28
Czerwiec
2002
05:37

dziennik 2002-06-28 05:37:00

28 czerwca 2002, piątek, 05:37

Benigny, Ireneusza, Leona – Wszystkiego dobrego.

Benigna – no, takiego imienia moim zdaniem w ogóle nie ma, a nawet jeśli jest, to jest nieładne. Jest coś niemiłego w takim nazwaniu kobiety. Miejmy nadzieję, że żadna z Was nie ma na imię Benigna, a jeśli ma, to już lepiej Benina, to „g” w środku jest tak bardzo przykre, nie uważacie? Ireneusz – imię męskie koronkowo-landrynkowe. Nie znam żadnego Ireneusza, kojarzy mi się tylko z Ireneuszem Dudkiem, który śpiewa ohydną piosenkę z takim szlakwortem – Jesteś babą – słowa i wymowa tej piosenki są tak okropne, że ja pana Ireneusza skreślam; choćby śpiewał nie wiadomo co i nie wiem jak cudnie, po tej piosence mnie to już nie interesuje. Wykonawca piosenek podpisuje się jakby automatycznie pod tym co śpiewa. Nie ma piosenki osobnej od wykonawcy, to nie rola, tu istnieje zależność ścisła między człowiekiem a tekstem. Leon – trafia się w tym kalendarzu wciąż. I ten Lew, u nas starszy, wyleniały już i łysy, we wszystkich innych językach jest wciąż młody i strasznie „macho”, no ale co kraj to inna tradycja.

Najpierw pokażę Wam nieudane zdjęcie zrobione przy pomocy wynalazku w moim aparacie. Jak się w nim naciśnie księżyc i plus (bo to taki aparat dla debili, jak ja na przykład, i ma obrazki zamiast poważnych znaków), to on, ten aparat, wtedy teoretycznie robi zdjęcia nawet nocą, bez flesza. A trzeba Wam wiedzieć, że ja flesza nie cierpię, nienawidzę i nie używam w ogóle (w moim aparacie, zdjęcie bez flesza to znaczek – piorun przekreślony). Zdjęcie jest nieudane, ale mnie się bardzo podoba, dlatego Wam je pokazuję. Co prawda mój mąż nazwał to zdjęcie „Bułgarska mamusia”, zupełnie nie wiem dlaczego, czy to miało być obraźliwe dla mnie czy dla Bułgarów, ale niech będzie. Czasem mój mąż powinien mieć na imię Ireneusz.


Zdjęcie zrobione nocą, za pomocą wynalazku w moim aparacie. Trzeba włączyć księżyc i plus, i wtedy on robi zdjęcia po ciemku i bez flesza, ale wychodzą one właśnie tak.

Zawiadamiam Was, że ważę 62 kilogramy, a kiedy tu przyjechałam wążyłam 64. Tak więc pożegnanie z kartoflem i chlebkiem dało bardzo dobre rezultaty, a w każdym razie, tak się wydaje. Następnie informuję, że jestem poparzona słońcem, bo wpadłam w manię grania w plażowe paletki (to takie jakby rakietki od ping-ponga, tyle że z plastiku, i do tego gumowa piłeczka). Gram z wielkim upodobaniem, stojąc w wodzie po kolana, z konieczności na słońcu, bo w wodzie cienia nie ma i jestem już poparzona dokładnie, mimo faktora nr 40 w kremie, którym się smaruję i zapewnień na ulotce dołączonej do tego kremu, że chroni skórę do 7-ej warstwy i że to absolutna nowość i przełom w plażowych kremach.

