18
Sierpień
2004
08:27

dziennik 2004-08-18 08:27:00

DLACZEGO WOŁASZ O SPRAWIEDLIWOŚĆ , A GDY CI JĄ OFERUJĄ – ZAMYKASZ OCZY? św. Anzelm z Canterbury.

Są kobiety które zachowują się tak,  że mamy wrażenie jakbyśmy podglądali ich intymność, lub cały czas byli z nimi w łóżku, my i wszyscy rozmówcy czy patrzący, razem i jednocześnie każdy z osobna. Spotkałam takich kobiet w życiu tylko kilka, ale za każdym razem spotkanie robi na mnie piorunujące wrażenie. Nie wiem czy potrafię opisać takie panie wyjaśnić ten niezwykły rodzaj „noszenia się” w świecie, ale będę się starała, bo mnie to fascynuje. Łatwiej byłoby mi to zagrać.

Po pierwsze, nawet jeśli taka kobieta jest ubrana po zęby, mamy uczucie że jest w negliżu, to zdumiewające, nic nie widać, wszystko jest zasłonięte, suknia nie ma przesadnego dekoltu, siadając nie podnosi jej tak aby widać było kolana, rękawy zasłaniają ręce, a wszyscy dookoła mają wrażenie że jest to tylko byle jak narzucona, cieniutka i przeszkadzająca jej szmatka, pod którą jest ciało i to jest najistotniejsze. Każde poza tym ubranie ją męczy i uwiera, krępuje, jest torturą i więzieniem. Po jakimś czasie wszyscy patrzący na jej cierpienie z powodu ramiączka, szwu, za ciasnego stanika, marzą aby ubrania zniknęły w ogóle i żebyśmy wszyscy byli nareszcie wolni i było nam wygodnie. Po wtóre, choćby nasza kobieta siedziała sztywno z zaplecionymi rękoma, lub stała oplatając kurczowo torebkę, mamy uczucie że obserwujemy ją leżącą, lub pół leżącą, a każdy jej ruch, gest, obrót głowy, jest obserwowaniem omdlałej nagiej postaci, teraz nieszczęśliwej bo złapanej w pułapkę konwenansu. Najważniejszy jest sposób mówienia i tempo reakcji. Mówi cicho, od niechcenia, powoli i gubiąc końcówki słów i zdań, musimy się wsłuchiwać w ten szept lub jęk, w westchnienia i mruczenia przy czym jakieś nieprawdopodobne potrzeby jej organizmu i wyobraźni na inny, wiadomy temat, przerywają tok jej myśli, wywołują na jej twarzy zagadkowe uśmiechy w zupełnie zdumiewających miejscach wypowiedzi, włosy także wymagają wiecznie poprawienia, przygładzenia, odrzucenia, w najważniejszych momentach, a bogactwo jej wewnętrznych uczuć prowokuje niebotyczne pauzy, podczas których wszyscy zawieszeni na jej ustach czekają zmiłowania lub ciągu dalszego, gotowi jednocześnie w każdej chwili podtrzymać jej upadające CIAŁO. Drętwienie kończyn czy kręgosłupa w niewygodnych, bo „konwencjonalnych” dla niej pozycjach, wymaga zmiany tych pozycji, leniwego wyprostowania się lub przesiądnięcia i sadowieniem, dokładnie przy pointach, lub podczas wymawiania tak krótkich słów jak: „słucham”, „nie”, „tak”, „dlaczego”, czy choćby „ i….”. Kobieta taka jest wiecznie zmęczona lub lekko chora, i mamy wrażenie że uczestniczy w życiu poza łóżkiem tylko z łaski, i jest to wielka ofiara którą składa właśnie nam. Jednym słowem jej niedomykające się wargi, oczy które wydają nam się lekko podpuchnięte, uśmiech nie a propos i głaskanie dłońmi swej „postaci”, uspakajanie ciała, które domaga się wiecznej opieki i zainteresowania od jego właścicielki, dają wrażenie że po pierwsze kochała się, lub była gotowa do miłości cały czas zanim nas spotkała, a i teraz jest tu tylko na chwilę, w przerwie, nierealna i całkiem przypadkiem właśnie z nami, a za chwilę oddali się i pogrąży w jakimś tajemniczym błogostanie, tajnym ceremoniale który jest związany z innym rytmem, rozluźnieniem i szeptem. A co więcej to ją naprawde interesuje i tam dopiero się zaangażuje emocjonlanie. Przebywanie z nią chwilę dłużej niż trwa wymówienie słów dzień dobry, powoduje, że mamy ochotę jej pomóc absolutnie we wszystkim, zdmuchnąć  wszelkie pyłki spod jej nóg, aby wreszcie mogła się znów położyć, bo jest słaba, bezradna. Kiedy słucha innych umiera z tajemniczej wewnętrznej męki i w najmniej spodziewanych momentach wychodzi, szuka czegoś w torebce, co jakiś czas coś sama do siebie mówiąc szeptem.. .. albo, co jest bardziej interesujacą , stwosowaną przez nią techniką, odzywa się nagle w trakcie naszej wypowiedzi, lub zaraz na końcu, zupełnie na inny temat, najczęściej zdumiewajacy, ale przekreśla tym samym sens i wartość naszej myśli czy problemu.

Obserwuję i przebywam w obecności takich kobiet z przyjemnością , zafascynowana atmosferą którą budują, i środkami wyrazu….Podstawą jest różny od wszystkich dookoła rytm, opóźnienie reakcji i przesunięcie akcentu zainteresowania z tego co się zdarza dookoła niej, na to co się dzieje z nią i wewnątrz niej. Najbardziej zdumiewające jest to że czasem te kobiety wcale nie są ładne, ale ich zachowanie sprawia że czujemy, wszyscy w towarzystwie z osobna, że jesteśmy z nią właśnie w sytuacji intymnej a etap dochodzenia do tej sytuacji został pominięty….przy czym kobiety te nie robią pozornie nic aby nas sobą zainteresować, nie mówią nic co by miało nasze myśli skierowywać na bardziej osobiste tereny, mogą one opowiadać o obrabiarkach, technikach skrawania metalu, wszystko jedno, efekt jest zawsze ten sam, zdumiewajacy, bo one mówia o tym „poprzez siebie”, omdlewajac lub mając kłopot z ramiączkiem. Zresztą z zasady nie mówią dużo, mówią od niechcenia i jakby im nie zależało na porozumieniu w tych trywialnych ziemskich i ogólnych sprawach czy niegodnej uwagi konkretnej sprawie, rozmawiają o tym o czym się właśnie rozmawia albo co muszą załatwić, aczkolwiek bez fanatyzmu. Nigdy też, co oczywiste, nie emocjonują się nadmiernie, nie podnoszą głosu, nie przerywają innym. Patrzą i słuchają gładząc własne włosy, szyję, bujając stopą, oblizując wargi, lub wachlując się dokumentem który właśnei trzeba podpisać. Patrzę i patrzę zachwycona i zdumiona jak wiele rzeczy udaje się im w ten sposób osiągnąć, załatwić, bez świadomości rozmówców i decydentów, co się właśnie staje.

Dobrego dnia, idę dalej obserwować słodkie męki istnienia jednej z przedstawicielek opisanego gatunku.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.