18 czerwca 2002, wtorek, 09:20
Amandy, Elżbiety, Marcelego, Marka – Wszystkiego dobrego.
Amanda, to takie imię często spotykane w serialach płaszcza i szpady oraz na polskiej wsi. Już kilka razy trafiło mi się dawać autograf Amandzie i zawsze było to w miejscowościach najbiedniejszych, z największym bezrobociem i problemami. Amanda, to imię nadziei na lepsze jutro, na dobrobyt, a w związku z nim luksus, wielki świat, to imię aspiracji. Och, moje słodkie małe Amandy! Życzę Wam, aby marzenia Waszych rodziców się spełniły.
Elżbieta to imię porządne. Piękne. Z tradycjami. To imię poważne i godne. Mnie zawsze będzie się kojarzyło z moją rolą w Granicy Nałkowskiej, w filmie Jana Rybkowskiego. Elżbieta, prawość, solidność, wyciszenie i pokora. Moje zdjęcie z tej roli stoi na biurku mojego męża, pewnie spełnia jego jakieś oczekiwania w stosunku do mnie. Nie liczyłabym na jego miejscu na taki wizerunek. Przepadło. Jestem kim jestem i na pewno nie jestem tą łagodną kobietą z tego zdjęcia. Ale każdemu wolno marzyć.

Marceli był już wielokrotnie omawiany, Marek też, choć, być może ci Markowie czerwcowi i ci Marcelowie(?) już letni, dotknięci słońcem, nabierają więcej czaru. Ja bym tej opaleniźnie nie wierzyła, wręcz przeciwnie. Wiem, co znaczy opalony Marek, na plaży nad rzeką w zapachu tataraku. No tylko jeszcze trzeba dodać, że to było w bardzo wczesnej młodości. Ale zapach własnego ramienia nagrzanego słońcem, na którym przez niego płakałam, odwrócona plecami, czuję po prostu w nozdrzach.
Dziś mam dla Was miłą historyjkę rodzinną, która zwyciężyła wszystkie inne refleksje. Od wczoraj obserwuję, że Jędrek coś szepcze z babcią, czyli moją mamą, popatrując ukradkiem na mnie i niedobrze grając, że to przypadek, że to tak zwyczajnie, że o nic nie chodzi. Mama wzrusza ramionami, a dzieci coś szepczą dalej. Dziś, kiedy wyszli do szkoły, mama mi pokazała napis, jaki pojawił się nad naszą furtką. Furtką, przez którą zresztą ja nigdy nie przechodzę, bo przeważnie wjeżdżam samochodem, to wejście to furtka moich dzieci, w drodze do szkoły, i mamy, kiedy wychodzi na zakupy. To nasza też furtka kościelna, bo wychodzi na kościół. Okazało się, że dzieci, a właściwie Jędruś zauważył ten napis niedawno i po cichu załatwiał z babcią jego zamalowanie albo zamazanie, a mama nie widziała powodu.
A swoją drogą, jaki dyskretny drań, jaka skromna paskuda to napisała. Poprzednie napisy były wielkie na cały mur. Ten jest tak mały, że właściwie może zostać, niech zostanie. Chyba że dzieciom będzie to bardzo przeszkadzało, bo mamie jest obojętne i tylko się z tego śmieje.


Jutro wyjeżdżamy. Ach, jakie przyjemne pakowanie i ostatnie sprawy, spotkania, telefony. Jaka ja jestem szczzzzzzzęęśliwwwwa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Dobrego dnia.
