01
Grudzień
2004
23:19

dziennik 2004-12-01 23:19:00

DZIŚ NIE MA MYŚLI FILOZOFA, BO ZAPODZIAŁAM GDZIEŚ KSIĄŻKĘ, A JA SAMA MAM ZUPEŁNIE PUSTO W GŁOWIE.

– Pani Krystyno, jak pani sądzi, dlaczego ludzie tak źle mówią? Nie chodzi mi o to, co mówią, a jak mówią. Niewyraźnie, za cicho, niechlujnie, byle jak?

– Z wielu powodów. Z takich samych, dlaczego tak niewyraźnie też piszą.

– Nie, chodzi o coś innego. Podobno młodzi aktorzy też źle mówią, często ich zwyczajnie nie słychać…nawet na małych scenach….

– To już jest sprawa kształcenia młodych aktorów, wymagań reżyserów i publiczności. Publiczność powinna, moim zdaniem, za każdym razem, kiedy nie słyszy, krzyknąć, że nie słychać… i tyle… jak w czasach Szekspira… szybko wzięliby się aktorzy i za emisję i za dykcję. A teraz nawet jak dotrze do aktorów, że publiczność nie słyszy tekstów, to – szczególnie młodzi – wzruszają ramionami i odburkują, że widocznie na widowni są starzy i głusi i tyle. Sama słyszałam takie reakcje wielokrotnie.

– No dobrze, zostawmy aktorów w spokoju, bo pewnie i pani niezręcznie o tym mówić…dlaczego więc ludzie tak niechlujnie, niewyraźnie mówią, szczególnie młodzież?

– Bo nie przywiązują do tego wagi, nie starają się, jest coś, co się nazywa „leniwą wargą”. To jest nieruchomość dolnych mieści twarzy i warg przy mówieniu. Wielkie znaczenie ma też sprawa szacunku do rozmówcy. Jeśli komuś odpowiadam na pytanie, z kimś rozmawiam, to moim obowiązkiem jest zapewnić komfort słuchającemu, ze zwykłej grzeczności, i to dotyczy i głośności i precyzji mówienia. Staranność w tym wypadku jest wypadkową dobrego wychowania, szacunku do rozmówcy i zaangażowania w ogóle w kontakt z drugim człowiekiem…no, ale to oczywistości.

– No więc pani Krystyno, dlaczego ludzie tak niewyraźnie i niechlujnie mówią?

– Ale się pan uparł i to tak rano…. Mam to nazwać jednoznacznie?

– Tak.

– Nie chcę. Dlaczego ja?

– Bo mnie to interesuje.. chciałbym, żeby pani mi to wyjaśniła.

– Dlaczego to pana tak dręczy? Kim pan jest…

– Właśnie. Nauczycielem. Nie rozumiem przynajmniej połowy z tego, co mówią moi uczniowie, i jak mówię, nie o chodzi o to, co mówią, bo z tym jest często nieźle i tylko szkoda, że tak trudno się tego słucha….

– A niech pan mi powie, dlaczego ludzie się nie myją?

– Słucham?

– Nie niech pan mi powie, dlaczego. Wyobrażają sobie, że jak rano nie wezmą prysznica, to tego nikt nie zauważy ani nie poczuje? Mylą się.

– No wie pani….

– Jadę pociągiem i nie mogę wypić kawy, herbaty, bo pan, który mi ją sprzedaje śmierdzi…. Nie mogę pójść do fryzjera, bo pani która mi myje głowę, pochyla się nade mną, ja mam nos pod jej pachą i mam ochotę zwymiotować….

– Może jest pani nadwrażliwa?

– Tak pan myśli?

– Pani Krystyno o takich rzeczach się nie mówi.

– Dlaczego? A czym to się rożni od niechlujnego mówienia, które jest często także wynikiem egoizmu  i nie myślenia o ludziach, z którymi się spotyka i żyje na co dzień… Nie żyjemy sami….

– Ja zadając pytanie, nie miałem na myśli nic…. Wie pani, mogę zrobić godzinę wychowawczą o niechlujnym mówieniu, ale nie mogę o myciu się czy raczej nie myciu…

– Dlaczego?

– No nie wiem….

– Wie pan co… przepraszam pana, moi synowie też mówią niewyraźnie i ja, mimo że się wściekam, poprawiam ich, koryguję, błagam i zaklinam, niewiele umiem z tym zrobić. Ale myją sie zapamiętale i z lubością, na szczęście. – Przepraszam pana. Pan jest wychowawcą jakiejś klasy, tak? Rozmawia pan ze swoimi uczniami o miłości?

– No nie….

– O szacunku do człowieka, który nas kocha, na jego nieszczęście nieszczęśliwie …. Takie nieszczęśliwe miłości często się zdarzają w liceach? Pan jest nauczycielem licealnym?

– Tak. Myśli pani, że częsta jest pogarda dla kogoś, kto nas kocha, tylko dlatego, że my go nie kochamy?

– Bardzo częsta…. Szczególnie, jak się jest młodym i bezwzględnym…niedojrzałym emocjonalnie….

– Nigdy o tym nie myślałem.

– Czy w tym liceum ktoś z młodych ludzi popełnił samobójstwo? Z miłości? Tak jak kiedyś w moim, kiedy ja byłam w liceum?

– Nie, chyba nie…. Powiesiła się nauczycielka….

– Z miłości?

– Nie, w sobotę po lekcjach pewnego dnia, została sama w pokoju nauczycielskim, długo tam siedziała, a potem się powiesiła w piwnicy…. Straszne…

– Dlaczego się powiesiła? Czy ktoś wie?

– Napisała list, że nie może wrócić do domu do męża i jego rodziny, u której mieszkali…czuła się zaszczuta i upokarzana każdego dnia….

– Wiedzieliście o tym?

– Tak.

– I co?

– Nic. A kto może pomóc w takiej sytuacji? Była dorosła. Dorosły człowiek decyduje o swoim życiu.

– Tak pan uważa? Jakiego pan uczy przedmiotu, oprócz wychowywania młodzieży? Przedmiotów humanistycznych? Czy pan zdaje sobie sprawę, jak to brzmi „Wychowawca klasy”? To wielka odpowiedzialność… Rodzice, posyłając dziecko do szkoły, czesto czują się zwolnieni z wychowywania swoich dzieci…

– Uczę historii….

– A to pięknie. O brudzie i nie myciu się, braku kanalizacji w miastach i dworach wie pan wiele… Przepraszam, muszę już iść. Do widzenia. I powodzenia. Do zobaczenia.

– Wątpię. Rzadko bywam w teatrze. Dziękuję i …do zobaczenia.

I tak oto, taką dziwną rozmowę odbyłam przypadkiem. Z zupełnie nieumytym panem. Jadąc pociągiem do Poznania. W wagonie restauracyjnym. Pijąc kawę.

Dobrej nocy.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.