18
Sierpień
2002
06:50

dziennik 2002-08-18 06:50:00

18 sierpnia 2002, niedziela, 06:50

Heleny, Ilony, Karoliny, Laury – Wszystkiego dobrego.

Dziś imieniny Heleny Modrzejewskiej, zapalę za nią świeczkę – złote serduszko pływające w wodzie w kryształowej salaterce do śniadania, myślę, że będzie zadowolona.

Ilony – żony Marka Kondrata.

Karoliny – mojej chrześnicy.

Laury – właścicielki sklepu spożywczego w mojej miejscowości wakacyjnej we Włoszech. Moje panie, wszystkiego dobrego.

Skończyliśmy w nocy nagranie. Niedziela rano, a ja nie mogę spać. Jak zwykle. Myślę o montażu, który się zacznie od poniedziałku.

Dziś postanowiłam Wam pokazać kilka miejsc w Wytwórni Filmowej w Warszawie, których widok na nowo mnie wzruszył. Spędziłam w tych miejscach naprawdę wiele chwil mojego życia, szczęśliwa i nieszczęśliwa, smutna i wesoła, zapłakana i pełna nadziei. Kiedy teraz tydzień temu, z okazji kręcenia Porozmawiajmy…, weszłam na nowo do Wytwórni i siadłam przed tym samym, zniekształcającym moją twarz lustrem, wzruszenie ścisnęło mi gardło. Nic się nie zmieniło – te same krzesła, linoleum, zlew. Tylko drobiazgi uległy zmianie, kubły na śmieci i plastikowe w nich worki, ale popielniczki zostały te same. Zniknął, z najsłynniejszej charakteryzatorni, w której i ja spędziłam tysiące godzin, słynny, rozwalający się, zapadnięty fotel, o który się wszyscy bili, nie wiedząc, że na tym miejscu, jeśli ktoś tam posiedzi dłużej, zachodzi się w ciążę. Potem młode aktorki zawsze lojalnie ostrzegano. Ja sama znam kilka charakteryzatorek, aktorek, garderobianych, dla których tak się to siedzenie w tym miejscu skończyło. Znałam też kilka takich, które po cichu specjalnie przychodziły na nim posiedzieć, bo chciały mieć dziecko a coś im nie wychodziło.

Tak, żadnych zmian, wszystko – poza tym historycznym fotelem – jak dawnej. A kredens, malowany olejną farbą, stojący po prawej stronie i półki po lewej, na których zawsze, zawsze leży kajzerka, przywitałam łzami. Wzruszyłam się.


Charakteryzatornia

Najsłynniejsza, największa charakteryzatornia. Nie zliczę filmów, do których tu mnie malowano. Od „Człowieka z marmuru” przez „Modrzejewską„, przy której spędzałam w tym pokoju kilka godzin dziennie przez ponad rok. Te same lustra, w których nic nie widać i każdy wygląda jak koczkodan, to samo Boskie światło, w którym widać krosty, co wyjdą za dwa dni. Wygodne foteliki zmuszające charakteryzatorki do ćwiczeń cyrkowych przy malowaniu, szare linoleum, itd., itd. Ile łez, ile śmiechu, ile plotek, ile żalów wylanych, historii opowiedzianych i usłyszanych, ile nadziei na sławę i ile załamań, wielu, wielu osób. Ten pokój mógłby opowiedzieć naprawdę wiele. Stoi zaklęty, i mami tym, że się prawie w ogóle nie zmienił, udaje że nic się nie stało, a czas, jakby go w ogóle nie było.


Lustro, przed którym mnie charakteryzowano do „Człowieka z Marmuru„

Och, to moje miejsce, długo, długo… Dopiero do Modrzejewskiej siadłam na tym prawym. Wcześniej zawsze to środkowe. Obok po prawej koledzy, Jurek Radziwiłowicz, Olo Łukaszewicz, wielu.

A to moje miejsce do charakteryzacji w „Modrzejewskiej„. Rok i dwa miesiące co rano tutaj zasiadałam i zaczynałam tak dzień


Zdjęcie lustra po lewej

To po lewej to lustro do czesania. Pamiętam dramat i krzyk Wajdy, kiedy zobaczył, że obcięłam włosy bez jego zgody tuż przed jakimiś rozpoczynającymi się zdjęciami, chyba przed „Bez znieczulenia” a ja ze łzami w oczach tłumaczyłam, że chciałam być ładniejsza, a charakteryzatorka – też łkając, jakby to była jej wina – szeptała, że „może ona spróbuje dokleić, dopiąć, albo może peruka…”.

Ach, ile pań charakteryzatorek – przyjaciółek, wciąż podnoszących nas na duchu, mówiących nam w kółko, że mamy talent! Wszyscy! Bez wyjątku! Że to reżyser jest głupi! I że…. „jak ona się wzruszyła na tym ujęciu jak graliśmy, aż się nie może pozbierać takie to na niej zrobiło wrażenie…”. Wysłuchujących i znoszących nasze histerie i rozpacze, opowieści o dzieciach, mężach, rozwodach, rolach robionych w teatrze, marzeniach. Cud kobiety umiejące lawirować między nami jak wróżki, dyplomatki, wysłanniczki produkcji i reżysera, załatwiające z nami wszelkie sporne kwestie tak, aby każdemu z nas nic nie odjąć z jego domniemanej wielkości i talentu. Przyjaciółki, powiernice, wspólniczki. Kobiety znające nasze wszystkie najintymniejsze tajemnice, i twarzy, i duszy. Milczą, a mogłyby wiele, wiele naopowiadać.


Korytarz na pierwszym piętrze w Wytwórni. Tu są charakteryzatornie i garderoby. Tu aktorzy czekają na swoje pięć minut i przeżywają sukcesy

Ach, jakie urocze korytarze! Prawda? Często bywają tu tłumy. Dziwne kłębowisko ludzi, statystów filmowych i aktorów, w kostiumach i bez: żołnierze, damy w krynolinach, żebracy, warszawiacy z czasu Powstania, nierzadko księża i zakonnice, postaci z bajek. Dostają te przebrania z tych pokoi za zamkniętymi drzwiami. W tym korytarzu wypalono chyba tonę lub ze dwie papierosów. Ale co z tego. Mnie on wzrusza.

Dobrego dnia. Dziś dzień wizyty papieża w Krakowie. Wczoraj, nocą, po zdjęciach, Jurek Stuhr jechał, aby od świtu dziś być z rodziną i przyjaciółmi na Krakowskich Błoniach, zająć miejsce przed mszą. Ciekawe, co papież nam powie, z czym nas zostawi….

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.