2 sierpnia 2002, piątek, 06:42
Kariny, Marii, Euzebiusza, Gustawa – wszystkiego dobrego.
Karina – czyli po włosku, w potocznym użyciu, droga, miła, lubiana, kochana. Bardzo ładne imię, w Polsce także spotykane.
Maria – ta Maria sierpniowa, dojrzała, nabrzmiała, złocista, pachnąca skoszonymi polami i zachodzącym słońcem.
Euzebiusz – bardzo dziś rzadkie imię, zapomniane i na nowo oryginalne, powinno zdobić też oryginała, bo tuzinkowy mężczyzna mógłby mieć z nim kłopoty i imię mogłoby się go wstydzić.
Gustaw. Ach Gustaw. Jedno najpiękniejszych imion. Z wielkimi tradycjami, silnie reprezentowane w literaturze i polskiej, i obcej. Panom Holoubkowi i Lutkiewiczowi, wiele jeszcze lat życia i wspaniałych ról.
Agnieszka Osiecka napisała o Gustawie taki wiersz:
NAPARSTNICA
Gustaw, ja proszę, nie mów tyle,
bo wszystko będzie, co ma być…
Jeszcze się tylko raz pochylę:
Czy serce bije, jak ma bić? Jeszcze się tylko raz odwrócę –
czy nie nadchodzi z lasu kto?
Jeszcze się tylko raz zasmucę.
A potem przyjdę. Wierzmy w to.Gustaw, ja proszę, nie bądź wściekły,
gdy milknę nagle; w porze ziół…
Długo te nasze ścieżki biegły,
nim się spotkały w drogi pół. Ty jesteś dobry, silny, ważny…
O Boże święty, jak tu cicho…
Krążymy po łąkach, błądzimy, łazimy,
aż uśnie we mnie tamto licho.Patrz, miły: kwitnie naparstnica.
Mówią: na serce dobry lek.
Zabijać umie bezwstydnica
i koić umie.
Licz do trzech.
Spokojne, gorące, pracowite dni, pachnące ogórkami. W moim domu ogórki, koper, czosnek, liście wiśniowe, liście dębowe. Już chyba ze sto słoików stoi w piwnicy, a ogórki tak obrodziły w warzywniku, że mama tylko załamuje ręce. Ogórki kiszone, ogórki konserwowe, przecier z ogórków na zupę. Będziemy jeść ogórkową całą zimę. Fajnie.
Wczoraj byłam pierwszy raz z moim starszym synem u kosmetyczki, dojrzewa i krostom na nosie należało od dawna wypowiedzieć wojnę. Poszedł jak na ścięcie, leżał na łóżku u niej, bez słowa i bez ruchu, nie odzywał się do mnie, obrażony za ten pomysł, przez cały wieczór, a babci po przyjściu powiedział: – Zerwała ze mnie siódmą skórę!. Ale nie dowiedziałyśmy się czy chodziło o kosmetyczkę czy o mnie. Wczoraj też na przypomnienie mu, że jest rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego (zresztą w tym roku wyjątkowo uhonorowana w mediach), i że w powstaniu walczyli też tacy chłopcy jak on, odpowiedział niespodziewanie: – Wiem, ale mieli za mało broni.
Nagrywam na kasety „Szatana z siódmej klasy” Kornela Makuszyńskiego. Pomyślałam, że może to sprawić przyjemność dzieciom, ale mam problemy z tym czytaniem, nie mam wprawy, boję się zbyt interpretować, moje dzieci tego nie lubią. Postanowiłam w rezultacie to nagrać tak zwyczajnie, tak jakbym czytała to moim synom, i się nie przejmować. Chciałabym nagrać całego Makuszyńskiego. Nie wiem czy mi się to uda.
Koty znikają gdzieś na całe dni, pewnie zaszyte śpią w jakimś kącie, w chłodzie, a w nocy spacerują po domu i budzą mnie, co chwila, prowadzą z zadartymi w górę na sztorc ogonami do kuchni i pokazują, co mam im dać do jedzenia.
W nocy duszno i niespokojnie, wszyscy łażą po domu.
W ciągu dnia psy i szpaki kąpią się bezustannie w ogrodowych polewaczach. Wczoraj kupiłam wielkie poidło dla ptaków do ogrodu. Bardzo z tego zadowolone. Nie zapominajcie i wy wystawić im wody do picia, bo na pewno, szczególnie w miastach, męczą się z pragnienia.
Wracam do pocztówek. Mam ich jeszcze trochę.
Dobrego dnia.
