05
Grudzień
2004
09:50

dziennik 2004-12-05 09:50:00

NALEŻY ULEGAĆ SZLACHETNYM UCZUCIOM. INDULGENDUM EST HONESTIS AFFECTIBUS. Seneka.

Uwielbiam myśli filozofów, interesujące cytaty, sentencje łacińskie i przysłowia, mam do tych mądrości w pigułce wyjątkową słabość, może to sprawa mojego temperamentu i niecierpliwości, niemniej skrót i miejsce na wyobraźnię zawsze mnie pociągały…

Piszę ostatnio nieregularnie, to wina moich wiecznych ostatnio wyjazdów, nieobecności… obowiązki zawodowe rzucają mnie w różne miejsca, a w związku z tym mam wciąż utrudniony dostęp do Internetu. Mam nadzieję, że będzie mi to darowane i zrozumiane… Konsekwencją porzucenia Teatru Powszechnego jest zupełna zmiana trybu życia zawodowego, los tułacza, a w rezultacie porzucenie życia poddanego stałym regułom. Na tej stronie widać to bardzo wyraźnie. Przepraszam, choć nie ukrywam, że mnie samej z tym nie najgorzej. Na szczęście widzę we wszystkim pozytywy i przyjmuję każdą zmianę jako szansę na coś nowego i dobrego. Na szczęście. Znacie ten żart o pesymiście i optymiście. Sprzedawca butów-pesymista jedzie na pustynię w interesach i wysyła stamtąd taki list do Centrali: – Żadnych możliwości zbytu, tu nikt nie nosi butów. Wyjeżdża w to samo miejsce sprzedawca butów-optymista i pisze: – Wspaniały rynek. Wielkie możliwości, nikt nie ma butów, wszyscy chodzą na bosaka… Ja niewątpliwie jestem optymistką w każdej sytuacji i sprawie i nawet w oczywistych negatywach widzę szansę… Anyway…

Opowiadam teraz szybko, jak to moja koleżanka aktorka miała uczulenie, dostała wysypki, zażywała lekarstwa, tabletki, wypróbowała wszelkie maści, a mimo to drapała się po całym ciele tak, że nie mogła grać; drapała się bez przerwy, bez ustanku i w związku z tym trafiła do szpitala… tam uznano, że to sprawa psychiki i poddano ją badaniom psychologa…

Psychologiem szpitalnym okazała się młoda lekarka, utapirowana blondynka w ryzykownej mini, z poważną wadą wymowy…

– Cy pani ma jakes problemy?

– Nie – odparła moja koleżanka, drapiąc się bezustannie po nogach, ramionach, dłoniach i twarzy, jednocześnie zastanawiając się nad wadą wymowy młodej kobiety.

– Cy pani się wsysko układa w zyciu prywatnym dobze?

– Jak najlepiej – odparła aktorka, rozdrapując sobie szyję do krwi i myśląc:  „Ma problemy z ś, ć, sz, cz, ż, ź, z szeleszczącymi generalnie”.

– A cy sparwy zawodowe idą dobze?

– Jak najlepiej – odparła moja znajoma i zdjęła but, żeby podrapać się w stopę, a potem skarpetkę, aby dosięgnąć swędzenia między palcami u nóg. Jednocześnie zauważając, że jest pilnie obserwowana, a po każdej jej krótkiej odpowiedzi lekarka zapisuje coś bardzo długo, pewnie jakieś uwagi na jej temat.

– Cy pani dobze spi?

– Nie, zupełnie nie śpię, nie potrzebuję już tak dużo snu jak dawnej, wydaje mi się, że to sprawa wieku i że to normalne, a teraz przez to swędzenie nie śpię wcale.

Lekarka pochyliła się i długo coś notowała, po czym badawczo patrząc, zadała przenikliwe pytanie:

– Wydaje mi się, ze pani jest cały cas nieskupiona, scególnie kiedy ja mówię…

– Tak bo zastanawiam się nad pani wadą wymowy – odparła z uśmiechem aktorka.

Panią doktor jakby zmroziło, wyprostowała się, coś długo pisała, po czym zakończyła badanie.

Następnego dnia, podczas obchodu lekarzy w szpitalu, ordynator pochylił się nad moją znajomą, czule pogłaskał po głowie – taką rozwibrowaną, drapiącą się, wysmarowaną tysiącem maści – i szepnął:  „Jest pani podobno w niedobrym stanie? Ma pani myśli samobójcze?”.

– Mam – odparła zrozpaczona drapiąca się.

– Porozmawiamy po obchodzie…..

Zanim poszła na tę rozmowę–badanie u ordynatora, polecono jej pójść do innego pokoju, a tam położyć się na leżance. Włączono magnetofon i pozostawiono samą w pokoju. Po chwili usłyszała kojącą muzykę, a potem męski głos: „Jezd zpokój. Wzzyzdko w porządku. Rozluźnij zię. Zrelakzuj. Zkonzentruj na przepływajązej pzez ziebie krfi. Wyzobraź zobie kref płynie od prafej zdopy przez twoją prawą nogę…”.

Moja koleżanka wstała, wyłączyła magnetofon, poszła do ordynatora i zdumionemu powiedziała, że wypisuje się na własne żądanie i natychmiast… polecając znajomego logopedę całemu zespołowi lekarskiemu…

To historia, którą opowiedziała mi po przeczytaniu niedawnego zapisu w moim dzienniku dotyczącego problemu niewyraźnego mówienia, a ja, kiedy opowiadała, śmiałam się do łez… i na marginesie: czy słyszeliście niedawną wiadomość w mediach o tym, że farmaceuci w jednym z województw w Polsce w proteście odmówili realizowania recept wypisanych przez bazgrzących niewyraźnie lekarzy?! Rozszyfrowywanie tych recept, tych bazgrołów zajmuje im zbyt dużo czasu, a pomyłki są na porządku dziennym i nie chcą brać za nie odpowiedzialności … No i tyle.

Dobrej niedzieli. Składam dzisiejszym solenizantom i wszystkim Barbarom –  solenizantkom z wczoraj – najlepsze życzenia i wysyłam karkę z tańczącymi tango argentyńskie. www.editorialcliche.com

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.