dziennik 2004-07-18 07:56:00
DEFINICJI MIŁOŚCI NIE SPOSÓB PODAĆ W SŁOWACH. św. Tomasz z Akwinu.
Nie piszę bo rodzina protestuje. Ponieważ tu na tych wakacjach mam i inne prace „komputerowe” siedzę jeszcze oprócz tej pisaniny nad dwiema adaptacjami, rzeczywiście mają powody do protestu. Przeczytałam ostatnią Ericę Jong „Babski blues” i jestem rozczarowana i zniecierpliwiona. Tym razem oprócz kilku zabawnych, dość prawdziwych i inspirujących sformułowań, całość mnie wkurzyła.
- „Słuchaj co mówią na początku romansu, informują cię, jak on się skończy”
- „Serce nie jest dzisiaj w modzie”
- „Kto robi te rzeczy „bardzo specjalnie” pierwszy raz jest egzystencjalistą, kto dwa razy zboczeńcem”,
- ” Łóżko? Wszyscy wiedzą że w przemyśle filmowym tego rodzaju grzeczności są zbyt drobną monetą, żeby to miało jakikolwiek wpływ na czyjąś karierę”
- „Rozstał się ze mną bo powiedział że rzucam na niego zbyt duży cień”
- „Lista rzeczy która człowiek w depresji powinien mieć w lodówce żeby przez jakiś czas utrzymać się na powierzchni: Otręby z rodzynkami, mleko, banany, kawa, jabłka, filety z indyka, chleb żytni, majonez, musztarda, kurczak pieczony, tuńczyk, ciasteczka maślane, lody czekoladowe, aspiryna, valium, jogurt.”
- „Definicja współczesnej przyjaźni- jesteśmy sobie tak bliscy, a jednocześnie tak dalecy – siedzimy każde w swoim domu, pracujemy, malujemy, piszemy, komponujemy i wydzwaniamy do siebie. Każde z nas żyje samo i dzwoni przez kosmos do sieci przyjaciół, których rzadko widujemy. Kiedy spotykam moich dobrych przyjaciół, czasami czuję się osaczona przez ich fizyczną obecność. To dla mnie szok widzieć ich na żywo. Jestem przyzwyczajona do ich głosów, ale twarze wydają mi się zbyt intensywne, niepokojąco intensywne. Czy wszyscy przygotowujemy się do życia w kapsułach kosmicznych? Czy dlatego bytujemy jak w strączkach a nasze życie towarzyskie odbywa się cyfrowo. Przyjaciół w coraz większym stopniu „odwiedzamy” elektronicznie, nawet jeśli mieszkamy kilka ulic dalej. Co to wszystko znaczy?
- „Ma ponad czterdzieści lat. Nie wyglądam gorzej od wielu innych kobiet, od trzydziestolatek – niektórym mężczyznom podobam się bardziej – ale za dużo wiem. Trudniej mnie nabrać. Jak bredzą to im nie mówię że są genialni.”
„Natura na trzydzieści lat czyni nas głuchymi na męskie bredzenie, żebyśmy mogły wydać na świat jak największą liczbę dzieci. A potem estrogen przestaje szaleć i powracamy do swojej prawdziwej natury. Powracamy do raju znanego nam z czasów kiedy miałyśmy dziewięć lat i kolorowałyśmy książeczki. Odzyskujemy nasze życie, naszą autonomię, naszą władzę. Czy to jest moment, kiedy stajemy się czarownicami, które trzeba ukamienować na rynku? Nie za brzydotę, lecz na nadmiar wiedzy. Przejrzałyśmy grę panów i to im się nie podoba”. - „Jeszcze nikt nigdy nie zbankrutował przez to, że zbyt nisko ocenił gust społeczeństwa.”
- „Czy powodem dla którego anoreksję zrównano z pięknem, jest fotografia? Te kobiety dobrze wychodzą na zdjęciach, chociaż na żywo kojarzą się z maskami pośmiertnymi. Czy wizerunek stał się istotniejszy od rzeczy samej?”
- „Jest wiele kobiet, działających w najróżniejszych akcjach charytatywnych, które proszą artystów o ich dzieła na organizowane aukcje. Gdybym jedną z tych kobiet, poprosiła o ofiarowanie brylantowej kolii którą ma na szyi na jakiś zbożny cel, wydałaby z siebie okrzyk zgrozy i wezwałaby policję. Ale jak wartość może mieć czas i dzieło artysty?”
- „Zamiast współżyć, współposiadają. To jest nowa wersja związku.”
„Kobieta interesowna, to taka która jest mistrzem w bezdotykowych całusach na powitanie, uśmiech wyłącza jak gołą żarówkę w tanim hotelu i nigdy nie wiadomo co myśli”. - „Rozumiem problem człowieka który chce być artystą a jest modelem, chce być gwiazdą a jest krytykiem”.
- „Życie dzieli się na dwa etapy: młodość i „świetnie wyglądasz”.
No to tyle dla was wybrałam, tak dla zabawy. Reszta dość męcząca i bez powodu. Zaczynam, się bać co pani Eryka napisze jak będzie miała jeszcze kilka lat więcej, a może przeciwnie może jej przejdzie i pójdzie w inną niż seks stronę?
Dobrego dnia. Dołączam zdjęcie faceta, tzw. kulturalno – oświatowego w sąsiadującej z nasza miejscowością kampingu. Siedział tak całe przedpołudnie przy głównej drodze prowadzącej z kampingu na plażę. Kiedy go zapytałam przeciwko czemu protestuje, bardzo się zdziwił i powiedział że przeciwko niczemu, plącą mu za to że ma bawić i rozśmieszać, wprawiać w dobry nastrój ludzi spędzających wakacje na kempingu dla którego pracuje, wiec rozśmiesza i wprawia w dobry nastrój, jego zdaniem. Że w tym nie ma innej ideologii.
No nic dobrego dnia.