06
Lipiec
2004
10:29

dziennik 2004-07-06 10:29:00

MOŻNA BYĆ WOLNYM OD INNYCH, ALE NIE OD SIEBIE. Johannes Eckhart

 

Swięte słowa, mistrzu Eckhart!
Wszorajszy dzień, drugi już zresztą z kolei w tej sprawie, strawiłam na poszukiwaniu kawiarenki internertowej w celu wysłania do was dziennka i zdjeć i… mam dosyć. Znalazłam po długich poszukiwaniach, dwa zapyziałe komputery w jednym z nadmorskich barów, pięć kilometrów stąd, ale ponieważ postanowiłam tam pojechać rowerem jak już dojechałam miałam dosyć, potem jeszcze się okazało, że to wszystko nie działa, jeszcze potem że jeden z nich działa ale wolno, strawiłam nad tym jednym z komputerów cztery godziny, w dusznym kącie, patrząc jak przede mną ludzie byczą się na leżakach na cudnej plaży i kapią w morzu, po czym okazało się, że komputer też ma dosyć i się wszystko zawiesiło, a pan z baru, właściciel, nie ma zielonego pojęcia jak to na nowo uruchomić. Długo mi tłumaczył, że ma kolegę Michaele, co się na tym zna, bo mu to instalował, ale Michaele pracuje w biurze turystycznym, i jak pojadę do Michaele do biura, ale po piątej, to mogę zrobić co mam zrobić w tym internecie u Michaele, popsuło. Ale po piątej bo teraz w każdym razie jest siesta i Michalele jest nie do wzięcia i tylko ja jedna w całych Włoszech mam taki pomysł, że chcę pracować tak do mnie mówił beztrosko się śmiejąc, a ja ze złości myślałam że eksploduję (nie bez kozery używam teraz tego słowa!).
Pojechałam w potwornym upale, acz, lasem piniowym w akompaniamencie cykad do domu. O piątej, z płyty na której miałm wszystkie dokumenty, czyli zapisy kolejnych dni dziennika, poprzerabiane na dokumenty tekstowe i zdjęcia na programy kompatybilne z oprogramowaniem komputerów w barze, dotarłam znów do komputerów w kącie, których jeden okazał się działający ale zajęty przez dwójkę Amerykanów, chłopaka i dziewczynę. Po pół godzinie przyszedł nastepny chłopak, a po następnych piętnastu minutach dziewczyna i zmienili tych siedzących przy komputerach. Po godzinie doszło jeszcze dwoje kolegów, a potem matka i jeszcze czworo dzieci, wszyscy z Ameryki i wszyscy po kolei siadali do komputera i odpowiadali na listy od przyjciół…. zrezygnowałam. Wróciłam na rowerze do domu i nie niepokojąc mojej rodziny, która siedziała sobie, od dwóch dni na plaży, i postanowiłam zrobić im niespodzinkę, zapiekany ryż z jabłkami z cynamonem i ze śmietaną, ulbione danie moich dzieci, jako przeprosiny, za moją nieobecność i psujące nam wspólne wakacje moje problemy komputerowo- internetowe. Założyłam, nie wiem dlaczego w tym momencie, bo prysznic miałam wziąć dopiero za chwilę, opaskę na włosy, rozebrałam się i owinęłam w ręcznik, co będzie miało znaczenie, jak się za chwilę okaże, i zaczęłam majstrować z piekarnikiem. Majdrowałam, zapalałam, nie mogłam dać sobie rady, poprawiałam, odkręcałam, wtykałam zapalarkę do różnych dziurek i nic… trwało to dobre pięć minut, po czym nagle rozległ się wielki huk i na kuchnię wyleciała z piekarnika kula ognia, ogarniając mnie całą w jednej sekundzie, po czym zgasła. Stałam ogłuszona i zdumiona nie rozumiejąc co się stało. A potem powoli, uświadomiłam sobie że oto o mało co nie wyleciałam z hukiem i domem w powietrze jak Maria Braun u Fassbindera w moim ulubionym jego filmie „Małżeństwo Marii Braun” w jednej z moich ulubionych filmowych scen. Uświadomiłam sobie także że Bogu dzięki trwało to moje zmaganie z piekarnikiem pięć minut a nie dłużej, że szczęśliwie rozebrałam sie z moich lekkich powiewnych szmatek i owinęłam w ręcznik a na włosy załozyłm scisłą opaskę zupełnie nie wiem dlaczego nie pozwolając im sapdać luźno w kierunku piekarnika i ognia, że… no nie ważne… poszłam do lustra. Okazało się że mam opalone brwi a rzęsy spalone i ich nie mam, i wtedy dopiero zamarłam i postanowiłam:
– Po pierwsze już nie szukać komputera i nie zajmować się tym dłużej, bo to bez sensu… no chyba że znajdę coś przypadkiem.
– Po drugie nigdy już nic nie piec, a szczególnie w nieznajomych piekarnikach.
– Po trzecie nie denerwować się byle czym, a już na pewno nie internetem, komputerami, wami, stroną i tym że tracę czas i psuję wszystkim wakacje.
– Po czwarte zawsze jak spotkam grupę Amerykanów, potem, uważać na to co robię…
Piszę to wszystko po to żeby wam opowiedzeć jak się staram i przeprosić że od tej chwili niestety nie mogę się wami przejmować czyli dziennikiem i korespondencją. Zaczynam korzystac z wakcji, a z tym „koksem” zobaczymy co będzie…
W tamtym roku calą stronę prowadziłam na połączeniu z moim telefonem komórkowym i zapłacilam po wakcjach rachunek opiewajacy na 20 tysięcy złotych, uznałam ze to stanowcza przesada i w związku z tym, w tym roku, nawet nie skonfigurowałam laptopa z telefonem, a poza tym, wszyscy mi mówili że kawiarenek interetowych i dostępów do komputera wszedzie pełno, w każdym mieście, miasteczku i hotelu… może, ale nie we Włoszech i nie tu w okolicy w każdym razie….
No i tyle. Ach i jeszcze jedno, wczoraj mąż ofiarował mi mały pierścionek z szafirkami na szczęście, i moim zdaniem to on mi uratował życie.
A na sam koniec zastanowiłam sie w związku z tą całą historią nad sobą i pozwólcie mi napisać że jestem zwyczajnie najdzwyczajną kretynką! Bezmyślną, dla której liczy się tylko osiagnięcie celu. Jem żeby zjeść i nie być głodna a nie żeby delektować się, smakować, śpię żeby się wyspać a jak się wyśpie wstaję, a nie leżę sobie jeszcze dla przyjemności jak inni i nicnie robię, jadę na rowerze żeby dojechać, a nie dla jechania, jak sobie nie postanowię co jest na końcu jechania, że na przykład kawa w kawiarni w sąsiednim miesteczku, to nie mogę jechać…itd.itd.itd… Dwa dni celem było wysłanie materiałów na stronę, tylko to się liczyło…. ja nie żyję, ja realizuję kolejne cele, mniejsze, większe, całkiem małe, bez oglądania się na boki idę do celów, które sobie sama wyznaczam. A gdzie sztuka życia. A gdzie przyjemności. A gdzie samo życie? Koniec. Teraz moim celem jest wypocząć i spędzić miłe wakacje, z rodzną. Ten gaz mi to uświadomił. A od wczoraj co chwilę powtarzam: A już mogłam nie życ! A żyję! Ale i tak na głupotę nie ma rady! I wszyscy patrzą na mnie z politowaniem i się śmieją. I mają rację.
Dobreg dnia.Uważajcie z gazem!

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.