23
Grudzień
2003
10:09

dziennik 2003-12-23 10:09:00

23 grudzień 2003, wtorek, 10:09

Wiktorii, Sławomiry – wszystkiego dobrego.

WYMOWA SŁUŻY DO ODMALOWANIA MYŚLI; CI ZATEM, KTÓRZY ODMALOWAWSZY, COŚ JESZCZE DODAJĄ, TWORZĄ OBRAZ ZAMIAST PORTRETU. (Blaise Pascal)

Słowa są dobre, może się jedynie zdarzyć ich nadużywanie, które oddala nas od istoty spraw. Rozum dyktuje najwłaściwsze słowa.. (Marek Niechwiej)

Zakupy, prezenty, karpie, śledzie, zamieszanie. Ale dziś już tylko całe przedpołudnie w księgarniach, sklepach z płytami i filmami, i zakupy „strawy duchowej” na dni wolne.

Jutro w TVN 24 wywiad ze mną, świąteczny, powtarzany od 9 rano kilkakrotnie, co mnie deprymuje. Mam nadzieję, że przemiłemu panu Grzegorzowi Miecugowowi nie nagadałam jakichś głupot. A pojutrze MĘSKIE-ŻEŃSKIE pt. „Wigilia”, pierwszy, ekspozycyjny, pilotowo emitowany odcinek. W 2-ce po południu. No zobaczymy. Mojemu psu mówię wciąż, że będzie w telewizji, i pytam, co on na to, ale on ma to gdzieś, najwyraźniej, interesuje go tylko to, co gotujemy, pieczemy, przynosimy ze sklepów.

A teraz, idę robić śledzie w migdałach według przepisu Małgosi Bryllowej i po choinkę. Teraz podobno modne choinki to te przystrojone w jednym lub góra dwu kolorach, eleganckie! Co za bzdura! A stare baletnice z bibułek jeszcze z czasów dzieciństwa mojej mamy? A zabawki robione przez kolejne nasze dzieci w przedszkolach? Krzywe, niemrawe, zezowate, koślawe anioły z twarzami namalowanymi kredkami, koszyczki z papieru kolorowego w wyblakłych kolorach, słomiane ozdoby kupowane w Sukiennicach krakowskich, kilka cukierków, lukrowanych patyczków, jeszcze z socjalizmu, malowane na srebrno i złoto orzeszki z mojej młodości. Bombki, każda inna, innego koloru, malowane, wytłaczane, reprezentantki podobnych koleżanek z pudełka, które potłuczone przez kolejne koty, dzieci, przewrócone choinki, wylądowały w śmietnikach. Łańcuchy, różne, w kawałkach, każdy kawałek zrobiony przez kogoś innego, z czego innego, z innego powodu i z różnym zaangażowaniem, z papieru, ze złotek i słomy, z czekoladowych papierków, z kolorowego dmuchanego ryżu… I teraz co? Wyrzucić to wszystko? Zostawić w piwnicy i kupić nowe w jednym, góra dwóch kolorach, bezosobowe? Kiedy ja już się nie mogę doczekać na spotkanie z Baletnicą w pogniecionej bibułkowej spódniczce, z Mikołajem co ma w sankach stare paczki, z gwiazdkami ze słomy, z misiem i kaczorem zrobionymi przez Marysię, kiedy była malutka, z babcinymi jeszcze aniołkami z wydętymi policzkami, twarzami niedorozwiniętych chłopczyków. Okropna, kolorowa, z zupełnie przypadkowym strojem choinka, na której będzie znów cała historia naszej rodziny… Nawet najmłodsze dzieci pytają już, czy wyjmiemy marynarza bez ręki i pastereczkę bez nosa, bo już tęsknią za nimi… Dziś moi synowie z przyjaciółmi pieką nowe pierniczki do zawieszenia na tegorocznej choince, pewnie je polukrują na różne kolory bałaganiarsko, no i dobrze…

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.