Dziś pożegnaliśmy Kanka Frycza.
Nie do wiary. Kolejna wielka nieobecność.
oto moja mowa pożegnalna, bardzo osobista. Pozwoliłam sobie jako koleżanka bo poza mną sami ministrowie prezydenci i dyrektorzy teatrów.
Janku, są różni artyści. Ty byłeś artystą po prostu wielkim i z łaski Bożej, niespodziewanym, kapryśnym, niekonwencjonalnym, grałeś jakbyś oddychał, skakałeś po górach z lekkością i zawracałeś kijem Wisłę, kiedy grałeś, a na koniec wydawało się, że tego nie zauważasz.
Pamiętam twojego Pana Tadeusza Mickiewicza, zagrałeśprzygłupa, nieuka, lenia, warchoła i polskiego chama, myślałam, że zemdleję z zachwytu, tylko Ty mogłeś się na to odważyć i zagrać to z taką lekkością i wdziękiem.
Uwielbiałam, jak myślisz – odwrotnie, ironicznie, prześmiewczo, jednocześnie inteligentnie, głęboko i odważnie. Od złości do śmiechu, od grozy do żartu, od czułości do nienawiści były u ciebie milimetry.
Chyba z nikim się tyle nie naśmiałam pracując i nikim mniej rozmawiałam o graniu, zawodzie i tzw. cholernej koncepcji. Po prostu grałeś. Zachwycająco.
Przychodziłeś do mnie kilka razy przez ostatnie lata, niespodziewanie, w południe, rano – Kryśka mam problem ze sobą, nie umiem się porozumieć z ludźmi, ze sobą, pogodzić ze światem, czy ja jestem normalny, daj mi jakiegoś lekarza. Na to nie ma lekarza Janek – odpowiadałam – masz za szerokie pasmo człowieczeństwa, kochasz ludzi i dlatego jesteś dla nich surowy, tego się nie leczy, ale trudno z tym żyć. I przestań oskarżać siebie o wszystko i uważać, że wszystko jest twoją winą.
Odszedł wspaniały aktor, szalony człowiek przez długie lata lekceważący i życie i swój talent i los. Nie wiedział, jak jest wspaniały. To naprawdę rzadkie.
Ostatnio dzwonił do wielu, niespodziewanie, do mnie, bodaj miesiąc temu – co się dzieje- zapytałam – a nic, po co takie pytania, tak sobie dzwonię, po nic.
Janku – twoje „niezbędne minimum” jak zwykłeś mówić, to było życie na wietrze, w sztormie z wiecznym szukaniem schronienia i ukojenia. Choć przez ostatnie lata, wydawało się ze znalazłeś i spokój i pogodziłeś się ze sobą. Bogu dzięki. Słyszę twój śmiech.
Bez twojej przekory i poczucia humoru będzie naprawdę smutniej.
Żegnamy Cię tu wszyscy z gorącymi sercami. Na szczęście zostawiłeś po sobie dużo, dużo, bardzo dużo. To będzie trwało.