06
Wrzesień
2004
06:57

dziennik 2004-09-06 06:57:00

LOS MIMO ŻE NIE JEST SPRAWIEDLIWY KAŻDEMU WYPŁACI ODPOWIEDNIĄ SUMĘ. św. Augustyn.

REQUIEM

Przybyło przed godziną coś na świecie.

Przybyła nowa rzecz. Ten jeden wieniec.

Przed chwilą był to lekki liść i kwiecie…

A teraz bluszcz jest ciężki osobliwie

i takiej ciemni pełen, jak gdyby leniwie

z przedmiotów moich spijał przyszłe noce.

Drżę teraz prawie przed najbliższą nocą,

sam na sam z wieńcem, który splotłem

niepomny, że tu coś powstaje,

gdy się tak wić nagina do obręczy;

bo jeno to chcę pojąć, to mnie męczy:

że może coś już n i e b y ć. Jak zbłąkany

w nieuczęszczanych nigdy myślach, gdzie dziwne stoją rzeczy,

które już gdzieś musiałem chyba widzieć…

…W dół rzeki płyną kwiaty, przez dzieci w zabawie wyrwane;

z otwartych rączek upuszczane jeden po drugim, aż bukiet

był nie do poznania. Aż resztka do domu przyniesiona, już

tylko zdatna była do spalenia. A potem przez noc całą mogła

dziecina spłakana tych połamanych kwiatów żałować do rana.

Dziecino, wszak przed wiekami

znaczone ci było umrzeć bardzo wcześnie

i umrzeć jasnowłoso.

Dawno, zanim znaczone ci było żyć.

Przeto postawił Pan przed tobą siostrę,

a potem brata,

aby było przed tobą bliskich, czystych dwoje

co by wskazali ci umieranie,

to twoje:

twoje umieranie.

Rodzeństwo znaleziono tobie

po to tylko, abyś przywykła,

gdy po pierwszym i drugim grobie

śmierć cię w trzecim uwikła,

od lat tysięcy grożącym twej doli.

Twojej śmierci gwoli

ż y c i a powstały;

ręce, co kwiaty wiązały,

oczy, co czuły róże czerwono,

a ludzi potężnie odczuwały;

tworzono dla cię i znów niszczono,

dwa razy śmierć w poezję zaklęto, nim świętą i niepojętą

ku tobie wyszła ze zgaszonej sceny.

…Czy szła ku tobie z grozą, luba dziecino?

Czy wrogiem ci się stała?

Czyś ty się jej do serca wpłakała?

Czy cię wyrwała z gorących poduszek

w noc rozedrganą ogniem gromu,

Kiedy nikt nie spał w całym domu…?

Jak wyglądała?

Ty chyba wiesz…

tyś po to do ojczyzny w podróż się wybrała

—————————————————————– 

Ty wiesz,

jak kwitną migdały

i jak jeziora błękitniały.

Moc rzeczy, które czuje tylko ta kobieta,

co pierwszą miłość przeżyła,

ty wiesz. Tobie natura wmówiła

w południa późno zmierzchające dni

piękno tak nieskończone,

jakim z warg spływa szczęśliwy los

szczęśliwych ludzi, co we dwoje

jeden świat mają, jeden głos –

ciszej to wszystko czułaś ty,-

(o, jakże srogość nieskończona

twą nieskończoną dotknęła pokorę).

Życie jest tylko częścią…Czego?

Życie jest tylko tonem….W czym?

Życie AM tylko sens w złączeniu z wielu

kręgami przestworu, co się rozprzestrzenia,-

Więc życie jest tylko snem śnienia,

A czuwanie jest zgoła inaczej,

Tak ty je porzuciłaś.

A myśmy znali cię małą.

Twoim było tak mało: ten uśmiech, ten nikły,

melancholijny już od urodzenia,

ten słodki włos i ten pokoik zwykły,

od śmierci siostry tobie pełen cienia.

Wszystko poza tym jakby szatą było,

tak zdaje mi się teraz, cicha towarzyszko.

