30 czerwca 2002, niedziela, 04:59
Emilii, Lucyny, Rajmunda – Wszystkiego dobrego.
Emilia – to jedno z tych imion, które chciałabym mieć zawsze przy sobie. Kobiety w rodzinie mojego męża miały często na imię Emilia, jedna z nich była Amaliją, ale przeważnie były to Emilie, a Emilia to naprawdę miłe imię. Imię jak kaszmir, jak mufka, jak aksamit. Nie słyszałam ostatnio, żeby ktoś miał na imię Emilia. Jaka szkoda.
Lucyna – Lucyna jest ostra, ma krótki wzrok, tapiruje włosy na czubku głowy, jej płaszcz szeleści tak jak imię, ale Lucynka już jest łagodniejsza, można na nią liczyć, nigdy niczego nie zapomina i może troszkę brakuje jej wyobraźni, ale za to przejrzy materiały źródłowe, pójdzie do biblioteki i pracowitością nadrobi.
Rajmund – nie znam w Polsce żadnego Rajmunda, ale za to Rajmondo to włoski mąż jednej z moich koleżanek. Przystojny, szarmancki, nieodgadniony mężczyzna, który wiecznie milczy. No ale z drugiej strony trudno się „wstrzelić”, kiedy my gadamy, trzeba nie lada refleksu. Czasem próbuje, wtedy my gwałtownie milkniemy, wpół zdania, odwracamy się do niego, zawieszamy na nim uwagę, zapada cisza, długa cisza, bo on się wtedy peszy, denerwuje, mówi coś w rezultacie, byle co, byle szybciej i znów potok naszych słów, spowodowany typową polską, w dodatku kobiecą elokwencją, wypełnia wnętrze. Ciekawe, czy Rajmondo mówi i co mówi, kiedy są sami. Pewnie tak, i mówi co trzeba, bo to bardzo udane i szczęśliwe małżeństwo.
Skończyłam wczoraj na plaży „Rosyjskie egrie” i ze zgrozy nad tymi mężczyznami uwikłanymi w rosyjskie kobiety nie mogłam się uspokoić. Paul Eluard i Gala Diakonowa, a potem Dali i Gala, Cwietajewa, Rilke i Borys Pasternak, Picasso i Olga Chochłowa, Modigliani i Achmatowa, Diego Rivera i Marewna, Sartr i Lena Zonina, Matisse i Lidia Dieliektorska. Przeczytajcie, co napisał i podpisał Louis Aragon w rezultacie związku z Elsą Kagan, jego ukochaną żoną i towarzyszką duchową, która stworzyła wizję jego samego, a on nie mógł się jej w pewnym momencie oprzeć:
Do towarzyszy z Międzynarodowego Stowarzyszenia Pisarzy Rewolucyjnych.
Drodzy towarzysze!
W Porozumieniu z towarzyszami ze Stowarzyszenia Pisarzy i Artystów Rewolucyjnych Francji winien jestem, jak sądzę, pisemnie przedstawić swoje stanowisko.
Przede wszystkim, zgodnie z decyzjami zapadłymi na konferencji w Charkowie, będąc orędownikiem jak najpełniejszego wcielenia ich w życie, oświadczam, że bez wytchnienia będę dążył do podporządkowania literatury potrzebom propagandy, stanowiącej odzwierciedlenie i podporę polityki Francuskiej Partii Komunistycznej oraz Międzynarodówki Komunistycznej. Oświadczam, że bezwarunkowo i w całej rozciągłości popierał będę politykę FPK i Międzynarodówki Komunistycznej, dążąc do zwalczania prób tworzenia literatury poza partią i walką klas. By przeciwstawić się tym próbom, niezależnie czy podyktowanym względami polityki. Czy „wartości powszechnych”, ze wszystkich sił – za pośrednictwem moich książek oraz wszelkich innych moich poczynań – popierał będę działalność Stowarzyszenia Pisarzy i Artystów Rewolucyjnych w imię walki klas oraz zwycięstwa proletariatu.
