle.
ACh – Nosiłabym cały czas, usypiała, kiedy by chciało, tak długo bym nosiła, aż by samo sobie nie poszło z tych rąk…
AK – Oczywiście, że usypiałabym i nosiła. To oczywiste.
SPANIE Z DZIECKIEM. NOCNE KARMIENIA.
DP – Przyznaję się, brałam małą czasem na noc do łóżka, bo już nie miałam siły…..
MR – Dlaczego mówisz „przyznaję się”? Ja nie brałam, ale spało tuż koło mnie na wyciągnięcie ręki i to bardzo długo…
ACH – Spałabym z nim na okrągło!
AK – O Boże! Jak ja bym bardzo chciała!
KUPOWANE ZUPY, SOKI I PAPKI CZY ROBIONE W DOMU?
DP – Wszystko robiłam sama. Nie dałabym nic, czego sama bym nie przygotowała.
ACH – Gotowałabym, ucierała, wyciskała! Sama!
MR – Wszystko sama.
AK – Wszystko bym kupowała.
KARA I NAGRODA. KARY CIELESNE.
DP – Jeden, dwa razy dostałam klapsa. Żałuję do dzisiaj, że puściły mi nerwy.
MR – Nie przesadzaj, ja póki mój nic nie rozumiał, dawałam klapsa i bardzo skutkowało, potem, jak już można było porozmawiać i się porozumieć, zawsze rozmawiałam. Raz tylko biłam i biłam, jak złapałam go na kłamstwie. Ani ja ani on nie żałujemy… powiedział mi to teraz, kiedy jest dorosły. Popłakałam się.
ACH – Nie wiem…. Mnie rodzice nigdy nie uderzyli, chciałabym i ja nigdy… no, ale ja byłam najmłodsza i dziewczynką, przede mną mieli czterech synów.
AK – Nigdy w życiu! Nigdy! Z założenia. Silniejszy nie m prawa do przemocy, jakiejkolwiek!
KRYTYKOWANIE DZIECI.
DP – Wydaje mi się, że nie przesadnie. A może…, a może mnie się wydaje, a ona odbiera to jak wieczną krytykę i narzekanie? O Boże, musze się nad tym zastanowić.
MR – Tyle samo krytyki, co pochwał. Poza tym, ja mojego syna nigdy specjalnie nie dołowałam. Myślałam sobie – „Inni to zrobią za mnie, skutecznie i brutalnie…”.
ACH – Moi rodzice nie krytykowali nigdy ani mojego postępowania ani moich wyborów, ale też konsekwencje musiałam ponosić sama.
AK – Moim zdaniem teraz ludzie nie dość, że poświęcają ZERO czasu swoim dzieciom, to jeszcze wiecznie je strofują i są nich niezadowoleni. To ohydne! Uważam, że największe rany zadają dzieciom ich rodzice! Dziś wielu z nich jest popaprańcami przez swoich starych, bo to ani przykład ani partner, a same pretensje… A ty jak uważasz?
JA – Kiedy urodziłam pierwsze dziecko, byłam młodą matką, niecierpliwą i lekkomyślną, a potem miałam następne dzieci, kiedy kończyłam 40 lat. Różnica, jaką stosowałam w ich wychowaniu, samą mnie szokowała. Moja pierwsza córka spała w osobnym wywietrzonym, sterylnym pokoju, bez grama kurzu, nigdy nie była usypiana na ręku, smoczek dostała po raz pierwszy przypadkiem od babci i była z tym wielka awantura, ale tak naprawdę w ogóle się nią nie przejmowałam. Moje „dzieci późne” spały ze mną w pokoju pełnym książek, mebli pokrytych materiałem i bibelotów, nosiliśmy, śpiewaliśmy i usypialiśmy je, jak długo i kiedy chciały, i drżymy nad nimi wiecznie i wciąż, ale…. I od mojej starszej córki i od tych dzieci chcieliśmy doskonałości, posłuszeństwa i stanowczo za często mówiliśmy NIE, nawet wtedy, kiedy można było spokojnie powiedzieć TAK… Bo tak było nam wygodniej. Generalnie obserwując rodziców w Polsce uważam, że stanowczo za mało chwalimy nasze dzieci, niezbyt często zauważamy ich postępy, uśmiech, pomysły i sukcesy, a za porażki obrażamy się na nie, krzyczymy, często poniżamy, a nie współodczuwamy z nimi… A w ogóle to wszystko jest bardzo skomplikowane… jak to z naszymi największymi miłościami życia, a dzieci są takimi miłościami.
Dobrego dnia.