09
Czerwiec
2002
06:54

dziennik 2002-06-09 06:54:00

9 czerwca 2002, niedziela, 06:54

Pelagii, Efrema, Felicjana – Wszystkiego dobrego.

Pelagia – imię polarne na przełomie wieków. Pelasia kojarzy nam się z kimś nadzwyczajnie miłym i uczynnym. Z sercem współczującym i gotowym służyć innym. Z kimś zupełnie bezinteresownie zainteresowanym kłopotami innych. Nie ma już dziś Pelagii.

Efrem – też imię właściwie nieobecne.

A Felicjan – to Dulski i nic na to nie można poradzić. I świetnie, że tak jest. Dulska, Dulski i dulszczyzna – to pojęcia znaki symbole, jakie udało się Zapolskiej zostawić nam, wprowadzić na trwałe do naszej wypobraźni i kultury, i co zdumiewające, mimo że zmieniły się czasy, obyczajowość, i zniknęły takie jak u niej, panny służące, wciąż pojęcia te i postaci są żywe, aktualne i nas dotyczą. Felicjan zresztą jest jedną z moich ulubionych postaci w literaturze. Znam takich Felicjanów kilku.

Wróciliśmy z Festiwalu Teatrów Telewizji, na którym prezentowaliśmyZazdrość. Wróciliśmy, to znaczy Marysia, która tam gra, mój mąż i ja. Dziś o świcie dostałam nieoficjalną wiadomość, że wieczorem obradujące jury, przyznało mojemu mężowi nagrodę za zdjęcia do tego widowiska. Bardzo mu gratuluję.

A ja? Odpoczęłam, wyspałam się i czuję się lepiej, choć nie naprawdę dobrze, a wczorajszy spektakl Virginię odwołano z powodu choroby Marka Kondrata. Biedaczek stracił głos, i temperatura złożyła go do łóżka. Dzięki temu ja też wieczór spędziłam w łóżku i odpoczywałam.

A to zdjęcie znad morza. Widok Molo w Sopocie z okna mojego pokoju. Jak zwykle.

Wracaliśmy więc, wczoraj po południu z Sopotu, w strugach deszczu, i obserwowałam krowy. Stały na deszczu, z pochylonymi głowami, umęczone, brudne i nieszczęśliwe. Niektórym udało się schować pod jakieś drzewa. Biedaczki. Często zastanawiam się jak one wytrzymują takie dni w koszmarnym upale, bez możliwości ucieczki od niego, albo takie jak wczoraj, w ulewnym deszczu. W ogóle los przeciętnej polskiej krowy, od dziecka leży mi na sercu. Nie wracajmy do sprawy zabijania, a raczej sposobów zabijania, czy jest on wszędzie we wszystkich ubojniach humanitarny, ale wygląd tych krów na pastwisku, woła o pomstę do nieba. Czysta, szczęśliwa, dobrze wyglądająca, zadbana, nie mówię o uczesanej, krowa jest wielką rzadkością.

Kiedyś miałam letni dom na wsi i obserwowałam miejscowe krowy, ich życie i zależności od ich właścicieli. Wiele z nich było zdane na pijaków i leni, którzy przyprowadzali je na pastwisko o jakichś dziwnych godzinach. Nocą zapominali je zabrać do domu, a w ciągu dnia nie przychodzili o czasie wydoić, i biedne ryczały z bólu wymion i nieszczęścia godzinami. Ja nie mogłam tego słuchać, a moje piersi i sutki pękały z bólu na dźwięk tego nieludzkiego wołania o pomoc. (Miałam kiedyś zapalenie piersi z powodu nadmiaru pokarmu, wylądowałam w szpitalu, to był koszmar, a ból nie da się po prostu opisać. Wyobrażam sobie, że krowę to boli podobnie.) Zdarzało mi się jechać na rowerze szukać właściciela, który gdzieś pił, i błagać o wydojenie jej, lub namawiać sąsiadów o pomoc krowie, co mi się zresztą nigdy nie udało. Biedne, brudne, źle traktowane w wielu wypadkach, bardzo często wracające do nieludzko brudnych obór, polskie krowy. Mój mąż zawsze śmieje się ze mnie w związku z solidarnością z przeciętną polską krową, żyjącą w małym podstawowym gospodarstwie rolnym, i tłumaczy mi, że i tak są one szczęśliwsze niż te w wielkich hodowlach na zachodzie, bo pasą się na łąkach i jeśli nawet mają za właścicieli pijaków i leni z naszym polskim prostym, standardowym stosunkiem do zwierząt, są szczęśliwe. Tamte krowy, hodowane w „fabrykach”, łąki nie widzą w ogóle.

