14
Lipiec
2004
12:03

dziennik 2004-07-14 12:03:00

CZAS LECZY RANY, LECZ CZY WYSTARCZY ŻYCIA BY WYZDROWIEĆ? św. Tomasz z Akwinu.

 

Dziś urodziny mojego syna. Zawsze o tym chciałam napisać, bo to wielki we mnie temat i myślę że przydałaby się ta opowieść wielu kobietom, podleczyłyby ze mną swoje smutki, ale to innym razem. Adaś urodził się jako wcześniak, i dramatyczne były jego pierwsze dni na tej ziemi, a jest dzieckiem o które walczyliśmy z mężem 10 lat, zniechęcani przez lekarzy, aż pewnego pięknego dnia, w połowie zdjęć do „Modrzejewskiej” był łaskaw się nagle zagnieździć w moim brzuchu, a potem szybciutko za nim, bo już półtora roku później i Jędrek. To najpiękniejsze dwa prezenty jakie mi dało życie, i choć jeden z prezentów ma dziś 185 wzrostu, numer nogi 45, właśnie Adaś, a drugi nie rośnie, jest chudy jak szczapa i ma „zły” charakter niskiego i ambitnego, a co to znaczy wszyscy wiemy, życie odkąd są na świecie nabrało podwójnego, potrójnego, ośmiokrotnego sensu i zupełnie nowych barw.

Kończę, chcę tylko coś zacytować, bo mnie to wczoraj rozśmieszyło, kiedy czytałam. Oto fragment z książki Frances Mayes, tej od „Pod słońcem Toskanii”, fragment z drugiej części pt.”Bella Toskania”, a propos moich ostatnich zapisków i stanu w jakim jestem, refleksji które mnie opanowują nieodmiennie, za każdym razem kiedy tu przyjeżdżamy:

Tutaj prawie wszystkie media znikają z naszego życia codziennego. Zauważyłam natychmiast ogromną różnicę. Nawyk włączania radia, żeby słuchać wiadomości w samochodzie, kiedy jadę do pracy, tu widzę jako zakłócenia naturalnego rytmu dnia. Chytre, bo naciśnięcie radiowego guzika wydaje się prawie machinalnym, nic nie znaczącym ruchem ręki. Ale przez pół godziny jazdy na parking uniwersytecki królowie narkotyków padają od kul, dzieci są poniewierane przez tych, którzy mają je chronić, bomby w samochodach wybuchają, powodzie porywają domy, a moją ledwie zbudzoną psyche maltretują wszystkie krzywdy świata. Nawet najlepsze samopoczucie, jakie można mieć po dobrze przespanej nocy, zbombardują obrazy denerwujące i straszne. Telewizja jest jeszcze gorsza; rzadko widuję dzienniki telewizyjne bez doniesień o trzęsieniach ziemi i okropnych wydarzeniach. Wysiadam z samochodu i idę do pracy już spięta. Ten nieustanny nadmiar horrorów w radiu, w TV i w gazetach przyjmujemy jako rzecz normalną, dopóki nie zdarzy się nam żyć bez nich. Czy jakiekolwiek badania obejmują zależność niepokoju od stopnia narażenia na wiadomości mediów?

– Będę zaczynać dzień bez tego przygnębiającego buczenia – oznajmiam Edowi (mąż autorki)- Na moich własnych warunkach.

– A ja lubię raporty drogowe. O pogodzie. Te wszystkie słowa tak biegną jak w wierszach Dylana Thomasa. Zamiast dziennika włączaj suity wiolonczelowe Bacha.(…)

– W naszym nowym domu wstawajmy wcześniej i spacerujmy tak jak tutaj we Włoszech.

– Gdyby tylko dało się zabrać do Ameryki stąd i sjestę…

– Prawda, że byłoby miło zadzwonić do kogoś , zapytać „co u ciebie słychać?” i nie usłyszeć w odpowiedzi „jestem bardzo zajęty”?

– No, „jestem bardzo zajęty” ma kilka znaczeń, ale zawsze jeden podtekst: „Jestem ważny”. Może samo przeżywanie życia jest tak ważne, że nie powinniśmy być zajęci? Przynajmniej mniej nie z-za-ję-cci z tym zz i cc.

– Ed każe swoim studentom wyliczać, ile weekendów jeszcze im zostało, przyjmując przeciętną długość życia. Nawet dla takich młodych to szok – stwierdzić, że już tylko 2800. Otóż właśnie. Tyle i już. Carpe diem, si, si, korzystaj z tych dni.

Dobrego dnia. Dołączam zdjęcia zrobione nam przez Magdę Umer podczas wycieczki do Massa Marittima, cudowengo miasta z cudownie zachowaną „Starówką” z słynną katedrą, która teraz niestety jest w remoncie. Kiedy wszędzie gdzie przyjeżdżamy pytamy ludzi o „Starówkę” wyjemy ze śmiechu, tam gdzie zwiedzamy są tylko ” Starówki” – Citta Vecchia.

P.S. Dookoła nas w domach dużo ludzi z psami. Te psy jakoś też tu nie szczekają. Ani w nocy, ani rano, ani w ciągu dnia. Coś niesamowitego, kiedy przechodzę koło ogrodzenia domu za którym stoi pies, ten pies tutaj z zasady macha do mnie ogonem w ciszy i moim zdaniem się uśmiecha. Co to jest? W Milanówku wszystkie psy chcą się zagotować ze wściekłości na mijających ich domy ludzi.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.