28 stycznia 2002, poniedziałek, 17:54
Radomira, Tomasza, Walerego – wszystkiego dobrego.
Dziś, po tygodniu nie oglądania telewizji i nie czytania gazet, rano zaserwowałam sobie wszystkie poranne dzienniki, wiadomości na wszystkich tutaj stacjach niemieckich, włoskich, szwajcarskich, i ilość nieszczęść, wybuchów, rannych, zabitych, buntów, pożarów, katastrof, krwi, na wszystkich kontynentach, doprowadził mnie do takiej depresji, że miałam zmarnowany dzień. Już mi się nie chciało jeździć na nartach, już wszystko mnie bolało, niepokoiło, przerażało itd., itp. Brutalnie obudziłam się z błogiego snu. Już zaburzyłam porządek dnia – 9.00 śniadanie, 10.00 NARTY, 13.00 kawa, 13.30 NARTY 16.00 basen, sauna, basen, 17.00 komputer, 18.30 kolacjo-obiad, 20.00 Amaretto z rozmową z przyjaciółmi, 21.00 komputer, scenariusz, kawałek nowej sztuki na pamięć, książka do oporu. A tak było miło, zanim wpadłam na pomysł dowiedzenia się, co się dzieje na świecie.
Wczoraj usłyszałam, jak jeden z moich przyjaciół powiedział do drugiego niosącego reklamówkę (czyli plastikową torbę reklamową): „Docent, co tak nosisz cały dzień w tej reklamówce? Ideały?”. I oszalałam z zachwytu nad tym zdaniem. Po czym uzgodniłam z mężczyznami z „grupy”, że kobiecie się należą smaczniejsze kąski, cieplejsze miejsca, wygodniejsze krzesła, bardziej miękkie łóżka, itd., itd., a na pytanie, co powinien zrobić mężczyzna, jeśli spotka go nieszczęście i go coś np. boli, odpowiedziałam bez wahania: – Powinien to ukryć przed kobietą. Wywołałam tym śmiech, którego zupełnie nie rozumiem.
Wśród dzisiejszych rannych wiadomości podano informację, że samobójcą, który się wczoraj wysadził w tłumie w Izraelu na głównej ulicy i zranił 120 osób, była – po raz pierwszy w historii wojny izraelsko-palestyńskiej – KOBIETA.
Dobrego dnia.