Niemniej podczas mojego dziesięcioletniego posiadania domu na wsi, nie kupowałam mleka „prosto od krowy”, u żadnego z gospodarzy, bo się brzydziłam, zawsze chodziłam do tzw. spółdzielni. Wystarczyło mi spojrzeć na wiadra używane do dojenia, naczynia, ręce i suszące się gazy czy pieluchy z tetry używane do przecedzania mleka, aby zrezygnować z zakupu natychmiast. Co za koszmar.

Nie będę dalej nic pisać. A mogłabym opowiedzieć o nocy spędzonej kiedyś w Tykocinie, podczas której gdzieś obok mnie, gospodarze bili wieprzka. O nieludzkim, a raczej przejmująco ludzkim, ryku, płaczu, skargach tego zwierzęcia, pewnie nieumiejętnie mordowanego, mogłabym pisać długo, tak długo jak długa była dla mnie ta koszmarna noc. Pamiętam tylko że, kiedy wstałam rano, rodzina oprawców, z uśmiechem zaproponowała mi przed moim zbliżającym się wyjazdem kupienie wędlinek. Wyjechałam natychmiast.

Czytam książkę „Byłam w Karmelu” Iwony Kowalskiej i czytając przecieram oczy ze zdumienia. To bardzo ciekawe zagadnienie – powołanie, zakony, klauzura, poświęcenie życia Bogu…. Tematy niepotrzebnie owiane niezdrową tajemnicą. Karmelitanki Bose to zakon o naprawdę surowej regule. Książka jest interesująca, ale wczoraj doszłam do fragmentu, w którym młoda postulantka spowiada się z tego ze przejrzała się w zupie….. Młoda dziewczyna, jeszcze nie zakonnica, taka, która chce złożyć śluby wieczyste, ale najpierw musi przejść rok postulatu i dwa lata nowicjatu, i albo zostanie w klasztorze, albo nie… Iwona Kowalska nie została dopuszczona do złożenia ślubów przez współmieszkanki domu, inne zakonnice. Uznały, że nie nadaje się do życia w tym zakonie. Nieprawdopodobne, nie tyle książka, historia, bohaterka, a całe zagadnienie, zastanowienie nad taką ofiarą życia. Nie przysięga milczenia, samotności, zamknięcia do końca życia w jednym miejscu, czy nawet absolutnego posłuszeństwa, bez refleksji i komentarzy, ale właśnie taka ofiara życia. Głównym zadaniem, celem życia karmelitanki jest modlitwa. Na modlitwie spędzają one właściwie większą część dnia. 7, 8 godzin z dnia. Panie Boże, i Ty naprawdę tego chcesz? Chciałbyś?

Jedyną sensowną ofiarą dla mnie, jest poświęcenie dla innych. Słabszych, chorych, potrzebujących. Wszelkie formy pustelnictwa, samotności, zamknięcia, odzielenia się od świata są formą ratunku, leczenia, wynikiem potrzeby wewnętrznej, potrzeby duszy i organizmu, i to rozumiem, ale w związku z tym nie jest to „Krzyż”. Krzyżem w takim wypadku jest starać się mimo to żyć wśród ludzi i im służyć.

Bardzo to trudne i fascynujące zagadnienie.

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.