KTO MYŚLI MYŚL WIELKĄ, WIELCE BŁĄDZI. Martin Heidegger
Czytam „Encyklopedię głupoty” Matthijsa van Boxsel, to pyszna lektura… Głupcy bywają wielce niebezpieczni, właśnie dlatego, że są inteligentni, że ich przedsięwzięcia zazwyczaj im się udają. Im są zaś inteligentniejsi tym bardziej katastrofalne są skutki ich głupoty. Inteligencja to sztuka wyboru.
Usłyszałam właśnie pierwszy raz o rozwodzie małżeństwa gejowskiego. Kiedy w kilku krajach europejskich wprowadzono pozwolenia na śluby w obrębie jednej płci, mnie zainteresował problem rozwodów i zagadnienie ich ewentualnej ilości w stosunku do zawieranych małżeństw. Od lat pracuję na tzw. zachodzie. Od lat znam i przyjaźnię się z kilkoma takimi parami, których w środowiskach artystycznych nigdy nie było mało. Dziś niektórzy z nich usankcjonowali związki wobec prawa, choćby po to, aby się nawzajem zabezpieczyć, móc mieć wspólnotę majątkową itp. Znam bardzo szczęśliwe małżeństwo panów, którzy są ze sobą 38 lat a w zeszłym roku wzięli ślub, ale takie związki są naprawdę rzadkie, jak i wśród związków mieszanych płci, można by powiedzieć, ale jednak nie do końca. Żyć w związku lesbijskim czy gejowskim, oficjalnie, to jednak wyzwanie rzucone światu i „okolicom”… ale tym nie zamierzam się teraz zajmować, ani też ocenami, ani stosunkiem do zjawiska. Zwyczajnie, kiedy usłyszałam o ślubach automatyczne pomyślałam o rozwodach i tyle…
A teraz przytoczę wam pewną typową rozmowę, rozmów takich byłam świadkiem nierzadko, panowie dziś maja po 60 lat, spotkali się, kiedy mieli około 20, jeden z nich jest wybitnym choreografem w kabaretach niemieckich, drugi, Francuzem z pochodzenia, nigdy nie pracował, zajmował się ich domem i karierą tego pierwszego, jest także jego jakby agentem i sekretarzem. Kochają się obaj miłością nieprzytomną, nie mogą bez siebie wytrzymać ani dnia, kiedy się rozstają telefon jest w stałym użyciu, ponieważ muszą się zawiadomić o każdym szczególe i zdarzeniu, a także wrażeniu z „życia osobno”. Byłam świadkiem wzruszającej sceny, kiedy jeden z panów odszedł, bo musiał porozmawiać z reżyserem, a na stoliku stygła zrobiona mu przez „męża- żonę” kawa, mąż- żona szalał z niepokoju, że kawa stygnie i jak tamten skończy będzie musiał wypić zimną… nie wieim czy kiedyś obserwowałam coś podobnego… Przebywałam z nimi dość długo, podczas pracy nad rzeczami, do których potrzebna był choreografia, lata temu, od tego czasu spotykamy się regularnie, podobną czułość, troskę i przywiązanie obserwuję dość rzadko. Uwielbiam ich. A teraz rozmowy:
– Wszystko dla ciebie poświeciłem, nie mam rodziny, nic własnego, nie wiem, kim jestem, opuściłem dla ciebie mój kraj… i co ja miałem w zamian z życia?
– Nigdy byś tego nie zrobił gdybyś nie był szczęśliwy, widocznie jesteś…
– Ale co ja mam za życie, czterdzieści lat sprzątam, gotuję, pakuje walizki, robię przyjęcia dla twoich znajomych, dbam o twoje rzeczy…
– Kiedyś gotowałeś codziennie, teraz tylko dwa razy w tygodniu.
– Bo nienawidzę gotować!!! Nie cierpię robić zakupów!
– O, widzę że mamy kryzys… dobrze jak skończę tę prace pojedziemy na wakacje. Gdzie chcesz?
– Wakacje, wakacje, ty mi nawet butów nie pozwalasz sobie kupić!
– Bo masz za dużo butów! Jak jakaś Marcos …
– Ja mam za dużo butów?! W takim razie ty masz za dużo płyt!
– A propos, jak jeszcze raz zrobisz mi w nich porządek to się pokłócimy naprawdę! Ostatnio nie mogłem znaleźć. To jest mi potrzebne do pracy!!!
– Muszę porządkować, ty wszystko rozwalasz… zupełnie cię to nie obchodzi! Poukładałem według alfabetu…
Itd, itd, itd… I co wy na to? Ale rozwodu nie będzie, to prawdziwy związek, jestem pewna, że tak jak żyją ze sobą 40 lat, tak dożyją do śmierci, wiem, że mieli kryzysy, że jeden z nich przeżył romans, a drugi cierpiał, ale przebaczył… i chcę napisać jeszcze jedno, że… jak i w małżeństwach hetero, wszystko, absolutnie wszystko zależy od ludzi, od ich kultury osobistej, wrażliwości i wielkości uczucia… a tu się zatrzymajmy i nie dyskutujmy o normalności i nienormalności, a ja dodam tylko że żywiołowo nie znoszę agresywnych lesbijek i gejów – demonstratywnych, z postawą roszczeniową i paradoksalnie nietolerancyjnych dla innych. Ale to wszystko łagodnieje z czasami.
Dobrego dnia. I mam dla was radę, jakiej mnie udzielili oni, moi przyjaciele, dwóch panów w związku, kiedyś, w długiej rozmowie o niemożności, o trudnościach, o ryzyku, czyli o życiu… Kiedy dojdziecie do rzeki, nie czekajcie aż przepłynie, tylko postarajcie się ją przejść w jakiś sposób, nawet jeśli będziecie musieli się zdobyć na wysiłek wybudowania mostu.
Dobrego dnia. A na koniec słynny Litwin, ostatnio wielce wystawiany a nazywany idealistą – Grickevitius.