Na plaży obserwuję od kilku dni pewną bardzo ładną i szczupłą panią. Ma około 30 lat, jest tutaj ze śliczną córeczką lat około 10, obie są „naubierane” w plażowe stroje niebywałej piękności, kosztowności i w dużych ilościach. Pani zmienia kostium około trzech razy dziennie, a dodatkowo do każdego kostiumu ma odpowiednio chustę, narzutkę, czy sukienkę plażową, kapelusz. Smaruje się ta pani sama, długo i powolnie, najdroższymi kremami do opalania, wyciera w najbardziej miękkie ręczniki, dobrane oczywiście kolorystycznie do kostiumów i sukien, wyjmuje je z eleganckich toreb, każdego dnia innej, córka w plecaku przynosi liczne lalki Barbi, ubrane i wyposażone na plażę, jak ona sama i jej mama, i …nikt do nich, tych ślicznych, nie dzwoni.

Wiem, że to jest jakiś problem, bo ta pani nie wypuszcza telefonu z ręki cały dzień, sprawdza bez przerwy czy przypadkiem nie ma w nim żadnej wiadomości, pyta ludzi dookoła czy ich telefony działają, i czy mają pole, potrząsa tym telefonem, puka nim o łóżko, parasol, wyciera go ręcznikiem, przykłada do ucha i …nic. Nikt nie dzwoni. Cisza.

Ona próbuje dzwonić co jakiś czas, ale tam, gdzie dzwoni, nikt nie odbiera najwyraźniej, i to od dawna, sądząc po zachowaniu tej pani. Za każdym razem trzyma długo, długo, słuchawkę przy uchu, chodzi z nią, taką wołającą tego kogoś, brzegiem morza, siedzi na piasku, patrzy trzymając ją dalej przy uchu, w dal, bezkresną dal, i…. nic. Potem, za każdym razem po rozłączeniu, pyta kogoś, która godzina, mimo że ma zegarek na ręku, i czy telefon tego kogoś działa, a po uzyskaniu wszystkich odpowiedzi na dręczące pytania, oprócz tego jednego – dlaczego ten ktoś tam, nie odbiera – kładzie się ze zgasłymi oczami na luksusowym ręczniku pod swoim parasolem i myśli o czymś smutna. A z nią smutnieje dziewczynka, ja i wszystkie lalki Barbi. Och, jak mi żal tej pani.

Niechże on odbierze wreszcie ten telefon albo do niej zadzwoni, bo ja po prostu zwariuję. Zwyczajnie psuje nam, ten nieosiągalny albo obrażony pan, wakacje, i mnie, i jej. Wczoraj przez moment myślałam, że już, telefon się odezwał, ale kiedy odebrała, okazało się, że to nic ważnego, coś co trwało krótko i było bez znaczenia. Człowieku! Zadzwoń! Bo my tu umieramy na tej plaży, i choć nie wiem dlaczego, czy z żalu, tęskonoty, czy nadziei? Nie wiem, ale umieramy. A może on ma na imię Ireneusz, nie daj Boże!

Idę dziś znów na plażę czekać z nią na telefon. Zauważyłam, że nawet kiedy gram w moje paletki, czy pływam, kontroluję co chwila, czy przypadkiem ona nie odebrała tego ważnego połączenia, kiedy raz zostawiła telefon na łóżku i pobiegła do wody do córki, nie spuściłam z telefonu ucha i oka, i gdyby się odezwał, rzuciłabym się z nim dzwoniącym za nią. Czekam też z pójściem na obiad do plażowej restauracji, czekam na nią, nie mogę spuścić telefonu i jej z oka, bo a nuż on zadzwoni a ona nie usłyszy? Co za męka!

Dobrego dnia.

Ach, gdybyście mieli takiego kogoś, kto być może czeka na Wasz telefon, błagam, zadzwońcie dziś koniecznie, bo to można zwariować tak czekając!!!

Dobrego dnia i dołączam kilka zdjęć.


Castello. Miasteczko na naszej wyspie. Właściwie wszystkie one, te miasteczka, wyglądają podobnie, ale za każdym razem ich widok zachwyca.


To samochód, który tak spodobał się Jędrusiowi, że postanowił zostać na moment jego właścicielem, na czas robienia tego zdjęcia


Port na naszej wyspie

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.