22
Wrzesień
2002
07:49

dziennik 2002-09-22 07:49:00

22 września 2002, niedziela, 07:49

Joachima, Maurycego, Tomasza – Wszystkiego dobrego.

Joachim – Joas. Dziś już imię w Polsce niespotykane. Bardzo rzadko w każdym razie. Imię hebrajskie. Dla mnie to przede wszystkim postać z dramatu Wyspiańskiego „Sędziowie”, postać tragiczna, piękna rola dla chłopca, często grywana przez młode kobiety aktorki; Joas musi wybierać między miłością do ojca i brata a prawdą i sprawiedliwością. Umiera na końcu.

Maurycy – imię z osiemnasto- i dziewiętnastowiecznej literatury francuskiej. Imię nadwrażliwych i arystokracji. Dawniej i w Polsce częściej spotykane – Maurycy Beniowski, Maurycy Gosławaski, Maurycy Mochnacki. Maurycy to także pseudonim Żeromskiego – Maurycy Zych. W Polsce dawniej wierzono, że jeśli na św. Maurycego, tzn. właśnie 22 września jest ładny dzień, jasny, dobra pogoda, to potem zima będzie sroga i wietrzna.

Tomasz – imię aramejskie. Znaczenie – biźniak. Tomasz to chłopak nowoczesny, dynamiczny w działaniu, energiczny, zawsze w centrum wydarzeń. Dyskutuje na każdy temat, rozmowa jest w ogóle jego pasją. Dużo mówi, za mało słucha. Bywa czasem niemiły, kiedy broni swoich idei i poglądów. Lubi hazard, ryzyko. Nie ma kompleksów ani zahamowań. Szczęśliwy dzień – środa, kolor – pomarańczowy, kamień – agat, roślina – dziewanna, owoc – kokos.

Wczoraj dostałam przy okazji VI Międzynarodowego Festiwalu Teatrów dla Dzieci i Młodzieży KORCZAK 2002 nagrodę za Małą Steinberg. Piszę o tym, ponieważ nic mnie tak nie cieszy, jak zauważanie właśnie tej mojej pracy, tej mojej roli. Wszystko inne to zawód, Mała to moje serce, czułość, wzruszenie, miłość; w poniedziałek gram ją po raz pierwszy po wakacjach, w Bielsku, potem w Warszawie w Teatrze Studio 26 i 27, we czwartek i piątek, nie mogę się doczekać na spotkanie z nią. Gram Małą nieczęsto, za mało, dużo za mało w stosunku do innych ról, mam ochotę czasem krzyknąć: – Ludzie, nie bójcie się jej!

Wielu moich znajomych, przyjaciół, korespondentów, wyznaje: – Na tę twoją rolę nigdy nie pójdę. Boję się. Nie chcę tego przeżyć. I tak mamy smutne życie. Po co mi to.

Ach i co ja mam mówić? Trudno. Mam przekonywać, że nie jest smutno? Mam udowadniać, że warto? Że to tekst dla każdego z nas ważniejszy niż cokolwiek innego. Tekst dający wszystkim nadzieję i radość? Nie. Trudno. Szkoda. A na marginesie uważam, że jest to moja najlepsza rola teatralna i nikt mi nie będzie „wstawiał farmazonów” (jak mówił mój ojciec), że jest inaczej. Ale stereotypu: „smutne, i o chorobie, więc po co to oglądać” – nie mogę przewalczyć. Powinnam postawić warunek, że bilet na Shirley jest sprzedawany tylko i wyłącznie przy zakupie biletu na Małą, i po przymusowym obejrzeniu tej drugiej, ze sprawdzaniem listy i tożsamości, za okazaniem dowodu osobistego lub legitymacji szkolnej włącznie. Przy czym dokumenty typu prawo jazdy, kwity z pralni, dowody szczepienia itp. nie byłyby honorowane. Tak jest to ważna dla mnie rola, że nawet, gdybym to grała do pustej sali, grałabym bez końca. Niestety mogłabym to robić tylko u siebie w ogródku lub garażu, nieubłagane prawa rynku wygoniłyby mnie z każdego teatru.

Dobrego dnia.


Ja wszystko w domu zmieniam, przemeblowuję. A kolor ściany ma się dużo lepiej.

© Copyright 2026 Krystyna Janda. All rights reserved.