WSZYSCY PRAGNĄ SZCZĘŚCIA ALE RÓŻNIE JE POJMUJĄ. Św. Augustyn
Przygotowuję się teraz z Kamilą Drecką, do nagrania kolejnych rozmów z mężczyznami, na temat kobiet, a raczej o tym co sobie oni, nasi znakomici rozmówcy, myślą o kobietach, nie o swoich kobietach oczywiście, a o kobietach w ogóle, o relacjach męsko – damskich w szczególności. Takie rozmowy o stereotypach na ten temat. Ma to być program cykliczny, zupełnie niespodziewanie dla mnie, bo zaczęło się od niewinnych kilku rozmów, miały być dziesięciominutowe, i miały wprowadzać temat mojego serialu MĘSKIE- ŻEŃSKIE, który miał mieć emisję jesienią, a w rezultacie będą to rozmowy półgodzinne, w każdą niedzielę wieczorem. No nic, jak zwykle nowe wyzwanie stanęło na mojej drodze i jak zwykle podjełam je. Tak więc pierwsze trzy rozmowy nagrane jeszcze jako „wprowadzenie” mojego tematu serialowego, przeprowadziłyśmy z Markiem Kondratem, Bogusiem Lindą i panem Adamem Hanuszkewiczem, było dużo śmiechu i niespodziewanie zabawy, a emisja ich zacznie się od drugiej niedzieli września, a teraz przygotowujemy się do następnych spotkań. Czytam różne książki z zakresu psychologii, poradniki sprzedawane u nas w księgarniach, opracowania na temat płci itd., itd… Piszemy scenariusze, tworzymy bank pytań i poznajemy naszych przyszłych rozmówców, choćby czytając ich dawne wywiady, noty biograficzne itd…Anyway… Kiedy tak to wszystko co wymieniłam czytam i sobie o tym myślę, staje mi w oczach para, kobieta i mezczyzna, których zobaczyłam w Sopocie tego roku, na początku sierpnia. Szli trzymając się pod rękę, kompletnie pijani oboje z psem na smyczy. Małżeństwo na niedzielnym nadmorskim spacerze. Siedziałam z przyjaciółką w kawiarni, zobaczyłyśmy ich z daleka. Deptak sopocki, mnóstwo rodzin, dzieci na rowerkach, z lodami, babcie, zakochani, samotni. Wszyscy rozluźnieni, eleganccy, wykrochmaleni i posmarowani słońcem. Para szła zataczając się miedzy nimi nie zwracając na nikogo uwagi, a kobiata patrzyła przy każdym większym zatoczeniu się czy wychyle, na mężczyznę z radosną troską i miłośnie. Pies trzymana przez nią drugą ręką, na smyczy z cierpliwością mędrca, powtarzał pijaną drogę. Zatrzymali się koło jakiegoś kosza na śmieci i kobieta zaczęła w nim grzebać, nie puszczając ani psa ani ramienia mężczyzny, a ten chwiał się bez świadomości koło niej. Znalazła coś w tym koszu, zabrała i ruszyli dalej. Koło kawiarni w której siedziałyśmy obie z przyjacólką, zatrzymali się, kobieta popatrzyła na ludzi i pewnie przyszło jej do głowy, że skoro ludzie coś jedzą to ich pies jest także głodny i rzuciła mu na ziemię to co znalazła w koszu, namawiając go do zjedzenia. Pies zainteresował się tym ale nie jadł, wtedy kobieta zachwalając znalezisko śmietnikowe jako pyszne, z czułością pochyliła się chwiejnie, i chciała psu to coś podsunąć pod pysk, nie dała rady i wtedy zdecydowała się na moment uwolnić rękę z ramienia mężczyzny, był to moment wielce ryzykowny, krytyczny wręcz, bo oboje prawie upadli na psa, a mężczyzna tak potraktowany, opuszczony, w proteście wypuścił z ust potok przekleństw, po czym stanął, wzrok powoli i z trudem nakierował na towarzyszkę spaceru lub życia i zaczął wyznanie : Ty k…jedna pierd….w d….szmato, idziemy ty k….! Nie rozumiesz ty suko że… ty k… Trwało to wyznane w tym trybie jakiś czas, kobieta karmiła w międzyczasie i psa i uśmiechała się z lubością, co jakiś czas popatrując na mężczyznę z miną taką jakby słyszała największe wyrazy uznania i miłości, głaskała psa jedzącego stare frytki i był to moment niewątpliwie najwyższego szczęścia, jak wynikało z jej twarzy. On, mężczyna jej potrzebował! Wtedy ten odwrócił się prawie upadając i ruszył w dalszą drogę sam, natychmiast ona z największym oddaniem, rzuciła się za nim krzyczaąc… ty sk… ty h… gdzie idziesz? Potykajac sie biegła i po pewnym czasie osiągnęła ramię partnera chwytając równowagę dla nich obojga. Pies pobiegł za nimi ze smyczą wlekącą się po chodniku. Moja przyjaciółka, kiedy minął szok, powiedziała do mnie… oto miłość, oni się strasznie kochają, to widać…
Minął prawie miesiąc od tego spotkania, a oni , ta para z Sopotu, ciągle przychodzą mi na myśl. Kobieta miała na imię chyba Hanka, bo jej imię wykrzykiwał obok „przymiotników” pieszczotliwe i tak bardzo specjalnie… No i tyle. Opisałam to bo jak czytam teoretyczne pytanie: – Kiedy myśli pan kobieta , to co pan myśli, jakie przymiotniki przychodzą panu do głowy? – słyszę niespodziewanie dla samej siebie ciąg wypowiedzi tamtego pijanego pana z Sopotu. Może miłość ma i takie imię…
Dobrego dnia. Nie wiem dlaczego chce mi się dziś dołączyć obraz Karpińskiego ” Portret damy”