05
Sierpień
2002
22:25

dziennik 2002-08-05 22:25:00

5 sierpnia 2002, poniedziałek, 22:25

Marii, Oswalda, Wirgiliusza – Wszystkiego dobrego.

Maria – Maria z 5 sierpnia to niestety Maria zmartwień i złych przeczuć.

Oswald – to germańskie imię oznacza tyle, co władca, król. Połączenie imion Oskar i Anzelm. Nie znam w Polsce żadnego Oswalda, ale z tym imieniem kojarzy mi się las iglasty i Irlandia, pewnie coś w tym jest z wiedzy, której w tej chwili nie umiem przypomnieć.

Wirgiliusz – przypomina mi piosenkę z dzieciństwa i budzi we mnie poczucie beztroski i bezpieczeństwa.

Wróciłam przed sekundą z Kazimierza, z festiwalu. Tłumy, młodo, wesoło, beztrosko, zabawnie, jasno, miło. Nocą spacerowałam po mieście, wszędzie młodzież, śpią wprost na bruku, na rynku, na ławkach, na trawnikach; w każdym ogródku, ogródeczku, namioty, namiociki. Rano myją się w słynnej fontannie, w ciągu dnia oglądają projekcje filmów, spektakli Teatru Telewizji, siedzą w każdym kątku, na każdej ławce, kamieniu, krawężniku, grają na gitarach, śpiewają, są na koncertach, chodzą na organizowane spotkania z gośćmi festiwalu, dyskutują, śmieją się, zamyślają, przytulają do siebie i całują się nad Wisłą na plaży.

Przedwczorajszy koncert bardzo miły, dzisiejsza projekcja mojej Zazdrości udana i dobrze przyjęta. Spotkanie naprawdę miłe. Żal mi było wyjeżdżać, ale jutro rano próba i pierwszy spektakl Kto się boi Virginii Woolf po wakacjach, i nerwy w związku z tym.

Marek Kondrat mówi co prawda o naszej sztuce „Kto się boi Pelagii Wilk?”, ale denerwuje się tak jak i ja, i nabija się tylko po to, żeby sobie dodać odwagi i udawać, że to dla nas pryszcz.

W tę podróż do Kazimierza zapomniałam zabrać ze sobą mojego ukochanego aparatu fotograficznego, ale miły pan, fotograf Festiwalu, z cyfrowym aparatem w ręce, zrobił zdjęcia za mnie i dla mnie, i wręczył mi dyskietkę tuż przed odjazdem do Warszawy, za co bardzo dziękuję, ponieważ zależało mi, żeby Wam pokazać Kuncewiczówkę, w której, a raczej na tarasie której miałam zaszczyt występować.

Kunewiczówka – dom państwa Kuncewiczów w Kazimierzu, jedno z najważniejszych, legendarnych miejsc. Dziś jest to rodzaj muzeum, ale muzeum żywe tętniące życiem, spotkaniami, śmiechem i pamięcią o właścicielach. Podobno nic od śmierci pani Marii Kuncewiczowej się w tym domu nie zmieniło; zgodnie z jej życzeniem dom wygląda tak jakby ona i jej mąż wyszli na chwilę, na moment, i zaraz wrócą. Dostałam herbatę w szklance pani Marii i malowałam się w jej lusterku. W torbie podróżnej przywiozłam ze sobą „Listy do Jerzego” i zaraz się na nie rzucę, i na nowo przeczytam, jak tylko „dorwę” pierwszą wolną chwilę, a chętnie przypomniałabym sobie i „Fantomy”, i „Tristana 1946”, i „Cudzoziemkę” choćby, ale nie sądzę abym mogła w tym miesiącu przeczytać choć słowo tylko dla przyjemności, mam tyle lektur obowiązkowych.


Kuncewiczówka. Salon. Widok na piękny huculski piec


Kuncewiczówka. Salon


Kuncewiczówka. Pokój na poddaszu


Kuncewiczówka. Pokój na poddaszu


Kuncewiczówka przed koncertem

Dobrego dnia.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.