28
Listopad
2004
16:29

dziennik 2004-11-28 16:29:00

 

ŻYCIE TO WOJNA I PRZYSTANEK W PODRÓŻY; WSPOMNIENIEM POŚMIERTNYM – ZAPOMNIENIE. Marek Aureliusz

 

Mąż wrócił  z Urugwaju, gdzie skończyli kręcić najnowszy film pana Krzysztofa Zanussiego, przywiózł masę opowieści o tym zdumiewajacym kraju i dużo zdjęć. Zamieszczam dla Was dzisiaj serię z panem, który zarabia, wyprowadzając psy na spacer, trzy razy dziennie, codziennie, cały miesiąc; za jednego psa miesięcznie dostaje 100 pesos, to jest około 3 i pół dolara, przy czym dobry obiad można tam zjeść za 50 pesos. Zdjęcia te wywołały we mnie wspomnienia – kiedyś mieszkałam kilka lat obok Placu Zbawiciela, dookoła mnie, w wielu mieszkaniach dużo samotnych, straszych osób, prawie każda z nich miała psa lub dwa pieski. Wciąż ci starsi ludzie wieszali ogłoszenia na klatkach schodowych o tym, że szukają kogoś, kto wyprowadzałby ich psy, wyrzucał raz dziennie śmieci i robił drobne zakupy, i nigdy nikt się nie zgłaszał w związku z tymi ogłoszeniami, ani dzieci, ani młodzież… nikt… Struszkowie i staruszki narzekali i zwlekali się często z łóżek, żeby ich pupile mogli pospaceować, choćby koło bloku. Zimą narzekania narastały, ogłoszeń było więcej i obietnic w zamian za pomoc więcej, i nic… a ja wciąż się dziwiłam, dlaczego młodzież czy dzieci nie chcą zarobić parę groszy, jeśli już nie zwyczajnie pomóc swoim sąsiadom… Ja wtedy biegałam na zajęcia do Szkoły Teatralnej, byłam młodą mężatką, rano starałam się zrobić zakupy pani, z którą mieszkałam na jednym piętrze, kiedy przychodziłam, ona wciąż wspominała o jakichś dawnych czasach… hercerzach i harcerkach, którzy pomagali ludziom starszymi i chorym w ramach zdobywania sprawności harcerskich czy w ramach zbiórek… nie bardzo rozumiałam, o co chodziło… wiedziałam, że starsza pani musi sobie pogadać i ponarzekać. …Mijały lata – jak mówiła Agnieszka Osiecka – wyprowadziłam się, pracowałam, miałam swoje dzieci. Moje dzieci nigdy nie chciały należeć do żadnego harcerstwa, nie nalegałam, harcerstwo w czasach, kiedy ja dorastałam, było harcerstwem „czerwonym”, ideologicznym bardziej niż jakimkolwiek innym, więc też nigdy mnie tam nie ciągnęło… Potem, kiedy mój najmłodszy syn poszedł do szkoły, namawiałam go do wstąpienia do Drużyny Zuchów… pomyślałam – jednak dawne ideały związane z tą organizacją… Szare Szeregi… przedwojenne harcerstwo… zaangażowana, patriotyczna młodzież… ruch społeczno- wychowawczy… ale mój syn po dwóch zbiórkach powiedział  mi, że nie podoba mu się to… że nie podobają mu się mundurki, co mnie prawdziwie zdziwiło, ale znów nie nalegałam. Trzy lata temu złożyłam scenariusz według „Luster” Małgorzaty Saramonowicz: 10, 11-letnia dziewczynka, harcerka wychowywana przez wuja aptekarza, w ramach zdobywania sprawności i odznak harcerskich opiekuje się kilkoma starszymi, chorymi paniami, poleconymi jej przez przyjaciela wujka lekarza i… wszystkie te panie… morduje z litości nad ich losem, wiekiem i niedołężnością… wstrząsająca, wydawało mi się, opowieść, poruszjąca historia, dyskusja o wychowaniu, ale i o bezwzględności młodości, między innymi… nikt tym tematem się nie zainteresował i scenariusz napisany przez Andrzeja Saramonowicza gdzieś tam leży w szufladach biurek… szkoda… albo i nie szkoda…

No i tyle, i tak się zaplotły moje wspomnienia zapoczątkowane historią ze zdjęć, z wyprowadzaniem psów… Sorry…

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.