NAKAZUJĘ MEJ DUSZY, ABY I NA BOLEŚĆ, I NA ROZKOSZ PATRZYŁA WZROKIEM JEDNAKOWO UMIARKOWANYM I STAŁYM: ALE NA JEDNĄ WESOŁO, A NA DRUGĄ SUROWO I WEDLE SWEJ MOŻNOŚCI Z RÓWNYM PRAGNIENIEM USUNIĘCIA PIERWSZEJ, CO POMNOŻENIA DRUGIEJ. Michel Montaigne.
Co za koszmar, napisał ten Montaigne. Filozof! Bez gwałtownych porywów serca, nadmiernych emocji i wzruszeń, ostatecznych sądów i rozpaczy, nie było by tylu rzeczy, wielkich zrywów pomocy innym także… nie było by też sztuki…
Opuszczam Was do środy. Bawcie się dobrze. Przywiozę Wam jakiś prezent.