28
Styczeń
2003
15:21

dziennik 2003-01-28 15:21:00

28 stycznia 2003, wtorek, 15:21

Radomira, Tomasza, Walerego – wszystkiego dobrego.

MOŻEMY ZAWDZIĘCZAĆ DOŚWIADCZENIU NAWET TO, CZEGOŚMY SAMI NIE DOŚWIADCZYLI. (Herbert Spencer)

Droga doskonalenia gatunków niesie za sobą pewien bagaż doswaidczeń. Uznajemy „biografię rodzaju ludzkiego” za własną. Nie musimy dochodzić pewnych prawideł, które nam podaje doświadczenie innych. Na błędach i osiągnięciach przeszłości winniśmy się opierać dzisiaj, wyprowadzając z nich racjonalne wnioski, nie powtarzając zaniedbań poprzedników. (Marek Niechwiej)

Tak, może w innych dziedzinach, na pewno. Ale nie w sztuce. Tu każde pokolenia patrzy tylko na siebie i swój czas. Każde pokolenie musi zdobyć własne doświadczenie i stworzyć swój „Wyraz”. Potem okazuje się, że większość „odkrytych” przez nich rzeczy już była, ale nie to jest ważne. Oni o tym nie zawsze wiedzą.

Wczoraj rozmawialiśmy przy stole o zazdrości. O chorobliwej zazdrości. Opowiadano różne historyjki. Najbardziej podobała mi się o żonie, która kontrolowała każdą minutę, chwilę życia męża. Przeszukiwała wszystkie kieszenie, zakamarki szuflad, ubrania. Badała codziennie zapachy i ślady na bieliźnie. Dzwoniła do szpitala, w którym pracował bezustannie pytając jego współpracowników, co maż właśnie robi, czym się zajmuje. Nie wolno mu było w domu odbierać telefonów a bilingi jego rozmów telefonicznych z telefonu komórkowego były badane pod lupą każdego miesiąca, każdy nowy numer sprawdzany razem z właścicielem, albo, co nie daj Boże, właścicielką. Doszła do tego że wyliczała mu dokładnie pieniądze, pozwalała do samochodu wlewać tylko pół litra benzyny, tak żeby mu starczyło do pracy i z powrotem. Co więcej on sam opowiadał jej codziennie i szczegółowo każdy swój krok podczas jego nieobecności w domu i bardzo się tą namiętną zazdrością i troską o niego szczycił wśród znajomych. Rozbawiła mnie też historia męża, który z zazdrości o żonę nie pozwalał jej pracować, chodził z nią absolutnie wszędzie, nawet do fryzjera, doszedł do tego ze przejął na siebie robienie zakupów jako zbyt niebezpieczne z punktu widzenia możliwości spotkania kogoś atrakcyjniejszego niż on. Żona była podobno rzeczywiście zjawiskowo piękna. A historia małżeństwa, które wynajmowało detektywów, aby śledzić się nawzajem, tak na wszelki wypadek, bez specjalnego powodu? Wreszcie powód się znalazł i się rozwiedli! Ach miłość! Ach zazdrość! Męcząca zazdrość bez powodu! Ach niedojrzali ludzie! Opowiadano też o żonie, która z powodu długiego włosa koloru rudego na koszuli męża próbowała popełnić samobójstwo, ta sama pani zresztą podobno tak się także niepokoiła o męża, że pozwoliła mu jeździć jego ukochanym motorem tylko po podwórku dookoła domu…

Ach ile tu rozmów o niczym i śmiechu…Bardzo mi to było potrzebne.

Dobrego dnia. Dziś jeździłam jak szalona. Nasze niebo dzisiaj dziwne, bo zamiecie śnieżne i… takie coś dookoła. Byle, co.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.