13
Październik
2004
21:23

dziennik 2004-10-13 21:23:00

 

PAMIETAJ O KAŻDYM ZDARZENIU , KTÓRE CIĘ DO SMUTKU PRZYWODZI, O ZASADZIE: TO NIE JEST NIESZCZĘŚCIE. Marek Aureliusz

Dziś rozmawiałam na planie z panem Koszyczkiem o życiu.

– Panie Koszyczku jak pan znosi swój czas, wiek i problemy?

– Droga pani, stosuję zasadę chińskiej szafy.

– A jaka to zasada, panie Koszyczku?

– Prosta, proszę łaskawej pani. Chińskie szafy to takie czerwone szafy z laki które mają mnóstwo szufladek. Kiedy mam problem, wkładam go do szufladki, zasuwam ją  i nie zajmuje się nim dopóki nie muszę , a jak muszę otwieram dopiero wtedy szufladkę i staram się go rozwiązać, ale jeśli nie muszę leży sobie w szufladce. Nie przejmuję się nim zwyczajnie. Życie, droga pani, to zabawa i przyjemność, dopóki nie zdarza się prawdziwa tragedia można kłopot wrzucić do szufladki.

– Panie Koszyczku, co pan opowiada! Problemy trzeba rozwiązywać od razu, bo z czasem urastają do większych problemów.

– Otóż myli się pani, łaskawa pani. Z mojego doświadczenia wynika że większość z nich jakoś rozwiązuje się sama i w ogóle szufladka potem nie wymaga otwierania.

– Panie Koszyczku, ucieka pan od odpowiedzialności w życiu, nieładnie…

– Bo życie proszę pani to zabawa. A ja nie robię nic za co trzeba ponosić wielką odpoweidzialność z zasady. Jedni bawią się dużymi zabawkami , jak np. proszę pani politycy, inni małymi. Ja bawię się na tyle małymi że nawet jeśli coś tam przeskrobię to nie szkodzę nikomu. I dlatego śpię spokojnie.

– Bawi się pan w kino, panie Koszyczku, w dokumentowanie wydarzeń w sztuce, robienie wywiadów, filmami dokumentalnymi, to interesujące i to luksus.

– Tak droga pani, i nie wysilam się specjalnie, nic nie robię na siłę i nigdy nie robiłem. Jak się coś samo robi z moją pomocą to dobrze. Ale najważniejsza zasada tak w ogóle to…. nie szkodzić, droga pani.

– Ach panie Koszyku, całkowicie się z panem zgadzam. Ale czy chce pan powiedzieć że  żyje pan „przez zaniechanie”? Bo takich znam jegomości wielu i ich nie pochwalam i nie lubię.

– Ależ skąd, droga pani, ja żyję przyjemnie ale pracowicie. 35 lat na emigracji, bez sensacji.

– A co pan, panie Koszyczku, dziś w pana wieku najbardziej lubi? Do czego ma pan namiętność i co dla pan jest ważne panie Koszyczku?

– Jedzenie proszę pani. Ja uwielbiam jeść.

– A dlaczego panie Koszyczku przyszedł pan dziś ze swoją kamerą na plan tak późno? Ominęły pana ważne zdarzenia…

– Bo spałem proszę pani, ale nagle się obudziłem i przybyłem i okazuje się słusznie bo kręcicie scenę wigilii.

– Przyprowadził pana zapach jedzenia panie Koszyczku?

– Tak proszę pani, najwyraźniej. I to zapach kuchni wileńskiej.

– A z jak daleka pan dziś przybył ?

– Och droga pani, poczułem zapach tego jedzenia 20 km stąd.

– Pan to ma miłe życie, panie Koszyczku!

– Zgadzam się z panią, droga pani. Całkowicie się zgadzam.

Dobrego dnia.

PS. Mój partner Mattiass Habich twierdzi że po trzech tygodniach rozmawiania ze mną po francusku i grania po niemiecku, on mówi źle już w każdym z tych języków. „Dlaczego?” – zapytałam. – „Bo jesteś bardzo sugestywna. Zacząłem mówić tak jak ty.” Dziś zagrałam scenę awantury, po tym jak dowiedziałam się że mnie – Piątkowską oszukał jako Alex. Po scenie, wyznał : -„Nie chciałbym z tobą mieszkać ani dnia. Ty jesteś jak tocząca się kula ognia.” – „Czyś tu oszalał! Ja tylko gram! Ja jestem naprawdę bardzo „gemitliś”!!!”- ale nie chciał już wierzyć . Jak to ludzie sądzą po pozorach! I jakie to niesprawiedliwe!

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.