11
Październik
2004
02:30

dziennik 2004-10-11 02:30:00

 

NIE NALEŻY GNIEWAĆ SIĘ NA BIEG WYPADKÓW, BO TO JE NIC NIE OBCHODZI. Marek Aureliusz.

 

Pogodzenie się z losem oszczędza niepokoju tym, którzy przez całe życie „walczą z wiatrakami” i którym się wydaje, iż są w stanie zmienić świat. Nie mamy wpływu na bieg wydarzeń. Nie jest możliwe nawet stwierdzenie, czy dzisiejszy wieczór będzie jeszcze naszym udziałem. Trzeba kształtować siebie, własne życie, a nie sprzeciwiać się temu, co leży poza naszym wpływem. Na tym polega rozsądne podejście do życia. Marek Niechwiej.

Napisałam to dziś, tę myśl Marka Aureliusza i tłumaczenie tej myśli pana Marka Niechwieja, samej sobie.  Tylko…. jak pogodzić się z losem? Jak to zrobić? Jak pogodzić się ze światem? Jak zrezygnować z wiary że ma się na niego choćby minimalny wpływ? A na koniec jak to się robi żeby być rozsądnym? Mieć rozsądne podejście do życia, jak mówią wyżej panowie, to znaczy rozwijać, kształtować siebie i nie sprzeciwiać się temu co niby leży poza naszym wpływem? A kto powiedział że coś leży poza naszym wpływem? Że na coś nie mamy zupełnie wpływu i w związku z tym nie należy protestować, zajmować się tym, strać się to zmienić albo przynajmniej dać wyraz że nam się to nie podoba. Nie reagować, mimo że nas to boli, uwiera nas to i nie chcemy żyć w takim świecie, albo z tym czymś….? Dlaczego mamy się pogodzić? Z rozsądku…wiem. Ale jak to zrobić? Jak się nauczyć być rozsądnym?

Starzeje się, nie lubię już godzić się na to co „musi być”, nie lubię udawać, nie lubię spółek, zależności, pokory, poddawania się czyimś rozkazom, coraz mniej lubię i rozumiem konieczność dyplomacji, taktyki, ustępstw…za to coraz więcej mam dla innych tolerancji, wyrozumiałości i zrozumienia ale…..w zamian za moją wolność, moją osobność, możliwość zachowania własnego zdania i szacunek dla mojej indywidualności i poglądów.

Coraz częściej lubię decydować, a jeśli nie, wolę zostać sama. Coraz mniej mnie stać na kompromisy, już nie mam na nie czasu i siły, a już na udawanie czegokolwiek zupełnie nie mam….Ale paradoksalnie coraz częściej akceptuję, przyjmuję do wiadomości ten świat i ludzi, tyle że razem z tą zgodą odwracam się odchodzę do siebie…

Przeczytałam książkę Janusza Głowackiego „ z głowy”. Gorzka, autoironiczna, świetna książka. „Śmiałam się” czytając cały czas, czasem radośnie, często z goryczą, najczęściej po cichu i z przyjemności. Jest mistrzem gatunku. Żałuję że nie zaznaczałam cytatów, aby wam przynajmniej kilka z nich zapisać, bo tekst skrzy się olśniewającymi skrótami myślowymi i wspaniałymi paradoksami. Zastanawiam się tylko na ile jest to książka środowiskowa. Pełno tam rzeczy dobrze mi znanych, tego specyficznego środowiskowego czy swoistego poczucia humoru, stosunku do świata losu i ludzi, które ma ten jeden, specjalny, bolesno – gorzko – słodko-zabawny – warszawsko- polski smak. Anegdoty, powiedzenia, historie nowe i znane mi jak ta z wymiotującym na ulicy i innym który zatrzymuje się przygląda i mówi- absolutnie się z panem zgadzam….czy zdanie byłego znienawidzonego przez nas wszystkich byłego ministra kultury Janusza Wilhelmiego ” Unikaj zawsze pierwszych reakcji, mogą być uczciwe”, ale też opis upokorzeń i zapis zmagań związanych z decyzją wyjazdu, emigracją ,walką o swoje znaczące miejsce w innym świecie, w innym kraju, sród innych ludzi. Świetna, żywa, błyskotliwa książka. Dla wszystkich. Mnie jednak autoironia Janusza, często okrutna do bólu, ujmuje najbardziej.

Dobrego dnia. Lubię te stronę, bo tu jestem tylko u siebie.

Na zdjęciach Anioły, Anioły, Anioły…..jak i w scenariuszu… 

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.