09
Sierpień
2002
08:41

dziennik 2002-08-09 08:41:00

9 sierpnia 2002, piątek, 08:41

Edyty, Ireny, Klarysy, Juliana, Rolanda, Romualda, Janusza – wszystkiego dobrego.

Edyta – imię pochodzi od staroangielskiego EAD – dobrobyt, pomyślność, szczęście, oraz GUT – walka; oznacza więc tę, która walczy o dobrobyt i szczęście. Edyta jest wesoła, elokwentna, dowcipna, czasem ironiczna. Zaborcza. Impulsywna, łatwo wpada w złość i niechętnie potem przeprasza. Bystra, zaradna, pomysłowa.

Irena – jedno z moich ulubionych imion. Imieniem tym określali starożytni Grecy boginie pokoju, natomiast Rzymianie – boginie gniewu i kary. Hagiografia zna 14 świętych o tym imieniu, a Ireneusz – imię męskie pochodne od Ireny – ma w Hagiografii 12 przedstawicieli. Imię Irena jest w Polsce wciąż imieniem pospolitym, choć wśród nowych rodzących się pokoleń powoli zanika. Klarysa – to imię zupełnie u nas nie spotykane, choć piękne.

Julian – imię tak popularne w innych językach, we Włoszech spotykane co chwila, u nas bardzo rzadkie i oznaczające słabość, delikatność i miękkość. Zabawne jest to, że kiedyś mnie okradziono bardzo poważnie. Właściwie wyniesiono wszystko z naszego mieszkania. Po kilku miesiącach złapano spółkę zbirów, którzy specjalizowali się w okradaniu mieszkań w ogromnym bloku, w którym mieszkałam. Uczestniczyłam jako świadek w ich rozprawie sądowej. Szef tej bandy miał na imię Julian i pamiętam, że to budziło we mnie nieodparcie sympatię do niego.

Roland – ach, cóż to za wyszukane, eleganckie imię! Znam jednego Rolanda, żyje sobie na Śląsku. Jest nieskazitelnie wychowany, szarmancki i dyskretny.

Rumuald – w środowisku mamy Romualda. Romuald Szejd – dyrektor, reżyser i aktor, teatru Prezentacje. Udaje mu się prowadzić ten teatr od lat, mimo gigantycznym problemów, finansowych, personalnych, lokalowych, wciąż zdobywać widzów i robić spektakle cieszące się ich uznaniem. Patrzę na to z wielkim podziwem, bo to naprawdę nie jest łatwe. Wszystkiego dobrego.

Janusz – o Januszu dziś Agnieszka.

FLOKSY

Czy znasz tę bajkę, a – nuż?
Był sobie raz pan Janusz,
Który się wcale ze strusz-
kami nie bratał.
To panny zwodził nieletnie,
to lutnią bawił się świetnie,
I czy to grudnie, czy kwietnie –
nie brał go katar.
Czas, choć niewiele wart,
obracał cały w żart,
nie pragnął swojej Kart-
aginy.
Choć silny był jak lwię,
zamienił życie w grę,
aż raz nabawił się
anginy.
… Nie ujrzy swojej „doxy”…
Na grobie kwitną floksy,
I dziwny napis: „O Xy-
meno”…
Tak kończą w tej fabryce
ci bracia i siostrzyce,
co w życiu widza witze
jeno.