Przyznaję, że u podłoża moich złudzeń, których jeszcze nie do końca się pozbyłem, a które typowe są dla ewolucji intelektualisty przechodzącego z obozu burżuazyjnego do „obozu” proletariatu – ewolucji nie mogącej się niestety obejść bez zgrzytów – popełniłem pewne błędy, do czego zmuszony jestem się dziś przyznać. Powodem tych złudzeń było osobiste zaufanie, jakim darzyłem pisarzy i artystów surrealistycznych, których postawa w ostatnich czasach uświadomiła mi jednak, do jakiego stopnia złudzenia te były nieuzasadnione. To one sprawiły, że napisałem i opublikowałem w dzienniku pozostającym poza zasięgiem kontroli partyjnej artykuł, w którym dopuściłem się wielu błędów, sprowadzających się do spraw następujących:
Przyznaję się do popełnienia wszystkich tych błędów, a dowodem tego, że jestem świadomy, niech będzie artykuł, jaki opublikowałem 10 marca 1932 roku w dzienniku „LHumanite”, w którym zajmuję krytyczne stanowisko wobec broszury La Pauverete de la Poezie, która spotkała się z poparciem większości surrealistów…
Obecnie w maju 1933 roku, głównym zadaniem Stowarzyszenia Pisarzy i Artystów Rewolucyjnych jest obrona Związku Radzieckiego, nad którym ciąży groźba wojny imperialistycznej. Z tej to przyczyny niedopuszczalne jest, by którykolwiek z członków stowarzyszenia odmówił c a ł k o w i t e g o p o d p o r z ą d k o w a n i a s i ę tej organizacji rewolucyjnej, powołując się na nikczemne dywagacje o godności drobnomieszczańskiej. Naszym obowiązkiem jest nasilenie walki z najbardziej zajadłymi wrogami tej organizacji, którzy uzurpując sobie etykietkę literatury proletariackiej usiłują potajemnie przemycić w szeregi proletariatu ideologie faszystowskie i trockistowskie.
Elsa była siostrą Lili Brik, towarzyszki życia Majakowskiego. Aragon napisał to w roku 1930, roku samobójstwa Majakowskiego, napisał, mimo że do niedawna był przyjacielem Bretona, papieża surrealistów, mimo że nic mu nie groziło, nikt na nim tego nie wymuszał, oprócz żony, nie zaakceptowanej wcześniej przez Andre Bretona i surrealistów, uważanej przez nich za szpiega. Żony, która po śmierci Majakowskiego kreowała Aragona na głównego Poetę Rewolucji.
Skończyłam.
Zaczęłam czytać „Wspomnienia wojenne” Karoliny Lanckorońskiej, wydane właśnie przez Znak, które przed chwilą skończyła czytać Magda i jest tą książką absolutnie zachwycona. Żeby dopełnić listy, Marek czyta właśnie „Dwór” Singera, a mój mąż – „Mikrokosmos” Normana Daviesa i Rogera Moorhouse. Jędruś – „Pannę z mokrą głową” Makuszyńskiego, a Adaś – ostatni tom Tolkiena. I tak sobie odpoczywamy.
Dziś przenosimy się na stały ląd. Wyjeżdżamy z wyspy. Ja widziałam wczoraj wieczorem szczura dwa razy, biegał – zupełnie się nie krępując – po czerwonych barierkach tarasu, poza tym nad moim łóżkiem w sypialni wiszą dwa metalowe pawie, a paw jak wiadomo przynosi nieszczęście aktorkom, tak więc wyjeżdżamy. Jedziemy gdzie indziej.
Dołączam zdjęcia. Swoje, które rano siedzącej przy komputerze, zrobił mi mąż, zdjęcie jednego z pawi, zresztą bardzo ładnego obiektywnie, i trzy wschody słońca, zrobione szybko z obawy przed szczurem, ale za to systematycznie, jeśli chodzi o czas.
Dobrego dnia. Podobno leje?

Ja rano przy komputerze

Paw nad moim łóżkiem

Wschód słońca z naszego tarasu

Wschód słońca chwilę później

Wschód słońca z tarasu jeszcze chwilę później