WOLNOŚCIĄ JEST ZACHOWANIE WŁASNEJ NATURY I DZIAŁANIE ZGODNIE Z JEJ PRAWEM. (Baruch Spinoza)
Walka ze światem sprowadza się do boju o przetrwanie. Dążymy do zachowania swojej natury. W przeciwnym razie indywiduum ginie. Moralność sprowadzona do praw natury miała za zadanie zniwelować dualizm świata duchowego i przyrodniczego. (Marek Niechwiej)
No już. Było cudnie. Publiczność liczna i chyba zadowolona. Dołączam trochę zdjęć z całego pobytu. Trochę trudno znoszę te przeloty przez Atlantyk, te godziny w samolocie. Dziwię się i podziwiam ludzi, którzy odbywają te podróże rutynowo raz w tygodniu, z powodu interesów, a takich jest niemało. Ja nie mogę usiedzieć, chodzę w samolocie prawie cały czas. W drodze w tamtą stronę obserwowałam dziwną parę pasażerów, ona około sześćdziesiątki i on trzydziestoletni, ona Polka, od lat pracująca w Kanadzie, wracała tam po odwiedzinach w Polsce, on pierwszy raz udający się za ocean, za granicę w ogóle, do rodziny, przerażony.
Poznali się na pokładzie samolotu, siedzieli obok siebie. Ona postanowiła zrobić mu przyśpieszony kurs angielskiego i sprzedać wszystkie podstawowe informacje o tym jak się zachowywać po przylocie i na początku pobytu, aby mu pomóc i zmniejszyć jego widoczne przerażenie.
Na początku pili na swoich miejscach, potem przenieśli się pod drzwi toalety, żeby mieć bliżej do stewardessy i drinków. On w ręku ściskał torbę z winem, które sam zrobił dla rodziny kanadyjskiej, ona żałowała, że nie może tego wina skosztować, ale pocieszyli się tym, co im dawała obsługa samolotu. Kiedy w trakcie moich samolotowych spacerów docierałam do nich co jakiś czas, ona donośnym głosem na cały samolot, uczyła go podstawowych słów po angielsku, informowała, gdzie polskie sklepy, dzielnice, jak co załatwić, lekarz, dentysta, kupowanie butów, ubrań, komunikacja, bilety na autobus, jak załatwić pracę na czarno, jak wyjechać z parkingu nie płacąc itd.
Wreszcie po dziewięciu godzinach lotu usłyszałam: – Na początku, jak ci mówiłam, piszesz sobie na karteczce gdzie mieszkasz i jak się nazywasz i tę karteczkę musisz mieć zawsze przy sobie. To ci mówiłam, to najważniejsze. A jak się upijesz, idziesz na policję i mówisz… Aj, aj, powtórz… aj em… powtórz, aj em… grogy… teraz powtórz… grogy… aj em grogy… pokazujesz karteczkę i oni cię odwożą do domu, rozumiesz? Bo to są matołki, mili ludzie ale matołki, muszą cię odwieźć do domu, bo to jest kraj opiekuńczy, zrozumiałeś?
Idę na próbę, a wieczorem dziś i jutro „Shirley„, i to ostatnie spektakle przed premierą. Na tym kończę w tym roku.
Samolot z Toronto przylatuje do Warszawy prawie o tej samej godzinie co samolot z Chicago.
Usłyszałam, kiedy wychodziłam z lotniska, jak warszawscy taksówkarze informują się nawzajem tak: – To Toronto wychodzi czy Siury?
Zapytałam, co to Siury. – No ci z Chicago – odpowiedzieli z uśmiechem. – Ach siur! – odparłam. No nieźle.
Dobrego dnia.