27
Styczeń
2003
06:57

dziennik 2003-01-27 06:57:00

27 stycznia 2003, poniedziałek, 06:57

Anastazji, Gabriela, Juliana– wszystkiego dobrego.

ASCETYZM PRZECZY NATURALNYM SKŁONNOŚCIOM CZŁOWIEKA, KTÓRY NIE POTRZEBUJE DLA SZCZĘŚCIA WYRZEKAĆ SIĘ SAMEGO SIEBIE, CO BYŁOBY ABSURDEM I SPRZECZNOŚCIĄ. (Herbert Spencer)

Za absurd Spencer uznaje wszelkie dążenie człowieka do ograniczenia naturalnych skłonności (jedzenia, złości, seksu). Umartwianie się, poprzedzone względami natury religijnej (ascetyzm) nie jest dobre. Nie ma sensu wmawiać sobie, ze tego typu życie przynosi szczęście, ponieważ organizm wymaga, by pozwolić mu być częścią natury. Człowiek rozsądny cieszy się swoją witalnością. (Marek Niechwiej)

W czasach Spencera idea ograniczania się, ascetyzmu o podłożu religijnym była szalenie popularna. Hedonizm był grzeszny. Dziś już nikogo nie trzeba namawiać do nieogramniczania „naturalnych skłonności”. Nieogranicza swoich skołonnosci ogół, ascetycy dziś są prawdziwą rzadkością. Choć jest wielu wspaniałych ludzi, ja znam sama kilku, którzy właśnie w wyrzeczeniu, eliminacji, poświeceniu się, hamowaniu naturalnych skłonności, widzą sens i szczęście, a raczej harmonię swojego życia i powód do samoakceptacji i samozadowolenia. Podziwiam i szanuję. A wieczna walka kultury z naturą, jest dla mnie samej podstawą zachowań.

Moi Drodzy. Dziś załączam list, który przyszedł do mnie z pocztą. Jest bardzo piękny. A Wam życzę dobrego dnia. Ja idę na narty cieszyć się życiem. Wczoraj poszłam jeździć natychmiast po przyjedzie, zanim się rozpakowałam, przypadkowo, więc maiłam karminowo czerwone usta na stoku a pod moim strojem narciarskim kabaretki, czyli czarne siatkowe rajstopy. Bardzo mi z tym było dobrze, że przejście od artystki do sportsmenki przebiega łagodnie i etapami. Mąż mówił natomiast, że gdyby mnie musiało zabrać pogotowie to nie mieli by wątpliwości, z kim mają do czynienia. Głupie żarty.

A oto ten list. Ja idę szaleć i nie marnować życia i dnia, i ani godziny, ani chwili!

Gabriel Garcia Marquez, 74-letni wybitny pisarz kolumbijski, autor m.in. słynnej powieści „Sto lat samotności”, laureat Nagrody Nobla z 1982 roku, jest chory na raka limfatycznego. Pisarz wycofał się z życia publicznego i do swoich przyjaciół rozesłał pożegnalny list, rozpowszechniany w Internecie. Dostałem ten list od przyjaciół z Chile. Wynika z niego jasno, że autor chce, aby list został rozpowszechniony. Dlatego przetłumaczyłem go szybko i rozesłałem do redakcji i osób zajmujących się Ameryką Łacińską, powiedział prof. Zdzisław Jan Ryn z Katedry Psychiatrii Collegium Medicum UJ, ambasador RP W Chile i Boliwii w latach 1991-96.

Oto przetłumaczony przez profesora list Gabriela Garcii Marqueza:

Jeśliby Bóg zapomniał przez chwilę, że jestem marionetką i podarował mi odrobinę życia, wykorzystałbym ten czas najlepiej jak potrafię. Prawdopodobnie nie powiedziałbym wszystkiego, o czym myślę. Ale na pewno przemyślałbym wszystko, co powiedziałem. Oceniałbym rzeczy nie ze względu na ich wartości, ale na ich znaczenie. Spałbym mało, śniłbym więcej, wiem, że w każdej minucie z zamkniętymi oczami tracimy 60 sekund światła. Szedłbym, kiedy inni się zatrzymują, budziłbym się, kiedy Inni śpią. Gdyby Bóg podarował mi odrobinę życia, ubrałbym się prosto, rzuciłbym się ku słońcu, odkrywając nie tylko me ciało, ale moją duszę. Przekonywałbym ludzi, jak bardzo są w błędzie myśląc, że nie warto się zakochać na starość. Nie wiedzą bowiem, że starzeją się właśnie dlatego, iż unikają miłości! Dziecku przyprawiłbym skrzydła, ale zabrałbym mu je, gdy Tylko nauczy się latać samodzielnie. Osobom w podeszłym wieku powiedziałbym, że śmierć nie Przychodzi wraz ze starością lecz z zapomnieniem (opuszczeniem). Tylu rzeczy nauczyłem się od was, ludzi…Nauczyłem się, że wszyscy chcą żyć na wierzchołku góry, zapominając, że prawdziwe szczęście kryje się w samym sposobie wspinania się na górę. Nauczyłem się, że kiedy nowo narodzone dziecko chwyta swoją maleńką dłonią, po raz pierwszy, palec swego ojca, trzyma się go już zawsze. Nauczyłem się, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł. Jest tyle rzeczy, których mogłem się od was nauczyć, ale w rzeczywistości na niewiele się one przydadzą, gdyż, kiedy mnie włożą do trumny, nie będę już żyć. Mów zawsze, co czujesz, i czyń, co myślisz. Gdybym wiedział, że dzisiaj po raz ostatni zobaczę cię śpiącego, objąłbym cię mocno i modliłbym się do Pana, by pozwolił mi być twoim aniołem stróżem. Gdybym wiedział, że są to ostatnie minuty, kiedy cię widzę, powiedziałbym „kocham cię”, a nie zakładałbym głupio, że przecież o tym wiesz. Zawsze jest jakieś jutro i życie daje nam możliwość zrobienia dobrego uczynku, ale jeśli się mylę, i dzisiaj jest wszystkim, co mi pozostaje, chciałbym ci powiedzieć jak bardzo cię kocham i że nigdy cię nie zapomnę. Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. Być może, że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz. Dlatego nie zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, że nie doczekasz jutra, będziesz żałować dnia, w którym zabrakło ci czasu na jeden uśmiech, na jeden pocałunek, że byłeś zbyt zajęty, by przekazał im ostatnie życzenie. Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów im głośno, jak bardzo ich potrzebujesz, jak ich kochasz i bądź dla nich dobry, miej czas, aby im powiedzieć”jak mi przykro”,”przepraszam”,”proszę”,”dziękuję”i wszystkie inne słowa miłości, jakie tylko znasz. Nikt cię nie będzie pamiętał za twoje myśli sekretne. Proś więc Pana o siłę i mądrość, abyś mógł je wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i bliskim, jak bardzo są ci potrzebni. Prześlij te słowa komu zechcesz. Jeśli nie zrobisz tego dzisiaj, jutro będzie takie samo jak wczoraj. I jeśli tego nie zrobisz nigdy, nic się nie stanie. Teraz jest czas.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.