09
Lipiec
2004
10:31

dziennik 2004-07-09 10:31:00

PRAWDZIWYCH DÓBR NIE OGARNIESZ WZROKIEM CIAŁA, LECZ DUSZY. Johannes Eckhart.

Znajomy ksiądz przysłał mi widomość, że moja książka powinna być sprzedawana w Veritasie, tyle tam świętych rzeczy. To małpiszon!
Dziś cały czas zastanawiam sie po co właściwie ludzie piszą pamietniki i dzienniki, bo wspomnienia rozumiem, choć i tu intencje są różne. Leżą przede mną pamiętniki Leni Riefenstahl, ktore mam zamiar zacząć czytać za chwilę. Po co ktoś pisze pamietnik? Dla potomnych? Żeby dać świadectwo prawdzie? Żeby wyrazić siebie? Żeby sobie pomóc? Jako terapię, tak teraz często zalecaną przez lekarzy? Żeby przetrwać, pozostawić po sobie ślad? Jeśli są prawdziwe, nie pisane do czytania dla innych, są niewatpliwie terapią. Jesli są prawdziwie pisane do czytania dla innych ale po śmierci, za wiele lat, są świadectwem czasu, własnej prawdy i dokumentem. Ale jeśli są kompozycją, czytaną w dniu napisania, jak moje zapiski, są czym? Dziwololągiem.
Czy piszę dlatego, że mam niby tak dużo do powiedzenia? Nie. Czy dlatego że uważam że jestem interesujaca? Wyjątkowa? Też nie. A z drugiej strony, doświadczenia programów „reality” mówią, że byle kto interesuje ludzi w swojej codzienności i intymności, porównanie z drugim człowiekiem jest ludziom potrzebne. Podglądanie aby się porównać, ocenić. Czy to, że jestem znana ma znaczenie w tym pisaniu? Oczywiście, daje mi czytelników, poza tym to tylko kłopot, ryzyko ośmieszenia i wystawianie na wieczną próbę pozycji którą zdobyłam tak ciężko i w inny sposób. Po co piszę? Nie wiem a z drugiej strony, nie umiem już nie pisać. Czy pisałabym tylko dla siebie? Nigdy w życiu! Po co?! Czy pisałabym dla potomnych? Ja? Nie widzę powodu. Nie jestem ani tak znana, ani nie mam tak ważnych rzeczy do powiedzenia, tak wyjątkowej prawdy do wygłoszenia, wiadomości do przekazania, niezwykłego zycia do spisania… nic co by usprawieidliwiało to pisanie. Tak więc jestem skazana na codzienny dziennik, ot taki sobie, o niczym i o wszystkim, o drobiazgach i okruchach życia i myśli, zapis z „powklejanymi” na pamiątkę biletami do kina, listkami zasuszonymi na pamiątkę chwil, zdjęciami nieważnych momentów, ot takich, zwykłych… i po co? Żeby się tym czymś zwykłym, codziennym dzielić z ludzmi. Wątpliwościami, spostrzeżeniami, małymi chwilami i radościami… LIVING KRYSTYNA JANDA, jakby się to nazywało w Ameryce, w Polsce nie ma dobrego słowa – Styl życia KJ? Może. Żałuje tylko, że nie jestem tak oczytana, wykształcona, wychowana bardziej po europejsku, żeby Wam lepiej służyć i mądrzej z wami rozmawiać. Wszystko co wiem i rozumiem opiera sie na literaturze pięknej, polskiej i światowej, to mój bagaż, a z takiej tego czerpie się tylko uczucia i zrozumienie człowieka i jego psychologii a nie wiedzę konkretną. Brakuje mi znajomości historii przede wszystkim. No ale trudno, taką mnie macie taką mnie bierzcie, albo nie bierzcie, na szczęście nie ma przymusu, co innego z moim aktorstwem, jak mnie zaangażują, to musicie na mnie patrzeć, to już trudno… No nie ważne. Anyway.
Myślałam też o tym jakie byłyby moje zapiski gdybym prowadziła dziennik do czytania dla ludzi, blog, pod pseudonimem, anonimowo… o na pewno byłby inny. Ale jaki? I poza tym ukrywanie się męczy. Pokazywanie jest ryzykiem, ale ukrywanie męką.
O kim to ja ostanio czytałam? O kimś z wielkiej arystokracji światowej, kto marzył o byciu aktorem i rodzina absolutnie zabroniła, ponieważ uważała że poddawanie się ocenie publicznej w takich sprawach, pomijając to że jest przykre i niepotrzebne jest przede wszystim kompromitujące i przynosi ujmę nazwisku i rodzinie. Pozwolono mu ewentualnie pisać, pod pseudonimem. Tak swoją drogą uważała też moja babcia, ktora mój zawód uważała za wstydliwy i z zasady o tym nie mówiła, milczała kiedy dochodziło do tematu, jak o rodzinnym skandalu. Telewizji nie chciała oglądać z tego właśnie powodu.
No nic. Siódma. Dobrego dnia. Ja za chwilę jadę do Rzymu. Napisałam bo siedziałam od piątej na huśtawce na tarasie, piłam kawę, słuchałam cykad i zbliżającej się burzy. Grzmoty toczą się po niebie złowrogo. Jak wybuchy złości Bogów. Może. W kraju gdzie co chwila napotyka się na kamień, wejście do grobowca etrusków, ślady życia, wielkiej cywilizacji sprzed sześciu, pięciu, trzech wieków przed Chrystusem niczego nie można być pewnym.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.