24
Listopad
2004
21:26

dziennik 2004-11-24 21:26:00

Przepraszam za milczenie ale Poznań i pierwsze próby mnie „odciągnęły” od życia. W międzyczasie widziałam wystawę fotografii Leni Riefensthal, stosy albumów ze zdjęciami, bo szukamy zdjęć do spektaklu i „Wesele” w tutejszym teatrze w reżyserii Janusza Wiśniewskiego, spektakl bardzo interesujący, napisany jego charakterem pisma i „specyficznym” , uwodzącym pesymizmem. Sala pełna z młodzieżą milcząca jak grób i nieruchomą. Tylko jak Panna Młoda rękę przyłożyła do stanika i wyczuła zakładkę tam gdzie serce i Polska właśnie… lekki śmiech. Ja przeżywam swoje problemy i uniesienia ze sztuką „Namiętność”, którą tu reżyseruję, zagryzając je makowcem przywiezionym z domu. Makowiec wart każdego grzechu więc daję przepis podyktowany telefonicznie przez naszą Zosię… podaje go po to, żeby za wszelką cenę trzymać się konkretu, życia i nie dać się zwariować. Szczególnie, że na Ukrainie coraz „goręcej” i każdego dnia spoglądamy w telewizory z większym niepokojem …. Kupujecie więc w sklepie, kilową puszkę maku, już przygotowanego do ciast i wszelkiego tego rodzaju poczynań kulinarnych, „dorabiacie” ten mak, jak powiedziała Zosia bakaliami – migdałami, rodzynkami, czym kto chce, Zosia wbija w niego jeszcze dwa całe jajka dodaje miodu i wlewa jeszcze łyżkę spirytusu, co by nie był za słodki, a bez spirytusu ciasto się nie obywa, jak dodaje. Na samo ciasto bierzecie 25 dkg mąki szymanowskiej, albo takiej jaką jest dostępna w waszym sklepie, Zosia bierze szymanowską, 4 jajka, 25 dkg masła, 25 dkg cukru, łyżeczkę proszku do pieczenia i może być kilka kropli olejku a to migdałowego a to innego smaku, bo jak mówi Zosia – nie każdy smak migdałowy lubi, można sobie wkropić też rumowego. Teraz masło i żółtka trzeba utrzeć z cukrem, pianę z białek ubić na sztywno osobno, dodać mąkę, i proszek do pieczenia, olejek i lekko łyżką wszystko wymieszać razem. Położyć to ciasto na brytfanki dwie małe, masłem posmarowane, a potem na wierzch wzdłuż całej brytfanki łyżką pokłaść mak. On się tak zapadnie, troszkę, to wtedy ciasto lekko na brzegach na ten mak naciągnąć, a jak się komu nie chce to i nie musi. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piec godzinkę. Jak się wyjmie to można zrobić polewę i posmarować ale się nie musi, zdaniem Zosi. Polewa to 1 łyżka masła, 4 łyżki cukru, jedna łyżka kakao i 4 łyżki wody, na patelence rozpuścić a potem pokruszyć w to gorzką czekoladę i ino, ino rozpuścić, zamieszać i wierzch smarować. Koniec, twierdzi Zosia, a więcej gadania niż roboty! I smacznego. No i tyle. Ja pogrążam się dalej w kłopoty i zmartwienia ze sztuką związane, bo radości i przyjemności na razie żadnej… a wy zajadajcie makowce. Dobrej nocy i dnia. Czytam „Encyklopedię głupoty” i szukam tam sama siebie.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.