10 stycznia 2003, piątek, 05:05
Dobrosława, Grzegorza, Jana, Wilhelma – wszystkiego dobrego.
ZNAJDZIE SIĘ WIĘCEJ SZCZĘŚCIA, NIŻ GO MĘTNE OCZY WIDZĄ, JEŻELI TYLKO RACHUJE SIĘ SUMIENIE I NIE ZAPOMINA O ŻADNEJ Z OWYCH POGODNYCH CHWIL, W KTÓRE OBFITUJE KAŻDY DZIEŃ, NAWET W NAJSMUTNIEJSZYM ŻYCIU LUDZKIM (Friedrich Wilhelm Nietzsche 1844-1900).
„Filozof przemocy” wszędzie dopatruje się „przewartościowania wszelkich wartości”, który to stan jest zgodny, wedle niego, z naturalnym porządkiem rzeczy. A oto niespodziewanie pogodna nuta i zaczęta do czerpania z życia tego, co pozornie zwyczajne. (Marek Niechwiej)
Daleko, gdzieś w Nowym Jorku wyskoczył z okna i popełnił samobójstwo mój daleki, daleki kuzyn. Nie znałam go. Nic o nim nie wiem. Właściwie dowiedziałam się o nim dopiero, kiedy się zabił. Słyszę rozmowy telefoniczne, komentarze całej rodziny: – „Och on był depresjonistą! Cała ta gałąź rodziny od Zbyszka to byli niezrównoważeni! Samobójstwo? Dlaczego? Z jakiego powodu? Jakikolwiek by nie był, samobójstwo to choroba! Żaden normalny człowiek nie popełnia samobójstwa. Depresja. To już drugi przypadek, przecież brat Małgosi też się zabił! Miał jakieś powody, podobno żona go opuściła czy coś, ale umówmy się, normalny człowiek nie połyka fiolki leków z powodu odejścia kobiety! Miał przecież obowiązki! Tam były dzieci! Oni wszyscy są walnięci. Nadwrażliwi. Delikatni. Na to są proszki. To się leczy. No, ale podobno ten teraz w tej Ameryce miał jakieś straszne problemy, majątkowe, długi, emigrant, stres, tęsknota za krajem a nie mógł wrócić… No może. Nie udzwignął życia. Ale to teraz się leczy. Kłopoty to teraz normalne, tak, ale kłopoty dołączone dopiero do depresji dają takie pomysły. Na to teraz są lekarstwa. No wiesz on na szczęście był podobno samotny. Jak samotny popełnia samobójstwo no to trudno. Mężczyzna. No trudno! Ale kobieta!? A jeszcze jak ma dzieci?! To już niemożliwe! To nie uwierzę, że jest zdrowa!!! Normalna!!! No, ale żadna kobieta w naszej nawet najdalszej rodzinie nie popełniła samobójstwa?! No wiesz?! Nie. A on miał dzieci? Podobno dorosłe. A to, chociaż tyle. Podobno rzucił się z okna w rozpaczy. Nie mów mi takich rzeczy! To się leczy, to choroba!”
Tak, dziś to choroba. Kiedy byłam dzieckiem, wciąż słyszałam o dziewczynach popełniających samobójstwa z powodu zawiedzionej miłości, ciąży, zdrady ukochanego, pewien pan, sąsiad, powiesił się z bólu, bo podobno miał raka i tak cierpiał, że wolał to skończyć, chłopak z sąsiedztwa otworzył gaz, bo nie zadał matury i bał się rodziców. Tak było w mojej młodości. Ludzie popełniali samobójstwa, bo byli samotni, zawiedzeni, niekochani, niedocenieni, ktoś ich porzucił, z powodu śmierci dziecka, męża, żony, z nieszczęśliwej miłości. Teraz, jeśli już coś takiego się zdarzy nikt, nie szuka racjonalnych przyczyn, nie rozpatruje okoliczności, nie szuka winnego, powodu… Jest to tylko depresja, choroba, niezrównoważenie, chwila słabości miedzy dwiema pastylkami na uspokojenie.
Dlaczego w „Mewie” Trieplew strzela do siebie? Bo nie widzi dalej sensu życia? Bo Nina go ostatecznie odrzuciła? Bo okrucieństwo i nieczułość matki, brak akceptacji przez matkę, złamało go jako człowieka, zaniżyło jego poczucie wartości i sensu? Żeby zwrócić na siebie wreszcie uwagę? A może, dlatego że doszedł do wniosku, że nigdy nie będzie dobrym pisarzem? Bo doszedł do wniosku, że takie życie, jakie wiedzie jest dalej bez sensu? Bo rozczarował się także sobą? Bo nie chciał dalej żyć w świecie, jaki znał? Bo uznał, że tak marny człowiek jak on nie ma dalej prawa żyć. Zastrzelił się, bo doszedł do wniosku, że nie ma talentu a musi pisać…. Z samotności, niekochana, braku nadziei… Z żalu? Z goryczy? Protestu?… Oczywiście że ze wszystkich tych powodów naraz. To nie mogła być tylko depresja?
Wczoraj zadzwoniła do mnie znajoma. Widziała próbę generalną. Nie odzywała się potem kilka dni. Trochę mnie to dziwiło. Sama wychowała syna. Syn jest już dorosły. Wciąż mieszka z nią. Próbował wszystkiego, pisał poezje, opowiadania, scenariusze, był dziennikarzem, korespondentem w Jugosławii podczas wojny, zawsze był potencjalnym geniuszem. Ona wciąż była z niego dumna. Interesowała się tym, co robił, nigdy nie ułożyła sobie życia, bo mogłoby go to urazić, wypaczyć, boleć, odkąd się zjawił na świcie był zawsze jedynym mężczyzną w jej życiu. Uwielbianym. Miał kilka dziewczyn, jakoś żadna nie poruszyła jego serca na, tyle aby się z nią związać na zawsze, został przy mamie. Teraz nie robi nic. Ona wyrzuca sobie, że to być może jej wina. Że to z jej powodu. Utrzymuje go. Namawia do życia. Wczoraj do mnie wreszcie zadzwoniła. Nie mówiła o spektaklu. Zapytała tylko: -Krysiu? A dlaczego ten chłopiec się zastrzelił w tej sztuce? Wyczułam jej niepokój, kiedy czekała na odpowiedź. Wiedziałam, że mogę na nią wydać wyrok, jeśli powiem, że to przeze mnie, przez matkę, przez Arkadinę. Powiedziałam: „- Wiesz Basiu, z wielu powodów, to wielki autor i wielki utwór. Nie ma jednego powodu. Już sama Rosja jest powodem i Prowincja. Ale niewątpliwie był depresjonistą.”
Dobrego dnia.
Dostałam, kilka zdjęć z mojego jubileuszu. Dołączam, bo mi miło.