08
Styczeń
2003
09:14

dziennik 2003-01-08 09:14:00

8 stycznia 2003, środa, 09:14

Baldwina, Mścisława, Seweryna, Teofila – wszystkiego dobrego.

¬LE TEN PRZYPATRYWAŁ SIĘ ŻYCIU, KTÓREMU NIE ZDARZYŁO SIĘ WIDZIEĆ RĘKI, KTÓRA W DOBROTLIWY SPOSÓB- ZABIJA. (Friedrich Wilhelm Nietzsche).

Świat jako zbiorowisko przemocy i gwałtu, nawet pod płaszczykiem niewinności. Taka jest rzeczywistość, nie sposób tego nie zauważyć. Swoiste rozumienie świata skażonego pierwiastkiem zła. (Marek Niechwiej)

Ręka, która w dobrotliwy sposób zabija, to bardzo ciekawy aspekt ogólnej refleksji, że świat jest skażony złem. To zupełnie inna myśl. Myśl oryginalna. Ręka, która w dobrotliwy sposób zabija! Ile ja razy o tym grałam!

Teraz po premierze, spotykamy się na nowo, przyjaciele, koledzy, aktorzy, reżyserzy, widzowie, rozmawiamy: Czechow, teatr, tradycja, nowoczesność, aktualność, stylistyka gry aktorskiej, ludzkie życie, prowincja, Arkadina, Raniewska i wciąż… Ewa Lassek, Ewa Lassek, Ewa Lassek…

Nie znałam jej. Widziałam Ją raz w życiu na scenie. Ale chcę Ją znać! Poznać! Jest Jej brak! Od dawna chciałam napisać, prosić, namawiać, aby o Niej, o tej wielkiej aktorce pisać, pzypomniać, poświęcić JEJ cały numer pisma, TEATR, SCENA, PAMIĘTNIKA TEATRALNEGO, wszystko jedno…. Zrobić poważną audycje telewizyjną, napisać książkę, zebrać wspomnienia o niej, zdjęcia, recenzje, analizy jej sposobu pracy, pokazać, przypomnieć wszystko, co można….Wielka, wielka aktorka, nie wiem czy nie największa powojenna, teatralna, jaką mieliśmy. Trzeba zrobić wszystko, absolutnie wszystko, aby ją „postawić” na JEJ miejscu, przywrócić JĄ nam, naszej pamięci czy świadomości, powiedzieć wreszcie, opowiedzieć o niej.

Za każdym razem, za każdym, nasze środowiskowe spotkania, wspomnienia, okrzyki, zachwyty, porównania kończą się na niej i na Jej wspominaniu. I czy to są aktorzy, czy reżyserzy czy widzowie, którzy mieli szczęście ją oglądać, kiedy zaczynają ją wspominać, pojawia się ton niezwykły, żar, słowa niekonwencjonalne, a rozmowa robi się gorąca…

Była to niewątpliwie aktorka niezwykła, najoryginalniejsza i najodważniejsza w interpretacjach i środkach wyrazu, tak mówią o niej i koledzy, którzy z nią grali i widzowie i reżyserzy, dlaczego ludzie tego nie wiedzą!? Nie powiedziano im tego?! Nie napisano?! Dlaczego pani Ewa istnieje tylko w westchnieniach środowiska?! W zachwytach fachowców i ludzi, którzy mieli szczęście z nią przebywać?!

Ja nie miałam takiego szczęścia. Widziałam ja raz w „Matce” Witkacego w reżyserii Jerzego Jarockiego. Byłam porażona. Ale to było tylko raz. Nie zdążyłam więcej. Ale to, co opowiadają o jej sposobach pracy, o niej samej, o jej uwagach do kolegów, studentów krakowskiej szkoły teatralnej, o sposobie myślenia jest elektryzujące. Chcę o Niej wiedzieć więcej! Wciąż jest tyle osób, które mogą po prostu opowiedzieć, napisać, podarować, zwrócić nam ją.

