10 czerwca 2002, poniedziałek, 06:13
Małgorzaty, Bogumiła, Edgara – wszystkiego dobrego.
Małgorzata, czyli perła. Książka mówi – delikatna wrażliwa i krucha. Potrzebuje oparcia, otuchy, czułości. Kocha rodzeństwo. Łatwo poddaje się wpływom zarówno dobrym jak i złym. Urocza, roztargniona marzycielka pełna kobiecego wdzięku. Tak, to wszystko zgadza się z tym, co ja wiem na temat Małgorzat. Natomiast oczywiście są wyjątki i to „całkowite”. Jedną z głównych Małgorzat, które znam, to Małgorzata Goraj-Bryll, żona Ernesta, i Małgorzata Walewska. Może są one delikatne, wrażliwe i kruche, może, ale na zewnątrz wygląda to inaczej. Czułości potrzebuje każdy, i Małgorzaty, i wszystkie kobiety, a przede wszystkim mężczyźni, ale ja chętnie bym się oparła na obu Małgorzatach wyżej wymienionych i wiem, że nic złego by mnie wtedy nie spotkało. Wszystkiego dobrego dla obu pań.
Bogumił – bardzo wszystkich Bogumiłów przepraszam, ale to imię jest mi wstrętne. Kojarzy mi się z kłamstwem, oślizłą obłudą i ohydą. Kiedy byłam uczennicą szkoły muzycznej, pewien zupełnie dorosły Bogumił, uczący się w tej samej szkole śpiewu, dręczył mnie seksualnymi propozycjami i prześladowaniem tym podszytym. Ledwo dałam sobie z tym radę, ale uraz został do dzisiaj.
Edgar – to imię ze szwedzkiego dramatu, bardzo ładne, ale u nas niecodzienne.
Wczoraj moja wnuczka Lena (4 lata) zapytała przy stole, jak powstał człowiek. Wszyscy przestaliśmy jeść i zamilkliśmy zupełnie. Moja córka, a jej mama, zaczęła coś dukać, bąkać, mówić, że wytłumaczy jej to później, a wtedy odezwał się mój niezawodny w takich chwilach synek Jędruś (11 lat): – „Słuchaj Lena, oni mają z tym problem, nie wiedzą, co ci odpowiedzieć, bo wiesz… Kościół mówi, że Pan Bóg stworzył człowieka, a nauka, że człowiek powstał w procesie ewolucji od małpy, i wiesz… jest kłopot, bo my chodzimy do kościoła. Ale ja ci powiem najlepiej. Pan Bóg stworzył małpę, a małpa przekształciła się w człowieka.”
Dziś kolejny mecz polskiej drużyny. Cały kraj zatrzyma się w locie i w ekstatycznym zawieszeniu będzie śledzić tę kulkę na ekranach telewizorów. Na szczęście dla piłkarzy Edyta Górniak – której mi zresztą strasznie żal, po ostatnich na nią gromach, za to, że przez jej interpretację hymnu, Polska przegrała ten pierwszy mecz – nie będzie im przedtem śpiewać. Żony im dosłali, zachcianki wszelkie spełnione, żadnego wytłumaczenia dla ewentualnej przegranej. No, zobaczymy. Patrzę na to rozbawiona, na to oczekiwanie cudu, ponieważ, mimo że się na tym nie znam, nie sądzę, aby polscy piłkarze byli znakomici technicznie, a przede wszystkim kondycyjnie, ale nie chcę się w to wtrącać. Bawi mnie tylko stopień szaleństwa i emocji. Wczoraj pani zapowiadająca pogodę w telewizji powiedziała niespodziewanie dla samej siebie: – „Alergikom dziś będą przeszkadzać piłki i trawy”. A w radio jadąc samochodem wysłuchałam fragmentu relacji z jakiegoś meczu. Nie wiem nawet, kto z kim grał, ale emocje komentatora i to, co wygadywał podczas tego krótkiego czasu, przeszły moje pojęcie. Mówił na przykład: „Ach, te włosy piłkarza ostrzyżone krótko, jak trawa świeżo wschodząca na działce…” lub „Wbiegł między przeciwników, nie dostał piłki i stanął jak pomnik. A przecież na pomnik będzie jeszcze czas, jak udowodni, że umie grać”, „Ach, ta samotna kropla potu spływająca po piersi piłkarza!”. Szaleństwo. Życzę Polskiej Drużynie cudu, choć nie wiem, czy chciałabym żyć w Polsce, kraju z mistrzostwem świata w piłce nożnej, raczej nie. I tak, nawet jak nie ma mistrzostw, strony w gazetach codziennych poświęcone sportowi są co najmniej trzy razy liczniejsze niż te poświęcone kulturze czy nauce.
Dobrego dnia.
