OPINII NIE BUDUJ NA SWOICH PRZYPUSZCZENIACH, A TYM BARDZIEJ NA CUDZYCH. św. Tomasz z Akwinu
To zdanie Tomasza z Akwinu powinniśmy wszysycy wypisać drukowanymi literkami w kalendarzykach na pierwszej stronie żeby stawała nam przed oczyma ta sentencja najczęściej jak można. Wszyscy to robimy, wszyscy opieramy sie na przypuszeniach albo polegamy na opinii innych i krzywdzimy w ten sposób ludzi. No tyle tylko, że wielu nie ma własnego zdania i opiera się na zdaniu innych z zasady. No nie ważne, nie kontynuję myśli bo zacznę wypisywać jakieś kalumnie na takich różnych na kierowniczych stanowiskach. Dlaczego jak piszę – kierownicze stanowiska – to mi się od razu w głowie dopowiada – partyjne? To relikt myślenia z czasów socjalizmu? No nie ważne!
NA GŁUPOTĘ NIE MA RADY. Zajmijmy się taką sentencją, nie wiadomo przez jakiego filozofa wymyśloną, ale myślę że był to filozof ludowy, zbiorowy i bezimienny. Jestem głupia i nic się na to nie da zrobić! Wczoraj jechałam sobie na rowerze przez naszą wieś, czy raczej nadmorski minikurort dla uboższych, który bardzo lubimy bo nie ma tu nawet prawdziwego hotelu, to znaczy jeden jest, ale taki że mogą mieszkać w nim tylko najmniej wymagający, a poza tym nikt poważny i bogaty tu nie przyjeżdża są tu głównie na wakacjach dzieci, psy i staruszkowie, a to towarzystwo robi duże zamieszanie nie mniej wyklucza takie przybytki jak dyskoteki, i lokale z nocnymi imprezami. Tak wiec, jak mówię jechałam sobe na rowerze i nagle zuważyłam że miejscowy zakład fryzjerski jest otwarty w niedzielę, a przed zakładem stoi na rozstawionych nogach fryzjerka ostrzyżona na jeżyka, posiadająca lat około 80, pali papierosa, głośno sie śmieje a na krzesłach dokoła niej siedzą jej koleżanki, pewnie włascielki miejscowych letnich domów, wszystkie lat około 85, podparte na laskach, liżą lody i pękają ze śmiechu. Kilka z nich ma zawiniete wałki – lokówki i tak niekonwencjnalnie sobie je suszy, jeszcze inne siedzą w ręcznikach na głowie i palą papieroska, a jedna z czerwoną farbą na włosach i worku plastikowym czeka na cud- włosy koloru miedzi, wszystkie mają za nic to że wygladają raczej średnio a przeniosły sie właśnie z tą „intymną czynnością” na ulicę i mogą je ogladać wszyscy. Z popelniczką do nich podbiega co chwilę młody wygolony w paseczki na głowei uczeń fryzjerstwa, który też co jakis czas wybucha śmiechem i bawi się razem ze wszystkimi. Pomyślałam sobie… właściwie dlaczego ja zawsze jadę do fryzjera dziesięć kilometrów stąd, do miasta, dlaczego nie pójść jak mi tego czasem potrzeba, tutaj? Nie ma co,spróbuję, na razie, dla sprawdzianu uczeszę się i zaparkowałam rower, zapytałam czy zostanę przyjęta, podstawiono mi krzesełko do siedzenia w poczekalni na zewnątrz na ulicy i dobra. Czekam. Fryzjerka, włascicielka, opowiedziała jeszcze ze dwie historie grubym zdartym głosem, zgasiła papierosa i zapaliła nowego i machneła na mnie że czas, i że wchodzimy do środka. Zakład nie był remontowany od XVIII wieku moim zdaniem, na lustarach , podłodze i grzebieniach widać było całą jego burzliwą historię, zostałam posadzona przed lustrem z brązowym liszajem, bardzo zniekształcającym twarz. Fryzjerka nie wypuszczajac papierosa z ust, z obrzydzeniem pogmerała w moich włosach prosto z plaży, powywaracała je na wszystkie strony, pokręciła głową i uznała że się do nieczego nie nadają, że muszę mieć zrobioną „peranante”. Permanante? – zapytałam podejrzliwie- permanante, czy to znaczy trwała ondulacja? Nie! Nie chę zaprotestowałam gwałtownie. Ale ona dalej z paierosem w ustach, grubym głosem krzyknęła – Alberto! Permanante!!! I pociągneła