Ciekawe ile materiałów mają archiwa telewizji? Aktorka krakowska, aktorka specjalna, niepojawiająca się w telewizji prawie w ogóle….A wszyscy zgodnym chórem mówią, że NAJWIĘKSZA. Jeśli tak to opowiedzcie o NIEJ! Pokażcie! Napiszcie książkę!

Zaglądam do Albumu wspomnień pt. „Teatr Stary”. Hasło- Ewa Lassek. Kilka odnośników, dwa zdjęcia, nic…kilka słów , kilka osób…

Anna Seniuk: Pierwszy sezon. Pierwsza rola. Pierwsza próba. Przerwa. Wszyscy idą do bufetu. Stoję pod ścianą ma korytarzu. Podchodzi do mnie Ewa. Ogarnęła mnie ramieniem”Nowa, No, co? Denerwujesz się? Nie trzeba, chodź.” Ktoś, kto nie był debiutantem nie zrozumie znaczenia tego gestu… Teraz ja wprowadzam młodych do teatru. Obejmuje dodaje otuchy, opowiadam o Ewie Lassek. Proszę – żeby, gdy będą dorośli, przekazali ten gest młodszym i opowiadali o Ewie…

Andrzej Chudziak, jeden z moich ulubionych aktorów, napisał rozdział – swoje wspomnienie Teatru Starego, pod tytułem… „Wspominając Ewę Lassek” jestem mu za to bardzo, bardzo wdzięczna….Była nie tylko wielką aktorką, ale człowiekiem niezwykłej szlachetności, delikatności. Po raz pierwszy spotkaliśmy się na Scenie Kameralnej Starego Teatru, w „Garbusie” Mrożka w reżyserii Jerzego Jarockiego. Ewa Lassek grała Baronową, aj zaś- jej uczeń- stawałem się nieśmiałym partnerem, wciąż ucząc się od niej. Nigdy nie zapomnę spektaklu Krystiana Lupy „Miasto snu” grała artystkę operowa dążącą do samounicestwienia. Miałem szczęście być z nia na scenie w memencie najdłuższego monologu. Jak grała? Czy była to gra? Jeśli tak, to w grze Ewy Lassek nigdy nie było pustych miejsc, porażała prawdą sceniczna i życiową. Do jej sztuki nie zakradła się nigdy aktorska szarża. To było aktorstwo potężne, nie chcę świadomie używać tu określenia – doskonałe technicznie. Już w chwili pojawienia się na scenie oddziaływała tak na widownie, jak i na partnerów, niemal hipnotycznie. Była nasza matka, powiernikiem, przyjacielem i zawsze nauczycielem. Wprowadzała do naszego życia teatralnego jakiś niebywały spokój. Przeszła trudna role życiową i teatralna. Uczciwa wobec siebie, wobec zawodu, potrafiła ustrzec się pozerstwa. Zwalczała kabotynizm. Czy miała wrogów w sztuce? Tak, jak prawdziwa indywidualność. Do końca swej pracy teatralnej będę się czuć jej uczniem…

Wczoraj po trzecim z kolei przedstawieniu „Mewy” w Teatrze Studio, rozmawialiśmy z Ewą i Jurkiem Radziwiłłowiczami znów o Lassek, do później nocy… A ja kładąc się spać kolejny raz czułam wielką niesprawiedliwość, że ta wielka aktorka nie stoi na należnym jej miejscu w pamięci ogółu. Że jej fenomen, wielkość, osobowość, znaczenie, jakie miała dla teatru i jej wpływ na aktorstwo polskie w ogóle, pozostają nieznane… Byle jakie „pindy” aktoreczki, pojawiajace się po prostu często, w jej czasach, w telewizji są dziś uznawane za wielkości a ..Ona… Jaka to niespraweidliwość?!! Nie dla niej, bo Ona już nie żyje. Dla nas wszystkich!

Dobrego dnia.

Zdjęcie – Ewa Lassek jako Konstancja w „Wariatce z Chaillot” Giraudoux rok 1964.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.