31
Lipiec
2004
16:14

dziennik 2004-07-31 16:14:00

 

NIC NIE ISTNIEJE NA PRÓŻNO. św. Tomasz z Akwinu

 

Krzysztof Kamil Baczyński- zginał jako żołnierz AK w pierwszych dniach Powsatnia Warszawskiego

 

POLEGŁYM

 

Nocą, gdy ciemność jest jak zwierzę czarne,

stoi cisza jak lęku drgający biały słup.

I żyła śmerci bije: na marne-drży- na marne,

a rano znów się potknę o rozkopany grób.

 

A dniem stół pusty stoi, zabrakło na nim rąk,

które by razem ze mną wzniosły kruchą sieć,

a uporczywe twarze i ciała wokół siedzą,

jak gdyby tu przykute miłości mroczną wiedzą,

i głos na ścianach osiadł jak szron i dzwoni:” Leć!”.

 

I każą mi: ” Zapomnij!”. Więc ręce ciężkie włożyć

w ciężarny ołów gliny i pracy toczyć głaz,

więc jeszcze dzień obrócić, jak mokry piach wyłożyć,

odetchnąć jeszcze śmiercią i jeszcze, jeszcze raz.

 

A potem znowu noc i słuchać długo trzeba,

jak schodów trzask się wznosi, jak dławi płótno czarne,

a w szyby śniegu bicz: ” Na marne – drży- na marne!”

I życie w gardle tkwi jak ostry kamień chleba,

i czuję was w ciemności bez zmian i bez nieba.

 

I wtedy trzeba wierzyć, i każą mi:” Zapomnij!”.

I trzeba martwą broń zamienić w krzyż i płomień…..

Ulice moich dróg są wszystkie w górę – stome,

i cienka struga krwi jak lont sie spala – do mnie.

 

Żelazna miłość – tak – wybucło, zgasło, starło,

pozostał tępy mus, co w pięści tkwi jak gwóżdż.

Zapomnieć teraz, zdrętwieć, milczeniem tak się struć,

żeby mi pisklę ognia na dłoni nie umarło.

 

Odeszli. Noc po nocy. Coraz to krzyk za gardło

i tylko cisza po nich i dzwoni śniegu słup,

ale się głupie ciało jak ciężki pień uparło,

choć rano – ktoś się ptknie o mój dymiący grób…

 

 

 

Tadeusz Gajcy- Zginął w Powstaniu Warszawskim.

 

MIŁOŚĆ BEZ JUTRA

 

Mój sen śmiertelny ciałem spełniasz

i słowem płochym w śnie poczętym;

puszysta włosów twoich perła

jak promień krągły w pościel spływa,

gdzie dłoń pierzasta jak z igliwia

rozdziela cienie ciał od lęku.

 

Mówimy szeptem krwi łagodnej

słuchając w sobie: niech w nas płynie,

niech niesie – światło jak w roślinie

prześwietli serc planety małe

i obudzimy się słuchając

szelestu chmur i grania wody.

 

Bo tyle tylko jest w nas ciepła,

co dłoń zdziwiona objąć zdoła,

i trwogi tyle, co zakrzepła

wyryje w twarzy łza jak z ognia

i głosu w nas, co wydać może

w kielichu warg języka ostrze.

 

Niech płynie w nas- mówimy jeszcze

ten szmer ciemności, póki księgę

obłoków wiatr przegina miękką.

Bo tyle tylko wiary w pieśni,

ile obrazu pod powieką

ziemi odbitej ostatecznie.

 

 

W domu cały czas…. Powstanie….Powstanie….Powstanie….W waszych też. Mama siedzi przed telewizorem i płacze , płacze , płacze….ja na próbach i wzruszam się….próbuję zaśpiewać piosenkę Agnieszki Osieckiej     „Czerwone maki na ENtej ulicy” to te maki o których się milczy, milczało tyle lat, próbuję i….

Dobrego dnia. Wzruszacie się widząc idących przez Warszawę tych małych harcerzy? Ja tak. A dziś słyszałam, jak jeden starszy pan krzyczał do telefonu komórkowego na ulicy, rano: – Stefan! Pomódl się tam za nas, dziś msza, za nas, ja muszę do żony do szpitala, nie mogę, ale ty się pomódl za nas obu! Pamiętasz Halinę! I za nią i pomódl w moim imieniu! Na przystanku?! Na przystanku to głupio! Do zobaczenia, jak dożyjemy! No to cześć!

 

 

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.