Ale bardzo wiele

to byłaś ty. A myśmy czasem uczuwali,

kiedy wchodziłaś wieczorem do sali

myśmy wiedzieli: tu modlić się trzeba,

bo wielka weszła rzesza,

rzesza, co w twój ślad pośpiesza,

ponieważ ty znasz drogę.

A ty ją znać musiałaś

I ty ją znałaś

Wczoraj….

Ty z siostrzyc najmłodsza.

Patrz,

tak ciężki ten wieniec.

A oni przed ranną zorzą

na tobie go położą,

ten ciężki wieniec bogaty.

Czy twoja trumna go wytrzyma?

Jeżeli pęknie

Od nadmiaru czarnego ciężaru,

wpełźnie w fałdy twojej szaty

Bluszcz.

Wysoko wić się będzie,

Oplecie cię dokoła,

a sok, co w jego pnączach się poruszy,

zbudzi cię szmerem w twej głuszy;

tak jesteś czysta, święta.

Ale ty już nie jesteś zamknięta.

Tyś rozciągnięta i omdlała.

Przymknięte są drzwi twego ciała –

i oto wilgotny

wchodzi do ciebie Bluszcz.

——————————————–

Jak mniszek chór,

co rzędem idą

i w mroku chwycą

czarny sznur,

bo ciemno, jest w tobie, krynico.

W pustych krużgankach

krwi twojej tłoczą do serca co się czule;

kędy się dawniej twoje ciche bóle

schodziły, z wspomnień rzeszą,

z bladymi radościami;

i jak w modlitwie wchodzą

w to serce ciemne, przebrzmiałe,

na oścież otwarte, wszędzie.

Ale ten wieniec ciąży

Tylko w świetle dnia,

Tylko pośród żyjących, tu, u mnie;

a jego wagi

ubędzie,

kiedy go tobie położę w trumnie.

Ziemia jest pełna równowagi,

Twoja ziemia.

Ciężki jest – od mych oczu, co tam wiszą,

ciężki od tylu kroków,

jakie dlań uczyniłem;

lęk tych wszystkich, którzy go widzieli,

w liściach się ścieli.

Weź go do siebie, bo on twój,

od czasu jak jest gotów.

Weź go ode mnie.

Samego mnie zostaw! On jest jak gość….

Ja się go prawie wstydzę.

Czy ty się boisz też, dziecino?

Ty już nie umiesz iść?

Ty już tu nie możesz do mej izby przyjść?

Czy ciebie nóżki bolą?

Więc zostań tam, gdzie teraz wszyscy się zebrali,

jutro ci go, dziecko, przyniosą do sali,

poprzez aleję bezlistną.

Przyniosą, przyniosą, czekaj cierpliwie,-

jeszcze moc kwiatów jutro się narodzi.

A choć jutro będzie gwarno osobliwie,

to kwiatom nie bardzo zaszkodzi.

Przyniosą je. To twoje prawo,

bezwzględne prawo, dziecino;

nawet gdy jutro będą brzydkie, czarne

i, marne, dawno przeminą.

Nie martw się wcale. Zatulona w chustę,

nie odróżnisz co wzrasta, co pada;

barwy zamarły, a tony są puste

ty już wiedzieć nie będziesz, kto do ciebie gada

i kto ci te kwiaty niesie.

Teraz wiesz t a m t o, co nas spycha w błot,

ilekroć w mroku gonimy jego twarz;

Z czegoś , co tęskniłaś, wyzwolona-ś oto

do czegoś co już masz.

Wśród nas ty byłaś małym dzieckiem, chorym,

możeś ty teraz jest dorosłym borem

z wichrami, głosami wśród liści.-

Czy wionęło coś koło mnie?

Czy wiatr nocny wszedł tu z bram?

Nie zadrżałem.

Jestem mocny i sam.-

Co ja dzisiaj robiłem?

Bluszczu-m nanosił i wiłem w noc

i giąłem, aż się poddał woli moich rąk.

Jeszcze tu błyszczy czarnym błyskiem.

A moja noc

krąży tu w krąg….

Wielka jest Śmierć.

My do niej należymy,

Do życia śmiejąc się kras.

Gdy w pełni życia stać sądzimy,

Ona śmie płakać

W środku nas.

                        Rainer Maria Rilke przekł. Witold Hulewicz.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.