mnie do umywalki. Alberto umył mi włosy, dwa razy odchodząc i waląc szczotką z całej siły w aparat do klimatyzacji, który co chwila przestawał działać, szefowa, przypaliła nowego paierosa i przejeła mnie przed lustrem, wołając koleżnaki żeby weszły do środka bo nie można kontynuować rozmowy. Wszystkie weszły i rozsiadły się dookoła mnie, a Alberto sprawdził u każdej czy proces farbowania, suszenia, kręcenia, postępuje u nich prawidłowo. Renata, bo tak mówiły do niej koleżnaki, wciąż nie wypuszczając z ust papierosa, kontynując rozmowę z klientkami zaczęła nakręcać mi włosy na plastikowe wałki pamietające Julisza Cezara. Gumki te wałki miały tak spraciałe że co chwilę któraś pękała a Renata klęła szpetnie, Alberto podbiegał i szukał nowej gumki, a raczej nie nowej, tylko zdejmował z innego starego wałka inną równie starą gumkę i podczas kiedy Renata ściskała zakręcony na moich włosach lok, on zakładał gumkę stosując ekwilibrystykę. Tak to trwało długo, długo, pękło chyba z dziesięć gumek, Renata wypaliła krecąc moje włosy ze czternaście papierosów, Alberto siedemnaście razy walnał szczotką w klimatyzator, umył głowy i spłukał farbę kilku klientkom… nie bedę opisywać szczegółów dalszych procesów fryzjerskich i mojego tam pobytu w tym zdumiewającym zakładzie, powiem tyle tylko że co się naoglądałam i naprzebywałam z nimi to moje, co nasłuchałam śmiechu i opowieści po włosku tego mi nikt nie odbierze, ale… na koniec jak się zobaczyłam w lustrze, zrozumiałam, że Renata przerobiła mnie na podobieństwo wszystkich swoich koleżanek. Zamarłam widząc swoje odbicie i poprosiłam zdumioną i zadowoloną z siebie Renatę o strzyżenie. Ostrzygł mnie już Alberto, bo Renata straciła mną zainteresowanie. Wygladam okropnie, chciało mi się płakać i całą noc prosiłam męża żeby mnie swoją maszynką do brody ostrzygł na łyso, ale on nie chciał, odwracał się do mnie plecami, mamrotał coś o głupocie wszystkich kobiet świata, i o tym że w Warszawie chodzę do najdroższych, najlepszych, tylko poleconych fryzjerów wiec co mi nagle przyszło do głowy, że za kobietą nikt nie trafi i że wczoraj zauważył, że do dresu założyłam biżuterię i takie tam podobne itd.
A teraz rano spojrzałam w lustro i uważam, że powinnam popełnić samobójstwo. Nie wiem co będzie dalej ale tuż po wakacjach mają się zacząć zdjęcia do filmu „Wróżby kumaka” ze mną, a ma to być między innymi film o miłości, i aktorka w nim grająca powinna wyglądać co najmniej dobrze, a ja właśnie zdziałałam wszystko aby się „unicestwić” – mam spalone rzęsy, i brwi, jestem opalona jak robotnik budowlany z nosem spalonym na fioletowo i białymi okularami, na głowie mam dziwaczną szczotkę nie dających sie niczym przylizać i uczesać wypalonych kudłów, paznokcie ogryzłam a całe moje ciało łącznie z twarzą zdobią czerwone placki zostające po licznych ugryzieniach komarów… Uważam, że powinno się pomyśleć o zmianie aktorki… I to nie tylko z powodu wyglądu, bo mój mąż twierdzi, że w dwa miesiące wszystko może odrosnąć a opalenizna i plamy po komarach zblednąć, ale mózgu się nie da wymienić. Przede mną jeszcze dwa miesiące i ostrzegam nie wiadomo co mogę jeszcze wymyślić na tych wakcjach, jaki eksperyment z moim wyglądem, ponieważ po ostatnim pomyśle na fryzjera sama nie mogę odpowidać za to co może się jeszcze stać, w każdym razie jak się okazuje nie jestem panią własnych czynów a na GŁUPOTĘ NIE MA RADY! c.b.d.u
Dobrego dnia. A a propos filmu o miłości… dołączam historię pewnego pocałunku na zdjęciach. Odważam się te zdjęcia umieścić bo działo się to na oczach calej plaży, wobec morza, Boga, nas i przeznaczenia.