Dziś mam dla Was wiadomość taką: trzy z moich znajomych po wakacjach wróciły zakochane. Jedna bardzo, druga bardzo, bardzo, a trzecia mówi, że chyba będzie super. Ukochany pierwszej jest uważny, spokojny i zwraca uwagę na jej kanarka, a nie tylko mówi: „O fajnie, masz kanarka” i następnie pyta o piwo, kanarkiem dalej się nie zajmując. Ten, w którym się zakochała, stoi długo przy klatce z kanarkiem i kanarek go interesuje, w ogóle nie mówi o piwie, ciekawi go życie kanarka, co dobrze wróży. Ukochany drugiej dzwoni co rano, przynosi kwiaty, co dla mojej znajomej jest szokiem, bo nigdy tak dotąd nie miała i poszedł z nią na wystawę „fotografii z całego świata”, co również dobrze wróży, no bo jednak coś go interesuje. Co prawda raz przez telefon pomylił jej imię i powiedział do niej Jolu, ale potem tłumaczył się, że znają się tylko miesiąc, a Jola to była dawna narzeczona a on jest zaspany. Tak, że w sumie bardzo, bardzo. No a ten od tej trzeciej, co to chyba będzie super, przyjeżdża w sobotę, na razie widują się tylko w soboty i niedziele, i wtedy jest naprawdę ekstra, i on coś mówi o przenoszeniu się do Warszawy. Moja znajoma mówi, że normalnie jest zakochana, jak dawno nie była, bo jak idzie mu otworzyć drzwi no to normalnie oblewa ją pot, i nie wie, co się z nią dzieje, a już bardzo dawno tak nie miała. Dzwonek do drzwi nie robił na niej najmniejszego wrażenia, a do tego cały tydzień, jak go nie ma, no to w ogóle nie wie, co się z nią dzieje i myśli tylko o tym, żeby już była sobota albo co. Myśli tylko o nim, on jej się śni i zaklina czas i los, żeby tak trwało i żeby się na nim nie „przejechała”, jak się była uprzejma wyrazić.

Niepokoi mnie tylko to, że wszyscy trzej mają albo 30, albo 37, a jeden nawet 45 lat, a akurat byli w tym momencie samotni, i to nie tylko w te wakacje a w ogóle, i w ogóle wolni, i bez zobowiązań, i trzeba było trafu… Jeśli są tacy super, to dlaczego samotni? No, może jestem menda, i może to takie wakacje, co się w nie spotyka fajnych, samotnych, super mężczyzn bez zobowiązań. Taki moment, taki czas. Bo one wszystkie trzy są też jak raz same i bez zobowiązań i zaszłości. I właściwie te moje wątpliwości są absolutnie nie na miejscu, bo w zeszłym roku jedna moja, jeszcze inna znajoma spotkała w pociągu kolegę z klasy i są teraz od kilku miesięcy po ślubie, bo on okazał się być mężczyną jej życia, a ona – kobietą jego życia, czego nie zrozumieli, jak byli razem w szkole, tylko teraz w pociągu, po 20 latach nie widzenia się. No do tego jeszcze on musiał w międzyczasie zostać prokuratorem a ona dyrektorem, ale to drobiazg.

Tak, tak, cóż to za zdumiewające wakacje! Tyle zmian, tyle przypadków i spotkań! Tak dużo jakiś ostatecznych, zdumiewających decyzji i zmian. Coś w powietrzu i w głowach! Wiatr!

Inna jeszcze moja znajoma oświadczyła mi nagle, że poszła na studia. Na studia plastyczne. Po kryjomu przed wszystkimi poszła, zdała i dostała się. Od października zaczyna regularnie chodzić na wykłady. Wprawiła tym w osłupienie rodzinę, przyjaciół, swoje dzieci a przede wszystkim męża, z którym się już od dawna nie układało, ale niedawno okazało się, że on jest chory na raka, i znów się do siebie zbliżyli. Nic by nie było w tym dziwnego w całej tej historii, gdyby nie to, że pani ma 54 lata, i nagle podjęła decyzję swojego życia, spełnienia marzeń, których nie odważyła się realizować przez tyle lat. I teraz w momencie największego zagrożenia i tragedii w rodzinie, choroby męża, postanowiła te marzenia i swoje odwieczne tęsknoty zrealizować. Nieprawdopodobne. Mąż ją w tym wspiera, i mimo że, zdumiony całym zamieszaniem i faktem, często siedzi w pracowni malarskiej – na prędce zaaranżowanej na strychu – i przygląda się jak ona maluje. Nieprawdopodobne.

Dobrego dnia.

Zobaczcie, jakie piękne. To Matisse. Ach, jak ja uwielbiam te jego „tapety”, wzory na kanapach, meblach, ścianach, podłogach.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.