02
Czerwiec
2002
08:38

dziennik 2002-06-02 08:38:00

2 czerwca 2002, niedziela, 08:38

Marii, Erazma, Marcelego, Piotra – Wszystkiego dobrego.

Maria – królowa imion. Wspaniała, prawdziwie królewska w stosunku do Andżelik, Izaur, Violett.

Erazm – piękne imię z wielkimi tradycjami.

Marceli – imię bardzo popularne we Francji i we Włoszech, w Polsce prawie niespotykane i uważane za podejrzane.

O Piotrze było wielokrotnie. Wszystkiego dobrego.

Wczoraj wysłuchałam ponad godzinnego wywiadu ze Stievenem Spilbergiem, emitowanego w telewizji z powodu powrotu E.T. na ekrany, w „unowocześnionej” wersji. Jak on pięknie mówił! Jak pięknych, prostych słów używał! Opowiadał o swoim dzieciństwie, samotności, o swojej rodzinie i siedmiorgu dzieciach, i dlaczego dziś robi tak, i takie filmy, jakie robi. Mówił o swoim poczuciu odpowiedzialności za to, co robi, odpowiedzialności w stosunku do widza. O swoich filmach, którymi stara się uczyć tolerancji, odwagi, wiary w człowieka i prawdę. O tym, że świat może być piękny, a w każdym razie warto się o to starać, że ludzie mogą być mądrzy, sprawiedliwi i wspaniali. Że im jest starszy tym większy w nim rośnie społecznik i nauczyciel, nauczyciel historii, nauczyciel wiary w honor, ojczyznę, wolność, sprawiedliwość. Zdumiewające. Nie znam ani jednego artysty, który odważyłby się dziś, w tym cynicznym i okrutnym świecie sztuki, gdzie robi się kariery żerując na najniższych instynktach widowni, tak mówić i uśmiechając się nieśmiało, wzruszając się co jakiś czas, ocierając co chwila łzy wzruszenia, mówić o filmach i świecie, o którym chce w mądry, odpowiedzialny sposób opowiadać. Co zmienił w E.T.? I dlaczego chciał to zmienić? Powiedział, że już wtedy, tuż po premierze, przed dwudziestu laty, żałował, że w tym filmie FBI ma w rękach broń, że to zagrożenie na ekranie wydało mu się niepotrzebne, że dorośli są dla dzieci dostatecznym zagrożeniem. Tak więc zmienił, jak mówi, przede wszystkim jedno, pozamieniał komputerowo karabiny, na krótkofalówki. W nowej wersji E.T. nie ma broni. I tak naprawdę tylko to chciał zmienić, reszta to drobiazgi, grymasy twarzy E.T. poprawione dziś komputerowo, w sumie 50 ujęć, ale tak naprawdę chodziło mu o wyeliminowanie broni.

Po sukcesie „Pianisty” w Cannes, padają słowa nadziei, że może jest to początek dobrej passy na przyszły rok dla polskiego filmu w Cannes. Z czym? Na jakiej podstawie są budowane te nadzieje? Tego co zostało skierowane do produkcji jest niewiele i mało też robi się niezależnie od oficjalnych struktur. A to, co się robi, to totalne bzdury, mające wymiar chwili, miejsca i środowiskowej mody. Pieniądze do ewentualnego zarobienia na Polakach – Głuptakach przesłoniły wszystkim rozum. A o jakiejkolwiek odpowiedzialności wobec społeczeństwa nie ma mowy.

Póki co, w tym tygodniu dwie polskie premiery: „Dzień Świra” pana Koterskiego, ze świetną podobno rolą Marka Kondrata, i nowy film Jerzego Gruzy, z tymi jakimiś Gulczasami. Dzięki świetnej organizacji polskich dystrybutorów filmowych, obie premiery odbywają się jednego dnia, więc zwyczajowa wierna publiczność premierowa chyba się rozerwie. A w Playboyu największa obecnie gwiazda polskiego kina, jak tam piszą, nago liże rurę. No to tak na razie.

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.